Wspólny europejski dom

Wspólny europejski dom

Po latach, wróciłem do lektury dwóch książek, które długo stały na półce … aż przyciągnęły mój wzrok.

Peter Schweizer w wydanej w 1994 r. „Victory” sięga do początków strategii Ronalda Reagana, który przy użyciu broni ekonomicznej i technologicznego wyścigu zbrojeń w okresie swych 2 kadencji jako prezydent USA, faktycznie „wykończył” imperium sowieckie. Choć książka nie jest arcydziełem, to odnalazłem w niej ciekawe fragmenty, wskazujące na genezę postawy Niemiec i Francji wobec Rosji, a propos działań tych krajów dziś, w obliczu obecnej, rosyjskiej agresji na Ukrainę.

Prawie w tym samym czasie, bo w 1995 r. Władimir Bukowski wydał „Moskiewski proces. Dysydent w archiwach Kremla”, która nie tylko pozwala wejrzeć w sowiecką taktykę i strategię (co udokumentował obszernymi i licznymi cytatami z archiwum KC KPZR ), ale jest także przenikliwą i niestety aktualą analizą stanu umysłów elit zachodnich. Budowa Stanów Zjednoczonych Europy jest pomysłem dość starym i autor przypomina, że kilkadziesiąt lat temu, miał to być „Wspólny europejski dom”. Tak dla formalności: W. Bukowski był jednym z pierwszych organizatorów opozycji w ZSRR; spędził 12 lat w więzieniach i szpitalach psychiatrycznych i w 1976 r. został wydalony z ZSRR. Cytowaną książkę napisał na podstawie dokumentów KGB i sowieckiego Politbiura; przedstawia nieznane fakty dotyczące polityki władców Kremla w latach 1970 – 1990. Wydaje mi się, że w tym miejscu, najlepiej będzie oddać głos Bukowskiemu:

„Jeśli chodzi o „prawa człowieka”, już w 1972 r. RFN najzwyczajniej spiskowała z Moskwą zarówno przeciw własnemu społeczeństwu, jak i przeciw policji. Do 1974 r. ta „poufna współpraca” okrzepła na tyle iż np. kwestia przymusowej deportacji Sołżenicyna z ZSRR była omawiana wspólnie przez sowieckie politbiuro i socjalistycznych liderów RFN ”. (…) „ Na długo przed konferencją w Belgradzie w 1987 r. podczas której zamierzano „skontrolować” realizację porozumień helsińskich, europejskie partie socjalistyczne tajnie spotkały się i podjęły rezolucję, by podczas tej konferencji „ Nie żądać zbyt wiele od ZSRR ”. Pół roku potem nie żądano nic; konferencja, z którą wiązano tyle nadziei, licząc na nieugięte stanowisko Zachodu, wykręciła się ogólnym komunikatem, w którym nawet nie wspomniano o represjach w krajach socjalistycznych ”. (…)

„Czymże była faktycznie owa polityka odprężenia, ta detente czy ostpolitik? Nie da się jej wyjaśnić wyłącznie głupotą, tchórzostwem czy nawet sowiecką infiltracją, choćby dlatego, że została przyjęta nie tylko przez Niemców. Popierały ją praktycznie wszystkie partie socjaldemokratyczne, a nawet inne, nie próbując nawet znaleźć dla niej alternatywy. Jakie cele stawiali sobie socjaldemokraci europejscy, którzy wymyślili tę politykę całemu światu ( to nieprawda, iż jej autorami byli Sowieci ). Nie były to wszak niewinne gry znudzonych polityków, lecz niebezpieczne awanturnictwo, którego stawką była wolność narodów europejskich. Detente przedłużyła żywot reżimów komunistycznych o 10 lat; w imię czego skazano na śmierć tysiące ludzi w tylu krajach? W imię czego socjaliści skazali tyle narodów na 10 lat niewolnictwa? Początkowo, w imię utopii „socjalizmu z ludzką twarzą”, w której kierunku pchali naiwną ludzkość; później w imię „konwergencji”, w której rezultacie komunizm sowiecki miał zyskać „ludzkie oblicze”, a Zachód stać się socjalistyczny. Czyli w imię odwiecznej mrzonki, iż bolszewicy wrócą na łono socjaldemokracji; mrzonki idioty o stworzeniu hybrydy przedszkola z obozem koncentracyjnym”.

(…) „Od końca 1988 r. stałym tematem wystąpień Gorbaczowa była budowa „wspólnego europejskiego domu”. W tym czasie zaszła dość wyraźna zmiana stosunku ZSRR do procesu integracji Europy. O ile do połowy lat ’80 Sowieci odnosili się do tych procesów podejrzliwie a wręcz wrogo, to teraz stosunek zmienił się całkowicie. Im bardziej socjaliści i socjaldemokraci wnikali w kierownictwo struktur Unii, tym przychylniej spoglądał na to Kreml, by w 1989 r. tworzenie „wspólnego europejskiego domu” stało się ich wspólnym hasłem. Wiadomo, nikt nie mówił otwarcie, iż powinien być to „dom socjalistyczny” (…)
„Tragedia naszych czasów polegała na tym, że jeśli jedna część ludzkości rozumiała istotę komunizmu ( ale z nią sympatyzowała ), druga część, jakoby nastawiona wobec komunizmu wrogo, nie rozumiała istoty rzeczy, symptomy choroby uważając za nią samą. Ludzi rozumiejących, iż sam komunizm jest źródłem zła i nie dlatego jest nieludzki, że prześladuje ludzi za przekonania, okupuje kraje i zagraża całemu światu, ale odwrotnie, robi to wszystko dlatego, że jest nieludzki. Otóż osób to rozumiejących, było bardzo mało i siłą rzeczy, nie należeli oni do zachodniego establishmentu ”

„Nasi obecni utopiści to już nie naiwniaki, lecz podobnie jak ich sowieckie wzorce, nomenklatura pilnująca swych interesów. Póki „marzenie” pomaga im utrzymać się przy władzy, nie muszą troszczyć się o następstwa. Oto przykład: ich dążenie do integracji Europy. Nie sposób zrozumieć, dlaczego po tylu nieudanych próbach, od nowa zabierają się do kolejnego eksperymentu. Nie mogąc zwyciężyć sposobami demokratycznymi i czując społeczny opór, nowa nomenklatura doszła do wniosku iż zostanie przy władzy wtedy gdy przekształci się w niewybieralną, scentralizowaną biurokrację, praktycznie nieusuwalną. Jest to więc po prostu następna próba tworzenia socjalistycznego „wspólnego europejskiego domu”.

Czymże była faktycznie owa polityka odprężenia, ta detente czy ostpolitik? Nie da się jej wyjaśnić wyłącznie głupotą, tchórzostwem czy nawet sowiecką infiltracją, choćby dlatego, że została przyjęta nie tylko przez Niemców. Popierały ją praktycznie wszystkie partie socjaldemokratyczne, a nawet inne, nie próbując nawet znaleźć dla niej alternatywy

„Utopiści uparcie nie liczą się z ludzką naturą, więc ich marzenia nigdy nie dają się wcielić w życie bez przymusu, a rezultaty ich działań są zawsze odwrotne od zamierzeń. Główny błąd polega na antyludzkim podejściu do człowieka, jako osobnika „plastycznego”, który może być „udoskonalany” w „odpowiednich” warunkach społecznych. W związku z tym odrzucają pogląd, że instytucje nabyte w ciągu tysięcy lat istnienia naszej cywilizacji, stanowią odbicie ludzkiej natury. Prywatna własność, rodzina, naród i religia, podlegały w ciągu ostatnich 200 lat ciągłym szykanom, co pociągało za sobą katastrofalne skutki”.

„Ludzkość zasypana jest utopiami. Powiedzmy, że już oswojeni jesteśmy z koniecznością uspokajania nawiedzonych, nie możemy wszak zgodzić się na zaspokajanie wszystkich nonsensownych roszczeń. Żąda się od nas byśmy odrzucili pojęcie różnicy płci ale uznali Boga za kobietę; prawa zwierząt stawia się ponad prawami człowieka; palenie papierosów to zbrodnia ( chyba, że palimy marihuanę ) etc… Początkowo te wszystkie dziwolągi tak oszałamiają, iż rodzi się podejrzenie: czy aby ten świat nie zwariował ? Faktycznie nasze czasy stały się epoką nawiedzonych, szaleńców, wszechobecnego konformizmu. Odnosi się wrażenie jakby każda nieliczna, ale krzykliwa grupka psychopatów, była w stanie zmienić prawa i politykę państwa lub obyczajowość, przy tym w znacznym stopniu, wbrew większości społeczeństwa. Zdrowy rozsądek, logika, podejście naukowe już przestały mieć znaczenie. Zarazem sama nauka w trakcie tej walki tak się wypacza, iż już przestaje się wierzyć naukowcom, dopóki się nie wyjaśni, kto im płaci ”.

„Jakkolwiek byłby szalony ten nasz „nowy wspaniały świat ”, ci co go formują nie są idiotami; więc kim oni są? Dlaczego dysponują tak niewiarygodną władzą, że zmuszają nas do życia w krainie absurdu? Choć stojący za nimi tłum, to ci sami, którzy maszerowali w pochodach popierających jednostronne rozbrojenie w latach 80. Gdzie jest nowe Biuro Polityczne, które nimi kieruje? Żyjemy dziś pod rządami nowej formacji stosujących przemoc utopistów, dążących do zmiany naszej kultury, do kierowania naszym zachowaniem, i w końcu myślami. Właściwie nie jest to tak całkiem nowe: te same zachodnie fundacje finansujące przed laty kampanie „w obronie pokoju ”, dziś sponsorują „badania feministyczne ”, podczas gdy te same środki masowej ( dez ) informacji, używają ich wyników jak narkotyków. Te same metody, styl i znajome twarze; jedyna nowość to nowomowa: kulturalna różnorodność, poprawność polityczna, prawa do reprodukcji. Jak to pięknie brzmi ! A przy tym, totalitarna istota nowej ideologii jest zupełnie oczywista, z tymi samymi narzędziami: represje, propaganda, cenzura. Jesteśmy świadkami zmasowanego ataku na podstawy naszej cywilizacji, która została uznana za kulturę martwych białych Europejczyków. Jeżeli ten atak się powiedzie, grozi nam kulturowa zagłada. Albo jeszcze gorzej: całkowita anihilacja”.

To smutne, że nie potrafiliśmy wykorzystać wspaniałej możliwości stworzonej przez rozpad ZSRR. Nie skończyliśmy ze wszystkimi komunizmami, nie ujawniliśmy ich zbrodni i raz na zawsze zdyskredytowali tej mrzonki. Co więcej, nie nauczyliśmy się przeciwstawiać tej współczesnej dżumie, zostając niepoprawnymi zwolennikami polityki łagodzenia agresora. Nie kupimy za to pokoju, bo utopistów ich mniejszości obchodzą tyle, co kiedyś komunistów proletariat. Wszystko to są środki, do osiągnięcia pełni władzy by dyktować własną wolę, kierować nami niszcząc naszą indywidualność znaną kiedyś pod nazwą ludzkiej duszy. Przykro to przyznać, ale nasze starania, wysiłki i ofiary były bezcelowe. Ostatecznie ludzie okazali się niegodni darowanej im wolności, w czasach próby nie znajdując w sobie dość odwagi i poczucia godności by sprostać wyzwaniu. W rezultacie nie jesteśmy lepsi, mądrzejsi i próba okazała się kataklizmem, który pochłonął miliony ludzi. Ale mimo wszystkich niedoli swego życia, zachowałem wiarę w dobro i chociaż wątpię, czy to lepsze życie zobaczę, wierzę nadal, iż zjawi się kiedyś mądry Sędzia i powie: „ Nic na całym Bożym świecie, nie może tego usprawiedliwić ”. Jedyne co mi pozostało, to przechować swoje świadectwo do owego Dnia Sądu”.

Powyższe cytaty, przypomnę, pochodzą z książki napisanej ponad 30 lat temu i są po prostu prorocze (oczywiście w świeckim tego słowa znaczeniu ). Proszę zwrócić uwagę na historię ostatnich kilkunastu lat w dziejach Zachodu, a zwłaszcza Unii. Nic z rzeczy, przed którymi ostrzegał Bukowski się nie zdezaktualizowało, a wręcz opisane przez niego trendy i procesy tylko się pogłębiły. Po napisaniu tej książki i nazwaniu rzeczy po imieniu, został wyklęty przez lewicę za zdemaskowanie jej celów oraz przez prawicę ( tylko z nazwy ) za jej obłudę i kapitulanctwo.

W. Bukowski choć urodził się w Baszkirii, pochodził z rodziny o polskich korzeniach ( jak zresztą wskazuje jego nazwisko ), dlatego z pewnością w swej pracy wyprostował fantazję, jaką do tej pory żyją niektórzy Polacy, o rzekomej patriotyczności W. Jaruzelskiego, który wprowadzając „stan wojenny” uratował Polskę przed sowiecką inwazją. Drogie, naiwne głuptasy (tak najłagodniej mogę o was napisać) Jaruzelski ratował wyłącznie własną d… i jeśli macie choć odrobinę przyzwoitości, przyznajcie się do błędnej opinii ( zdaję sobie sprawę, że nie jest to łatwe, bo wasze przekonanie jest elementem wiary, podobnie jak tych, którzy do tej pory wierzą, iż L. Wałęsa to nie „Bolek”). Dokumenty KC KPZR o tym świadczą bezdyskusyjnie, bo sowieckie Politbiuro wprost i bez żadnych niedomówień, kilka razy przekazało Jaruzelskiemu czytelną wiadomość: „My w Polszu nie wajdiom” Nu, wy duraki poniali… ?

W. Bukowski nigdy nie zaakceptował systemu panującego w posowieckiej Rosji uważając, iż zamiast systemu demokratycznego, panują w niej rządy oligarchów. Zmarł 27.10.2019 r. w Anglii, mając 76 lat i na szczęście miłosierny Bóg oszczędził mu „doświadczeń covidowych” oraz najazdu Rosji na Ukrainę. Tych z Państwa, którzy znajdą jeszcze wspomnianą książkę W. Bukowskiego, namawiam do jej nabycia. Warto.

„Zwycięstwo”, którego autorem jest jak wspomniałem we wstępie Peter Schweizer zajmuje się głównie opisem strategii, którą przyjął i z sukcesem zakończył prez. Ronald Reagan, a mającej na celu nie tylko „powstrzymywanie” Sowietów, lecz wprost załamanie i rozpad ZSRR. Głównym jej elementem (oprócz narzuconego Sowietom technologicznego wyścigi zbrojeń ) była drastyczna redukcja wpływów dewizowych, które Sowieci otrzymywali za eksport minerałów oraz surowców energetycznych. Zarazem analitycy wskazali, iż wojna w Afganistanie ma swoje koszty, stąd pomoc dla powstańców ukazuje też duży wpływ ( 3-4 mld USD rocznie) na obniżenie zasobów finansowych ZSRR. Autor tak na marginesie przedstawił też pomoc „Solidarności” i sankcjom wobec reżimu Jaruzelskiego, co miało także swój wymiar ekonomiczny w walce z komunizmem. Moją uwagę zwróciły jednak szczegóły dotyczące kłopotów jakie USA miały z przekonaniem nominalnie swych sojuszników tj. Niemiec i Francji do blokady lub co najmniej znacznego ograniczenia zakupów ropy i gazu od Sowietów. Obecna postawa Niemiec i Francji w aspekcie rosyjskiej ( ciągle pilnuję się, by nie pisać: sowieckiej ) inwazji na Ukrainę, a dokładnie oporu tych krajów wobec sankcji ( również energetycznych ) i związków wielkiego biznesu z Rosją ma swoje korzenie w ich postawie dokładnie 40 lat temu. A było to tak :

Po odkryciu olbrzymich złóż gazu na Syberii ( tzw. złoże Urengoi 6 ) Sowieci zaproponowali w 1979 r. znakomity dla nich „deal”, czyli budowę gazociągu długości 5500 km, który doprowadzony do granic Niemiec miałby zasilić linie gazowe także Francji i Włoch. Tylko pierwsza „nitka” (a planowano dwie) wielkiej rury miała przynieść ZSRR już od 1985 r. ponad 10 mld USD. Dla porównania, całe przychody dewizowe gospodarki sowieckiej były rzędu 32 mld, więc realizacja tego projektu (czy muszę wspominać, iż finansował by go Zachód ?) byłaby na 25 lat, bo na tyle przewidywano eksploatację złóż, fantastycznym dostarczycielem dewiz na zbrojenia i rozwój gospodarczy. I jak mawiają Rosjanie „szczastie było tak blisko, tak wazmożno”, lecz co za pech, prezydentem USA od 20.01.1981 był Ronald Reagan ( trzeba przyznać, iż Ruscy mają pecha do prezydentów–eksaktorów; wtedy Reagan a teraz Żeleński). Na początku maja 1981r. przy okazji spotkania poświęconego różnym sprawom, wypłynął też temat owego potężnego rurociągu i jego wpływu na finansowe możliwości Moskwy. Prez. Reagan szybko dostrzegł jakie konsekwencje miałoby „uwalenie” tej inwestycji dlatego wysłał misję dyplomatyczną do Europy by przekonać kraje uczestniczące w projekcie Wielkiej Rury, do rezygnacji z niego. 

Amerykanie zaproponowali alternatywne źródła zwiększenia dostaw energii, czyli swój węgiel, rozwój technologii paliw syntetycznych (co z taki sukcesem wdrożyła RPA), dostaw gazu ze złóż norweskich i z Afryki. Ponieważ Niemcy i Francja powiedziały USA „Niet” w sprawie rezygnacji z rurociągu, eksperci amerykańscy zwrócili uwagę, iż równie dramatyczny efekt, miałoby odcięcie Sowietów od technologii związanych z produkcją oraz przesyłem ropy i gazu. Mimo, że technologii tych używały firmy zachodnie biorące udział w omawianej inwestycji, to właścicielami licencji na ich używanie byli Amerykanie, więc pojawiła się możliwość użycia wobec opornych entuzjastów Wielkiej Rury, nowego narzędzia nacisku.

Tak więc USA ogłosiły wprowadzenie embarga na dostawy takich technologii do ZSRR, zaś na spotkaniu NATO, szefowie MSZ zainteresowanych krajów zajęli stanowisko pośrednie, godząc się nie naruszać sankcji za cenę dalszego uczestnictwa w projekcie. Zakładali, iż USA faktycznie nie będą się domagały surowego przestrzegania sankcji i firmy europejskie je jakoś obejdą. W tej ocenie pomylili się całkowicie.

Zapomnieli, że R. Reagan nie chciał „powstrzymywać” Sowietów, lecz ich docelowo zniszczyć, oczywiście nie używając środków militarnych, dlatego oprócz embarga na dostawę nowoczesnych technologii, zaproponował sankcje finansowe, przez likwidację kredytów eksportowych popieranych przez rządy zachodnie. Spotkało go rozczarowanie, bo Zachód nie przyłączył się do sankcji finansowych, zaś firmy europejskie zaczęły bezczelnie łamać te dotyczące technologii. Krótko mówiąc, Amerykanie „wkurzyli się”.

Analizy wskazywały, iż takie połączone sankcje, w ciągu zaledwie kilku lat spowodują niewyobrażalne kłopoty dla Sowietów, a tymczasem Niemcy i Francja tylko „liczą kasę”, nie biorąc zupełnie pod uwagę celów strategicznych Zachodu i niebezpieczeństwa płynącego w postaci potężnego Związku Sowieckiego.
Prezydent USA był jednak realistą i uznał, iż trzeba wypracować jakiś kompromis.

Zamiar był dobry, ale wobec upartej postawy Niemiec i Francji wcale nie tak łatwy do przeprowadzenia; kompromis zakłada ustępstwa z obu stron, zaś oba te kraje wręcz usztywniły swe stanowiska w kwestiach finansowania inwestycji i używania technologii amerykańskich bez zezwolenia. Na spotkaniu krajów G7 w czerwcu 1982 r. Reagan zaproponował wstrzymanie sankcji wobec firm europejskich budujących gazociąg w zamian za ograniczenie do „1 nitki” oraz wstrzymania preferowanych kredytów dla Moskwy. Jego propozycje zostały zignorowane, więc po kolejnym bezproduktywnym spotkaniu w Bonn z Niemcami, prez. USA po powrocie i konsultacjach z członkami Rady Bezpieczeństwa narodowego, postanowił dać europejczykom ultimatum sprowadzające się do: budujcie gazociąg z Sowietami, ale nie przy pomocy naszego sprzętu i technologii. Sankcje rozszerzono na firmy europejskie łamiące embargo na używanie amerykańskich technologii, co pogłębiło konflikt na linii USA – Niemcy, Francja.

Dopiero z inicjatywy szefa MSZ Wlk. Brytanii doszło do nowego spotkania zwaśnionych stron; USA wskazywały, iż uczyniły pierwszy krok w kierunku osiągnięcia porozumienia, więc teraz kolej na Europę. Po początkowym impasie wywołanym uporem strony francusko – niemieckiej, podpisano tylko „protokół rozbieżności”, postanawiając wszak o kontynuacji negocjacji. 12 listopada 1982 r. osiągnięto przełom i następnego dnia prez. Reagan ogłosił zniesienie sankcji wobec firm europejskich i rozpoczęciu rozmów nt wspólnej strategii krajów NATO wobec bloku sowieckiego. Porozumienie można uznać za sukces USA, bo strona europejska zobowiązała się do niezawierania nowych umów dotyczących zakupu gazu z ZSRR, gdy będą badane możliwości jego dostarczenia z innych kierunków. Poza tym zgodzono się na wzmocnienie kontroli układów gospodarczo-finansowych z Sowietami oraz procedur przepływu tam produktów o wysokiej technologii. Tak więc po latach opóźnień, ZSRR musiał przełknąć gorzką pigułkę, bo uruchomiono tylko jedną „nitkę” gazociągu, a dodatkowo cała sprawa sprowokowała Amerykanów do radykalnej zmiany polityki ustępstw i niereagowania na ekspansję imperium sowieckiego, dobierając mu się do tego co najbardziej boli, czyli do znacznego ograniczenia zasobów finansowych.

Aż strach pomyśleć, jak zakończyłoby się to wszystko w wersji „historii alternatywnej”, czyli w USA nie ma politycznego wizjonera jakim był prez. Reagan, wskutek czego Sowieci monopolizują dostawy gazu do Europy. A potem to już by poszło… i nie trzeba wielkiej wyobraźni by przewidzieć, iż obecna Europa byłaby owym „wspólnym europejskim domem” od Uralu po Lizbonę zarządzanym nie z Berlina i Brukseli a z Moskwy. Kto oprócz Amerykanów pamiętał o dawnej przestrodze, której jeszcze przed II wojną udzieli sami Sowieci, streszczającej się do tego, iż „Zachód kupi od nas sznur, na którym go powiesimy ”. Tak jak przed 40 laty, tak i ostatnio, do samej sowieckiej (no, niech już tak będzie) inwazji na Ukrainę, elity niemieckie przekonywały, że Nordstream 2 to czysty, tylko ekonomiczny biznes leżący w interesie wszystkich zainteresowanych. Niestety, w USA zamiast męża stanu jakim był R. Reagan, rządzi lewacka ekipa, która się nie potrafiła „postawić” tak, jak za czasów Reagana, zaś głos Polskiej Kassandry się nie przebił i polityczne matołki nadal by finansowały putinowską Rosję. Przerwało to tragiczne wydarzenie, jakim jest rosyjska agresja i to głównie Ukraińcy płacą straszliwą cenę za to, iż tzw. stare demokracje zachodnie, szczególnie Niemcy i Francja, lecz nie tylko, za dobry „deal” z Ruskimi poświęciłyby przyszłość kontynentu. Tym razem, raz jeszcze się udało, ale „szczastie było tak blisko, tak wazmożno…

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published.