Walka o wpisanie Stoczni Gdańskiej na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO trwa!

Walka o wpisanie Stoczni Gdańskiej na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO trwa!

Walka o wpisanie Stoczni Gdańskiej na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO na 44 sesji Komitetu Światowego Dziedzictwa.

16 lipca, 2021 roku w FUZHOU, w Chinach, rozpoczęła się konferencja, w czasie której  Międzynarodowa Rada Ochrony Zabytków i Miejsc Historycznych (ICOMOS), organ doradczy UNESCO, wyraził opinię, w której podważono historyczne znaczenie Stoczni Gdańskiej, a także strajku z 1980 roku i powstania Solidarności.

Przedstawiciele ICOMOS stwierdzili m.in., że wpisanie miejsca narodzin Solidarności może prowadzić do kontrowersji w krajach, w których nadal panuje komunizm. Ich zdaniem, powstanie Solidarności nie było ważniejszym impulsem do zmian w Europie , niż upadek Muru Berlińskiego.

Nieświadoma tych wydarzeń, 26 lipca, 2021 r., dostaję telefon i dramatycznego mail’a od niedawno poznanej na pogrzebie mego profesora, Witolda Kieżuna, pani Joanny Cieszkowskiej, córki Powstańca Warszawskiego, obecnie mieszkającej w Nowego Yorku, która czasowo, podobnie jak ja,  przebywała w Warszawie. Zwrocila sie do mnie, kiedyś aktywnego członka Solidarności z prośbą: „Proszę o szybką interwencję w tej sprawie. Możemy przyłączyć się tysiącami podpisów. Sama zacznę je zbierać. Trzeba się śpieszyć, bo już 28 lipca, czyli w środę odbędzie się głosowanie, czy Stocznia, czy Mur”.

Politykę rozgrywa się wszędzie, a więc równiez przy użyciu architektury i zabytków, jako symboli przemian mających wpływ na politykę światową, a więc zachowania elit politycznych, zachowania normalnych ludzi, a nade wszystko strukturę organizacyjną życia społecznego i politycznego.

Argumentacja ICOMOS’u, że wpisanie Stoczni Gdańskiej na listę zabytków Dziedzictwa UNESCO  może prowadzić do kontrowersji w krajach komunistycznych dobitnie ukazuje nam jak FASADOWA stała się demokracja w organizacjach międzynarodowych. My, Polacy ze swego podwórka najlepiej znamy fasadowość i hipokryzję Unii Europejskiej, ale nie tylko. Pan Zimmermans zachłystywał sie pomstami na temat „braku praworządności i demokracji w Polsce” dokładnie w czasie, kiedy miała miejsce konferencja w Fuzhou.

A przecież hipokrytyczna argumentacja ICOMOS’u pokazała, że nie chodzi tu o siłę prawdy, a o prawdę siły. Przecież wiemy, że to nie tylko Unia jest na kolanach przed Chinami, ale w dziwnym flircie pozostają nawet Stany Zjednoczone. Ową kontrowersją, było zwycięstwo Solidarności nad reżimem komunistycznym, bo przecież, współczesne, komunistyczne Chiny, w takim zwycięstwie mogłyby widzieć cień niebezpieczeństwa dla własnego systemu politycznego. Oczywiście rzeczywistego zagrożenia tu nie ma jedynie piarowskie. Ale nawet to poruszyło nadwrażliwość jednej z agend UNESCO. Jak więc na instytucje międzynarodowe nie tylko nie można liczyć, ale trzeba się ich obawiać i wystrzegać.

Na początek tyle o klimacie i sytuacji w środowisku międzynarodowym. A jak rzecz się miała u nas na rynku krajowym  Długa jest moja lista dostojników państwowych, do których dzwoniłam alarmując, że sytuacja wymaga natychmiastowej reakcji. Bez większej reakcji. Oczywiście ostatnie dni okresu urlopowego nie sprzyjały podjęciu jakichkolwiek działań. Osobami, które chciały coś zdziałać był jeden pan z kręgów Solidarności, na co dzień zajmujący się kwestiami energetycznymi… Już po zakończeniu konferencji UNESCO otrzymałam pismo od Radcy w Departamencie Ochrony Zabytków MKDNiS, pana Jakuba Wiśniewskiego, który był uprzejmy zapewnić mnie, że dziękuje za przesyłane przeze mnie materiały, w czasie trwania konferencji między 16- 31 lipca i że Rząd Polski, służby zagraniczne i służby cywilne RP dołożą wszelkich starań, aby zrealizować ten jakże istotny cel – cel polegający na uznaniu przez społeczność międzynarodową wyjątkowej wartości, zabytkowego zespołu dawnej Stoczni Gdańskiej.

Na szczęście decyzja UNESCO w tej sprawie została odłożona do przyszłego roku.  A teraz, chcę opowiedzieć Państwu, co prawdopodobnie mogło wpłynąć na odroczenie tej decyzji.

Pani Cieszkowska, „dzień i noc” zdalnie śledziła konferencję (mówiąc, noc, mam na myśli różnicę czasu) podczas, gdy ja śledziłam ją jedynie kilka godzin dziennie, albowiem natychmiast reagowałam telefonami i pismami do władz, tak krajowych jak i międzynarodowych.

Moją inspiracją były słowa Kanclerza Niemiec, Helmuta Kohla, który w czasie wielkich uroczystości w Washingtonie, D.C. w 1990, w związku ze zjednoczeniem się Niemiec Wschodnich i Zachodnich powiedział do mnie jako do tłumacza, następujące słowa:

Chcę, żeby Pani przekazała Amerykanom, ale przede wszystkim, w swojej pierwszej Ojczyźnie, że Mur Berliński nie padł  w Berlinie. Mur Berliński padł w Gdańsku, a konkretnie w Stoczni Gdańskiej, siedzibie Solidarności.

Mieliśmy bardzo nieszczęśliwą historię w czasie Wojny. Po Wojnie, Naród mój został podzielony. Dużo ludzi cierpiało z tego powodu.  To dzięki ofierze Pani Narodu i jego wielkiej OFIERZE, teraz mogliśmy się Zjednoczyć. 

Teraz te słowa dźwięczały w moich uszach ze zdwojoną siłą.

Pobiegłam do telewizji internetowej pana Rafała Mossakowskiego i zrobiliśmy nagranie. Wystąpiłam w tej samej sukni, w której wówczas 2 1990 roku wystepowałam jako tłumacz w Waszyngtonie. W nagraniu z trudem mogłam powstrzymać emocje, na temat jak to dziś jakiś Honduras, Peru, Chiny, a nawet Rosja decydują w sprawie Muru Berlińskiego, a nie Kanclerz Helmut Kohl samych Niemiec, chyba on wie lepiej, gdzie padł Mur.

Następnego dnia Pani Cieszkowska, która dalej śledziła zdalnie całą konferencję, poinformowała mnie, że nastąpiła, po tym moim wystąpieniu jakaś zmiana. Internet śledzą wszyscy, między innymi Chińczycy w Polsce. Po tej zmianie atmosfery ostatecznie ogłoszono przeniesienie głosowania na następny rok. A więc jest nadzieja, tylko, co w tym kierunku robią nasze władze? Tego nie wiem.

Z żalem stwierdzam, że mamy swego stałego przedstawiciela RP przy UNESCO w Paryżu panią Magdalenę Marcinkowską oraz Agnieszkę Wyżnikiewicz, pierwszego radcę, Zastępcę Stałego Przedstawiciela RP przy UNESCO. Jeden z przedstawicieli Polonii paryskiej próbował kilkakrotnie nawiązać kontakt z tymi paniami, ale bez sukcesu. Może też były na wakacjach.

W Warszawie również mieści się Polski Komitet do Spraw UNESCO, dokładnie w Pałacu Kultury i Nauki, 7 piętro, ul. Plac Defilad 1. Niestety telefon milczał jak głuchy. Szkoda. Zatrudniłam też działacza Polonii paryskiej, który dzielnie kołatał do paryskich drzwi UNESCO, naszego przedstawicielstwa, ale do żadnego żywego człowieka nie dotarł. Jakkolwiek relacjonował całą sprawę w Telewizji Republika w programie Ewy Stankiewicz.

No, cóż może to już czas brać się ponownie za „networking” w tej sprawie. Próbujcie Państwo!     

dr. Mira Modelska-Creech

Chicago, IL.

    

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *