Covidowe rozważania, czyli… gdy logika idzie się czochrać

Covidowe rozważania, czyli… gdy logika idzie się czochrać

Dwuletnia obecność Covid’a, jest odpowiedzialna nie tylko za miliony śmierci jego ofiar (także tych pośrednich, spowodowanych „teleporadami”, samobójstwami, brakiem właściwej opieki medycznej, etc. ) lockdowny skutkujące bardzo negatywnymi skutkami gospodarczymi ( szczególnie dla małych i średnich biznesów ). Poza tą namacalną sferą dotykającą społeczeństw, a więc konkretnych ludzi, na wiele sposobów, jest jeszcze wielowymiarowa przestrzeń oddziaływania na nasze emocje, stan psychiczny, procesy myślowe i inne dziedziny związane z szeroko pojętą ludzką psychiką. Poza tym doświadczyliśmy (i różne „teorie konspiracyjne”, nie mają tu nic dorzeczy) całej gamy ograniczeń i łamania naszych podstawowych praw obywatelskich ( podróż, zgromadzenia, wypowiedzi ), swobody wyznawania religii i prowadzenia działalności gospodarczej. Praktycznie nie ma obszaru naszego życia, który by pozostał wolny od związanych z Covidem regulacji, zakazów, nakazów itp. Konstytucje państw świata okazały się nad wyraz elastyczne i dziwi tylko, że było tak mało protestów wobec ich łamania lub omijania; proceder ten dotyczył bez mała krajów całego świata. Nie ja jeden zadaję sobie pytanie co się stało, iż społeczności na to pozwoliły, a co więcej, wręcz aprobowały podjęte działania.

Jak już kiedyś wspomniałem w jednym ze swych esejów, bez wątpienia podstawową rolę grał tutaj strach o zakażenie, potencjalne komplikacje i śmierć. Ale wszak można się bać, zachowywać środki ostrożności lecz jednak nie tracić zdrowego rozsądku i zdolności logicznego myślenia oraz racjonalnych zachowań. I wg mnie, obszarem najbardziej dotkniętym wirusem, zostały mózgi ludzkie w obszarze odpowiadającym za logiczne myślenie. Jest to proces, który absolutnie nie dyskryminuje nikogo; masowa infekcja alogiczności zaraża bez względu na płeć, wyznawany światopogląd, rasę, pozycję społeczną, rodzaj zatrudnienia etc.- oczywiście z wyjątkiem tych, którzy z jakichś powodów nie ulegi psychozie i nie mam tu na myśli tzw. antyszczepionkowców. Sądzę, że to zjawisko powinno stać się fascynującym tematem dla badań psychologów, bo jego masowość jest wprost przerażająca. Proszę nie mieć wątpliwości: towarzystwo pragnące wdrożyć Agendę 2030 i jej cele ( niezorientowanych muszę rozczarować, to nie wymysł jakichś lunatyków konspiracji, proszę poszukać w internecie, o co w niej chodzi ) uważnie obserwuje reakcje światowej populacji i gwarantuję, że wyciągnie z tego wnioski, których konsekwencje będą dla nas niemiłe (ale to już całkiem inna bajka).

Wydaje mi się konieczne pewne rozróżnienie między rodzajami skutków ataku alogiczności, na przynajmniej dwie kategorie, a mianowicie osoby nominalnie wierzące oraz niewierzące ( co nie oznacza, iż są ateistami, ale raczej należą do typu wierzący, nie praktykujący, co oznacza, że są praktycznie neopoganami ). W pewnych aspektach symptomy choroby mają te same objawy i by nie poruszać się wyłącznie w kręgu okólników, przedstawię to na pewnym konkretnym zachowaniu, obserwowanym wśród obu dotkniętych zarazą grup. Otóż takim łącznikiem jest nabożny, niemal magiczny stosunkek do sprawy noszenia maseczek ochronnych i tu muszę od razu zrobić zastrzeżenie: nie jestem ich wrogiem! Ale… maseczka w zasadzie ma chronić drugie osoby w wypadku kaszlu, kichania itp.ze strony osoby ją noszącej. Lecz nie ochroni, a chodzi o najpopularniejsze maseczki, przed wdychaniem powietrza zakażonego wirusem, bo ci, którzy używają logiki i nie dali się opanować paraliżującej panice wiedzą, że wirus ze względu na swe mikroskopijne wymiary, może być potencjalnie wszędzie. Po prostu nie ma takiej możliwości, by taka nieszczelna, luźna maseczka, choć przykrywa usta i nos mogła nas ochronić; no bo jak możemy oddychać?

Tak przy okazji tematu oddychania, to chciałbym zapytać tych silnie przerażonych, czy z podstaw fizjologii ciała ludzkiego zapamiętali ( jeśli mieli takie lekcje w szkole) jaki proces odbywa się w płucach? Dla przypomnienia, polega on m.in. na wymianie tlenu, dostarczanego podczas wdechu, i wydalaniu CO2 z wydechem. Tak więc zastanówcie się choć trochę, jaki jest skład wdychanego przez was powietrza, jeśli sobie zasłonicie maseczką nos ( a im szczelniej, tym gorsza jest proporcja tlen/CO2 )? Myślę, iż jest wam znany fakt naukowy, że niedotlenienie mózgu skutkuje omdleniem, nieraz ze skutkiem śmiertelnym. Więc dlaczego sami siebie okradacie z dostarczenia tego życiodajnego gazu dla waszego organizmu? Chyba tylko dlatego, iż poważne niedotlenienie atakuje ośrodek w mózgu odpowiedzialny za logiczne myślenie; ta konkluzja jest po prosu nieubłagana!

Kliniczny przypadek takiej skrajnej nielogiczności obserwuję wśród niektórych kolegów w pracy dotkniętych wspomnianą przypadłością i dzieje się to doładnie 2 razy dziennie, 5 dni w tygodniu. Pracują na stanowiskach pracy odległych od siebie o kilka metrów i noszą maseczki, a w momencie gdy idą na przerwę śniadaniową i obiadową, gdzie siedzą obok siebie w odległości ok. 1.5 metra je zdejmują, by następnie po 1/2 godz. opuszczając jadalnię i wychodząc na zewnątrz, znów je założyć. Patrząc na to zachowanie zaczynam się obawiać nie o ich, lecz o swoje zdrowie psychiczne, bo mój umysł nie potrafi ogarnąć takiego postępowania. Przecież to obłęd!

Kilka zdań też o alogiczności postępowania osób „wierzących” (rodzaj wyznawanej religii jest nieistotny). Rozumiem że w granicach rozsądku należy się chronić przed zarażeniem, ale gdy widzę w kościele tą magiczną wiarę w skuteczność działania maseczki, wcierania sobie w dłonie sanitajzera itp. to nieuchronnie zastanawim się, czy taka osoba wierzy jeszcze w Bożą Opatrzność, uznaje, iż to Pan Bóg jest najlepszą ochroną. Gdzie jest „Ufam Tobie”, tak często powtarzane przy okazji modlitw? Ufacie bardziej ludzkim zabezpieczeniom czy też Temu, który jest Panem naszego życia doczesnego i wiecznego?

Jak sami Drodzy Czytelnicy zauważyliście, całkiem pominąłem, i to świadomie, kwestię poddania się szczepieniom. Nie oznacza to bym je popierał; wręcz przeciwnie, mam do nich stosunek wielce negatywny Dlaczego? Otóż, po pierwsze są dla mnie nie do przyjęcia, jako efekt używania w procesie badawczym linii genetycznych abortowanych dzieci, zaś św. Paweł powiedział jasno: „Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła”. Opinie jakichś hierarchów a nawet papieża nic tu nie zmienią, bo „ półprawda = całe kłamstwo ”. Po drugie, mam uzasadnione obawy o ich wartość i efekty, z punktu widzenia medycyny i opinia ta jest oparta na wielu ostrzeżeniach pochodzących od uznanych uczonych z różnych dziedzin. W tym przypadku uważam, bo opinie są często sprzeczne, iż jest to kwestia osobistego wyboru, lecz i później ponoszenia jego konsekwencji. Po trzecie, cały ten szczepionkowy biznes to jest wielka kasa i cuchnie to na odległość; ta troska o nasze zdrowie, gdy wiadomo, że chodzi firmom farmaceutycznym o pieniądze. Po czwarte to przypomniał mi się słynny eksperyment z dwoma żabami. Jedną z nich wrzucono do otwartego naczynia z gorącą wodą, z którego żaba błyskawicznie wyskoczyła. Drugą żabę wrzucono do takiego samego naczynia z wodą zimną, w którym swobodnie ona pływała, ale….naczynie zaczęto powoli podgrzewać. W końcu woda była tak gorąca, iż żaba padła, nie podejmując mimo wzrastającej temperatury i możliwości wyskoczenia, takiej próby. Czy domyślacie się Drodzy Czytelnicy, dlaczego przywołałem ten eksperyment w kontekście Covidowej histerii, związanej z tym presji na szczepienia, wprowadzania stopniowo różnych ograniczeń naszych praw obywatelskich? Liczę na waszą inteligencję… dopowiedzcie sobie resztę sami i pamiętajcie nieustannie o losie tej drugiej żaby.

Istnieje jeszcze jedna przyczyna, z powodu której nie mam się zamiaru zaszczepić, i właściwie wymagałoby to osobnego artykułu, lecz pokrótce postaram się wyjaśnić w czym rzecz. Mianowicie, i widzą to chyba nawet ci, którzy się zaszczepili, jest olbrzymia, niewiarygodna wręcz presja na szczepienie nie przetestowanymi należycie szczepionkami, wobec których spora liczba uczonych wyraża całkiem otwarcie wątpliwości. Zaznaczyć tu trzeba, iż je wyraża do czasu, aż ich opinie zostaną zablokowane w internecie. Nie podejmuje się z wątpiącymi dyskusji merytorycznych, odpowiadając na krytykę rzeczowymi argumentami, lecz oponentów się stygmatyzuje jako antyszczepionkowców… Ta ogólnośwatowa presja, której wyra zem jest m.in. opisany powyżej proces magicznej wiary w noszenie maseczek, tzw.dystans socjalny i używanie sanitajzerów, połączona z coraz powszechniejszymi zamiarami lub wprowadzeniem „paszportów szczepionkowych” jest dla mnie bardzo głośnym sygnałem ostrzegawczym. I w miarę narastania tej presji, by się zaszczepić, narasta też głośność dzwonka ostrzegawczego. I to pytanie, na które brak odpowiedzi: dlaczego nas do tego tak natarczywie zmuszacie? Ja wiem, to dla naszego dobra, dla dobra ludzkości, bo tak trzeba by chronić innych… G…o prawda! To bajki dla naiwnych i tych, którym logika poszła się czochrać. Co knują władcy ciemności..? Nie mam pojęcia, ale cokolwiek to jest, jestem głęboko przekonany, iż dobro człowieka, nie ma z tym absolutnie nic wspólnego. Przyznam, że ta wszechobecna proszczepionkowa propaganda i nachalność wywołują już u mnie alergię…

Kończąc już, jeszcze jeden temat do wyjaśnienia, by nie było niedomówień. Będąc zdecydowanym oponentem szczepień, chcę zaznaczyć, że nie potępiam tych, którzy zdecydowali się jej przyjąć. Wiem, iż ich argumentacja i przyczyny podjęcia takiej a nie innej decyzji były różne: strach, presja ze strony pracodawcy, faktyczna wiara w ich skuteczność, różne okoliczności życiowe (konieczność wyjazdu za granicę, zablokowanego w wypadku braku szczepienia). Dlatego też nie trafili do kategorii zarażonych alogicznością. Chcę też przestrzec tych, którzy tak łatwo potępiają osoby zaszczepione, obrzucając je nieraz przeróżnymi epitetami (tak chyba czynią antyszczepionkowcy): uważajcie, bo nie wiadomo jak się zachowacie, kiedy przyjdzie wybierać między szczepieniem a zostaniem w pracy. A perspektywa takich wyborów już nie jest, jak to pokazują przykłady licznych krajów, wcale teoretyczna. Sam też pamiętam o zarzekaniu się św. Piotra „Mistrzu, ja za Ciebie jestem gotów oddać życie”, a wiemy co stało się dalej (co z drugiej strony nie oznacza, iż szukam wymówki, która pomogłaby mi zmienić decyzję o zaszczepieniu); po prostu radzę zachować umiar i ostrożność w ocenie innych. Jest to osobisty wybór, za który sami odpowiadamy i którego konsekwencje, chcemy czy nie, sami poniesiemy.

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published.