Pontyfikat papieża Franciszka: Znaki czasu (część V ale raczej nie ostatnia)

Pontyfikat papieża Franciszka: Znaki czasu (część V ale raczej nie ostatnia)

Kończąc poprzedni odcinek, zwróciłem uwagę Czytelników na otwarcie przez Franciszka głoszony zamiar radykalnej zmiany katolickiego paradygmatu, z anonsem wprowadzenia nowej teologii, która podcięła by korzenie moralnego nauczania Kościoła oraz zburzyła kamień węgielny Magisterium i istoty wiary, bez którego byłaby ona martwa, a tego zapowiedzią jest relatywizacja specjalnej pozycji Eucharystii, co wynikało z adhortacji Amoris Laetitia. Wiele decyzji i wystąpień papieża miało i ma na celu dodatkowo relatywizację grzechu, czego wyrazem i dowodem jest treść deklaracji wydanej 18.12.2023 r. pn. Fiducia supplicans, zezwalającej na błogosławienie tzw. związków nieregularnych (czyli osób żyjących ze sobą bez ślubu kościelnego), co obejmuje też pary homoseksualne. Ten akt Franciszka, nie mający żadnego oparcia i uzasadnienia w odwiecznej nauce Kościoła, wynika tylko z woli papieża i wpisuje się w ową zmianę paradygmatu, dopinając w pewnym sensie (choć raczej nie kończy) „dzieło” zaczęte przez Amoris Laetitia.
Tylko ktoś całkiem naiwny nie mógłby dostrzec, iż jest to kulminacja długiego procesu (pamiętne „kim ja jestem, by osądzać”), który od lat miał na celu promocję fałszywego miłosierdzia wobec homoseksualistów, potrzebę „pochylenia się” nad ich „szczególną sytuacją i potrzebami”, i tak jak wypadku Eucharystii dla rozwodników, odpowiednie „rozeznanie” prowadzące do błogosławienia osób żyjących w stanie grzechu ciężkiego. Oswojenie katolików z możliwością akceptacji tej heretyckiej praktyki przez papieża, przypadło jak wiadomo Niemieckiej Drodze Synodalnej.

Co ciekawe, jeszcze w dokumencie Responsum ad dubium wydanym przez Kongregację Nauki Wiary 21.02.2021 r. napisano: „W niektórych obszarach kościelnych rozpowszechniają się projekty i propozycje błogosławieństw dla związków osób tej samej płci. Ponieważ błogosławieństwa osób mają związek ze sakramentami, błogosławienie związków homoseksualnych nie może być uznane za dozwolone, bo w pewnym sensie stanowiłyby ono naśladowanie lub odniesienie do błogosławieństwa zaślubin, podczas sakramentu małżeństwa. Jest to też niemożliwe bo nie istnieje żadna podstawa do analogii, nawet dalekiej, między związkami homoseksualnymi a planem Bożym dotyczącym małżeństwa i rodziny”. Wkrótce po wydaniu tego orzeczenia, w proteście przeciw jego treści w kilkuset niemieckich kościołach (a więc to nie były wyizolowane przypadki) postępowi księża zorganizowali ceremonie błogosławienia par homo.

Kolejny czytelny i odmienny znak, od opinii Kongregacji Nauki Wiary (Franciszek poźniej zmienił jej prefekta), przyszedł w 2022 r. gdy kard. Jean – Claude Hollerich, sekretarz Synodu o Synodalności już otwarcie i bez wątpienia z poparciem papież stwierdził w jednym z wywiadów, że: „Stanowisko Kościoła w sprawie grzeszności związków homoseksualnych jest błędne. Uważam, iż socjologiczna i naukowa podstawa tego nauczania jest niewłaściwa. Nadszedł czas na gruntowną rewizję tej postawy i sposób, w jaki mówi o homoseksualistach papież, może doprowadzić do takiej zmiany”.

Owa „rewizja postawy” Franciszka, a właściwie jej zapowiedź, została ogłoszona przez jego nominata na stanowisko Dykasterii Nauki Wiary kard. Victora M. Fernandeza w lipcu 2023 r. który ostro skrytykował orzeczenie swego poprzednika. Tak przy okazji trzeba przyznać, iż papież ma „wyczucie”, by na tak odpowiedzialną funkcję mianować kogoś, kto pisze książki nt „sztuki całowania” czy „przeżywania orgazmu w świętości”. Hierarcha wyraził się, iż kwestię błogosławienia par w sytuacjach nieregularnych i par homoseksualnych należy przedstawić inaczej w kontekście nauczania obecnego papieża; stało się 18.12.2023 po ogłoszeniu Deklaracji Fiducia supplicans, która nie została mimo jej rewolucyjności przedyskutowana i zatwierdzona przez Zgromadzenie Generalne Dykasterii Nauki Wiary. Wkrótce grupa pięciu kardynałów skierowała do Franciszka 5 pytań – wątpliwości, na które o dziwo papież odpowiedział, robiąc to w swoim tradycyjnym stylu, czyli tak iż nic konkretnego z nich nie wynikało. Ponowny list pozostał bez odpowiedzi zaś kard. Gerhard Műller powiedział krótko i treściwie: „Błogosławienie związków homoseksualnych jest bluźnierstwem”. Co spowodowało te drastyczne reakcje hierarchów? Muszę więc przedstawić sedno tego co było zawarte w deklaracji. Tak więc na początku kard. Fernandez łaskawie uznaje nierozerwalność małżeństwa i jego godność, której wg niego deklaracja nie zmienia by następnie przedstawić całkiem nowy gatunek błogosławieństw, nieznany dotąd w 2 -tysiącletnich dziejach Kościoła, których można udzielać też w sytuacjach obiektywnie niezgodnych z wolą Boga. Takie błogosławieństwo się po prostu należy każdemu i nikt nie jest z niego wykluczony, mimo znajdowania się w stanie grzechu ciężkiego, a ich intencją jest by osoby które je otrzymają „wzrastały we wierności Ewangelii, były uwolnione od swoich niedoskonałości, by mogły wyrazić siebie we wciąż wzrastającym wymiarze Bożej miłości”. Zaznaczył, że nie może ono jednak być imitacją błogosławieństwa udzielanego przy sakramencie małżeństwa. Ale to nie wszystko…

Po tych wszystkich zapewnieniach przyszedł bat na opornych księży i hierarchów, którzy by się opierali udzielaniu takich bluźnierczych błogosławieństw: jest nim expresis verbis zakaz zakazywania tj. biskupi diecezjalni nie mogą zakazać jego udzielania przez podległych sobie księży. Przy czym kard. Fernandez i papież dostrzegli istotną trudność, a mianowicie że nawet po bardzo elastycznym „rozeznaniu”, zwykłego błogosławieństwa nie można użyć w wypadku pary homo, ponieważ taki akt według rozumienia Rytuału Rzymskiego nie jest możliwy wobec: „…rzeczy, miejsc czy okoliczności, które są sprzeczne z prawem lub duchem Ewangelii”. Tak więc kreatywny intelekt duetu Fernandez – Franciszek znalazł tu sposób na rozwiązanie problemu: trzeba stworzyć nowy rodzaj błogosławieństwa, który obejmie sytuacje nieregularne.

I tak się stało, bo powołano do życia pozaliturgiczne, nieoficjalne błogosławieństwo „duszpasterskie”, lecz jakoś zapomniano o niezamierzonych logicznych tego konsekwencjach. Bo albo kapłan udzielający tego nowego błogosławieństwa działa jako osoba „prywatna”, co ma wynikać z jego charakteru i wtedy właściwie to jest bez znaczenia, albo udziela go w imieniu Chrystusa, no i wtedy po prostu popełnia akt świętokradczy oraz bluźnierczy. Taki podział na działanie „prywatne” i „oficjalne” jest nonsensem, bo jak twierdzi prawo kanoniczne, kapłan udzielając przez swe ręce darów Bożych, zawsze czyni to w imieniu Chrystusa i Kościoła, a wiec taki dualizm jest z definicji fałszywy. W innym aspekcie dotyczy to biskupa, który jako pasterz Kościoła lokalnego ma obowiązek, by takim działaniom zapobiegać, bo w przeciwnym razie stanie się współodpowiedzialny i przeczył by poleceniu danemu przez Chrystusa, by utwierdzać swoich braci. Jest takie powiedzenie, że „kłamstwo ma krótkie nóżki”, i tak dokładnie jest w przypadku przewrotnego pomysłu kard. Fernandeza, który zapędził się w przysłowiowy „kozi róg”. O tym, by „Mowa wasza była tak – tak, nie – nie” wygodnie zapomniał, czy ma też kreatywną znajomość Ewangelii ?

O ile po adhortacji Amoris Laetitia akceptującej udzielanie Eucharystii rozwodnikom w nowych związkach podniosły się w Kościele głosy protestu, to były one jednak relatywnie nieliczne, choć z czasem zaczęły być coraz powszechniejsze. Z diametralnie inną reakcją, szeroko rozumianego świata katolickiego mamy do czynienia w przypadku deklaracji FS i zezwolenia, a wręcz polecenia, błogosławienia związków homo. Na protesty nie trzeba było długo czekać i wydaje się, że na tak błyskawiczne wyrazy krytyki Franciszek nie był gotowy, także z tego powodu, iż ta lawina posypała się z różnych stron. Po wspomnianych pytaniach 5 kardynałów, protesty sprowadzały się do „pouczenia” papieża i kard. Fernandeza, że taki nowy rodzaj błogosławienia nie ma żadnej podstawy w tekstach biblijnych i w Magisterium. Poza tym natura jego może dotyczyć sytuacji sprzecznych z nauczaniem moralnym Kościoła, a nawet papież nie ma prawa o tak sobie, tego zmienić, bo wszak akt błogosławienia pary homoseksualnej, nie wprost ale jednak, dotyczy związku grzesznego, a Bóg nie może udzielić swej łaski czemuś co stoi w jawnej opozycji wobec Niego. Jeżeli nawet takie błogosławieństwo zostanie komuś udzielone, jego efektem będzie wprowadzenie w błąd osób je otrzymujących i żadne argumenty, iż ma to im „pomóc lepiej żyć”, że tego wymaga jakaś „ duszpasterska miłość”, są z natury fałszywe. Na Franciszka posypały się też całkiem zasadne oskarżenia o fatalny wybór na pozycję tak ważnej Dykasterii postaci takiej, jak kard. Fernandez. Członkowie Akademii Jana Pawła II na rzecz Życia Ludzkiego i Rodziny napisali do papieża list, iż hierarcha ten nie posiada minimalnych kwalifikacji do pełnienia takiej funkcji i zwrócili się o odwołanie go, jako autora skandalicznych publikacji.

Coraz bardziej zaczęła też wzbierać fala protestów biskupów z różnych krajów świata, protestujących już całkiem otwarcie przeciw tekstowi Fiducia supplicans. Ale prawdziwy cios przyszedł wkrótce z Afryki…

Jednym z głównych haseł obecnego pontyfikatu jest „wsłuchiwanie się w głos peryferii Kościoła”; wobec tego „peryferie” przemówiły i to tak głośno, że usłyszał je nie tylko Franciszek ale cały Kościół powszechny a stało się to za sprawą reakcji na tekst FS. 11.01.2024 r. gdy kard. Fridolin Ambongo z Kinszasy w imieniu Sympozjum Konferencji Episkopatów Afryki opublikował list odrzucający deklarację kard. Fernandeza.
Biskupi Afryki (oprócz kilku wyjątków z Afryki Północnej), mimo potwierdzenia komunii z papieżem, oświadczają, że „Wierzymy, iż pozaliturgicznych błogosławieństw zaproponowanych w Fiducia supplicans nie można sprawować w Afryce bez narażania się na skandale. Dokument w naszych krajach wywołał falę uderzeniową i zasiał błędne przekonania i niepokój w umysłach wielu wiernych świeckich, pasterzy i osób konsekrowanych. Dlatego poczuwamy się zobowiązani do przypomnienia katolikom, iż doktryna Kościoła na temat chrześcijańskiego małżeństwa pozostaje niezmieniona. Z tego powodu my biskupi afrykańscy nie uważamy za właściwe, by Afryka błogosławiła związki homoseksualne lub pary tej samej płci, ponieważ w naszym kontekście spowodowałoby to zamieszanie i stałoby w bezpośredniej sprzeczności z kulturowym etosem społeczności afrykańskich. Bardzo trudno jest przekonać, iż osoby tej samej płci razem żyjące, nie roszczą sobie prawa do legalności swego statusu”. Takie wystąpienie bez niedomówień pewnie zabolało…

Dalej sygnatariusze listu w uzasadnieniu odrzucenia FS odnieśli się do cytatu z Księgi Rodzaju, gdzie jest opisana kara, jaka spotkała homoseksualistów w Sodomie co jak zaznaczają pokazało, że „homoseksualizm jest tak obrzydliwy, iż doprowadził do zniszczenia miasta”. Podkreślili, iż osoby o takich skłonnościach należy traktować z szacunkiem, ale ocenili, iż „Związki osób tej samej płci są sprzeczne z wolą Boga i wobec tego nie mogą otrzymać błogosławieństwa Kościoła. Dlatego obrzędy i modlitwy, które mogłyby zatrzeć definicję małżeństwa, jako wyłącznego i trwałego związku mężczyzny i kobiety, otwartego na prokreację, są uważane za niedopuszczalne”. Tak jasne i bezkompromisowe stanowisko jest pierwszym w historii Kościoła przypadkiem, by cały kontynent odrzucił oficjalne nauczanie papieża. O dziwo, list ten się ukazał za zgodą kard. Fernandeza i Franciszka (tak jakby mieli jakiś wybór…). Warto zauważyć, iż list biskupów z Afryki dał pewną szansę „wyjścia z twarzą” papieżowi, bo jego odrzucenie uzasadniono z powodów duszpasterskich, a nie doktrynalnych (tak jak zrobili to kardynałowie G. Műller i R. Sarah, nazywając FS dokumentem heretyckim i niezgodnym z nauczaniem Kościoła). Akceptacja takiej legalnej wymówki ze strony Watykanu skutkuje już zgodą na udzielania takich błogosławieństw przez Episkopaty Niemiec, Belgii, Szwajcarii i Francji (co nie znaczy, że godzą się na to wszyscy biskupi). Podobna różnica w praktykach ma zresztą miejsce w wypadku udzielania Eucharystii rozwodnikom w drugich związkach, czego przykładem są np. Polska i Niemcy. Tak więc jedność i powszechność moralnego nauczania Kościoła niezależnie od kraju, stała się przeszłością, co jest oczywiście inną „zasługą” papieża Franciszka.

Tę afrykańską szansę na „wyjście z twarzą”, wobec otwartego buntu, do którego zaczęli się dołączać kolejni hierarchowie i Episkopaty (na szczęście Polski też), kard. Fernandez wykorzystał do udzielenia kilku wywiadów, gdzie okazał się bardziej „elastyczny” w interpretacji FS. Tak więc najpierw hierarcha stwierdził, że deklaracja nie zaprzecza poprzednim dokumentom Kościoła, tylko „je rozwija”, a to błogosławieństwo jest „nowego rodzaju, prostym i spontanicznym, które można udzielać szybko, w nie uroczysty sposób poza świątynią, przy różnych okazjach. Dotyczy ono też par, a nie homoseksualnych związków”. Nie omieszkał przy tym wszak dodać, iż o ile okoliczności na to pozwolą, zabronione jest „totalne czy definitywne odrzucanie tej drogi, którą zaproponowano księżom”. Relatywizm moralny w czystej postaci, którego pewnie się uczył u swojego szefa, który przy innej okazji na spotkaniu z dziennikarzami, zapytany dlaczego uczynił tak drastyczny krok zabraniając odprawiania Mszy w Rycie Trydenckim odpowiedział, że zrobił to powodowany, cytuję: „…troską o cały Kościół; troską, która w najwyższym stopniu przyczynia się do dobra Kościoła”. Wątpię by ktoś miał wątpliwości, że taka sama „troska” stała za treścią Fiducia supplicans, choć raczej odmienne zdanie ma całkiem spora liczba biskupów. Ja tylko mogę dodać z przykrością, iż jeśli Franciszek faktycznie jest przekonany o tym, że pozwolenie z jego strony na udzielanie Eucharystii rozwodnikom w nowych związkach oraz błogosławienie związków homo „przyczynia się do dobra Kościoła”, to jest po prostu psychicznie chory. Innej diagnozy nie sposób postawić, bo alternatywą byłoby tylko diabelskie opętanie, a o tym nawet strach pomyśleć…

Franciszek zapytany dlaczego uczynił tak drastyczny krok zabraniając odprawiania Mszy w Rycie Trydenckim odpowiedział, że zrobił to powodowany, cytuję: „…troską o cały Kościół”

Zdaję sobie sprawę, że powyższa opinia pewnie zaszokuje niektórych, ale jak miałem już okazję przytoczyć pewne powiedzenie „Jak coś chodzi jak kaczka, kwacze jak kaczka i wygląda jak kaczka, no to… musi być kaczka”. Kościół jako założony przez Chrystusa jest nie do pokonania, bo On sam powiedział, że „…bramy piekielne go nie przemogą”, ale takiej gwarancji nie udzielił następcom św. Piotra. „Czerwona linia” była do tej pory niemiłosiernie naciągana przez tego papieża i tym razem normalnie pękła. Do tej pory jakoś się wszystkie jego pociągnięcia dało ugładzić na tyle, iż nawet najbardziej kontrowersyjne decyzje, jak choćby ta z Amoris Laetitia, nie powodowały masowego oporu i protestów. Obawa o wywołanie rozłamu i schizmy w Kościele paraliżowała hierarchów tak bardzo, iż tylko nieliczni otwarcie nazywali rzeczy po imieniu. Tym razem biskupi mówią wprost, iż Fiducia supplicans otwarcie sprzeciwia się woli Bożej, prawu naturalnemu, Biblii, oraz Tradycji i Magisterium, więc dlatego musi zostać odrzucona; słabą pociechą jest, iż ta obłędna deklaracja nie została ogłoszona ex cathedra, czyli jako część oficjalnego nauczania Kościoła.

Całe szczęście, i Opatrzność Boża chyba nad tym czuwała… Rozumiem, że nie każdy papież musi być wybitnym teologiem, ale jeśli tak nie jest powinien słuchać głosów rozsądku tych, którzy w tej materii mają coś do powiedzenia i pokornie przyjąć ich opinie. Franciszek poważne ostrzeżenie dostał już we wrześniu 2017 r. gdy 62 hierarchów, teologów i wykładowców katolickich z 20 krajów wysłało mu Filial Correction, czyli „Synowskie upomnienie” przeciw propagowaniu herezji. Sygnatariusze listu wykazali niezbicie, iż bezpośrednio lub pośrednio przez słowa, czyny i zaniedbanie papież głosi herezje, których siedem opisano

Jak wiadomo tak jak w przypadku wcześniejszych Dubia 5 kardynałów, Franciszek wybrał milczenie co jest w tym przypadku zrozumiałe bo jak bronić czegoś, co obronić się nie da ? Wybrał kroczenie drogą obłędu.

Franciszek przemawiając na forum DIALOP stwierdził: “Chrześciajnie i komuniści mają tę samą misję”

Pora na pesymistyczno – optymistyczne podsumowanie tego cyklu o pontyfikacie papieża Franciszka, a zacznę od pesymizmu, by zakończyć mimo wszystko, optymistycznym akcentem. Myśląc jak zakończyć opis „dokonań” papieża i je jakoś generalnie podsumować uznałem, iż praktycznie musiałbym raz jeszcze opisać, tylko w skrócie, wszystko od początku, co wszak byłoby zajęciem jałowym, bo drogi Czytelniku ty sam możesz wrócić do poprzednich części. Naszła mnie też taka refleksja, iż hipotetycznie, godziny, które spędziłem na pisaniu, są prawie jak pokuta, bo jak mam jako katolik, pisać tak jak to zrobiłem, o było nie było, następcy św. Piotra ? Jak mieć szacunek do Franciszka, kiedy ten przemawiając na forum DIALOP (stowarzyszenie stawiające sobie za cel wypracowanie wspólnej etyki łączącej katolicką naukę społeczną z marksistowską teorią ktytyczną i feminizmem) stwierdził, że „…to świetny program, bo chrześciajnie i komuniści mają tę samą misję”. Ta wypowiedź to nie przejęzyczenie, bo rok wcześniej w wywiadzie dla magazynu jezuickiego (to raczej nie przypadek) „America” Franciszek powiedział: „Kiedy patrzę na Ewangelię tylko z socjologicznego punktu, tak, jestem komunistą i był nim też Jezus”. I być może część z Państwa sądzi, że się zagalopowałem w swej ocenie tego tragicznego pontyfikatu ? Czy papież będąc przy zdrowych zmysłach mógłby coś takiego powiedzieć ? Wszystkie cytaty których użyłem są dostępne w sieci więc gdyby ktoś podejrzewał, iż fałszuję wypowiedzi Franciszka proszę sprawdzić samemu; Google czeka.

Gdy ósmego kwietnia tego roku światło dzienne ujrzała zapowiadana deklaracja „Nieskończona godność” podpisana przez Franciszka i świat, nie tylko katolicki, zaniemówił, bo stała się rzecz „straszna” (ten sarkazm jest chyba uzasadniony): najbardziej znaczącą część dokumentu była poświęcona naruszeniom ludzkiej godności w aspekcie obrony życia i godności rodziny. Rzecz nie pomyślenia, ale Dignitas Infinita zacytowała fragment encykliki Jana Pawła II „Evangelium vitae”, potwierdzając, że „Żadne słowo nie jest w stanie zmienić rzeczywistości: przerwanie ciąży jest świadomym i bezpośrednim zabójstwem istoty ludzkiej w początkowym stadium jej życia”. Potępiono też praktykę surogacji, jako „…naruszającą godność matki i dziecka które ma prawo na mocy swej niezbywalnej godności do w pełni ludzkiego a nie sztucznie wywołanego pochodzenia oraz do otrzymania daru życia manifestującego godność dawcy i biorcy. Uzasadnione pragnienie posiadania potomstwa nie może być prawem do dziecka”. Równie bezpośrednio potępiono eutanazję i wspomagane samobójstwo jako szczególne przypadki naruszania godności ludzkiej i ją drastycznie naruszających. Dalej deklaracja krytycznie omówiła tzw. teorię gender, określając ją mianem „niezwykle groźnej, bo usuwa granice między płciami pod pretekstem, że wszyscy są równi, zaprzeczając naturalnej, danej przez Stwórcę różnicy między nimi”. Równie radykalnej krytyce poddano zmianę płci, szczególnie u dzieci, stwierdzając, iż „Każda operacja zmiany płci, co do zasady jest ryzykiem zagrażającym wyjątkowej godności, jaką otrzymujemy od chwili poczęcia”. Jedynym zgrzytem dokumentu jest zaprzeczenie przez papieża katolickiemu nauczaniu o możliwości stosowania kary śmierci, ale patrząc na tą deklarację w całości, nie sposób wyrazić zaskoczenia i pochwały dla jej treści, tym bardziej, iż gwarantowana była jej krytyka przez środowiska postępowych lunatyków. I w tym miejscu narzuca się oczywiście pytanie, jaka byłaby ocena obecnego pontyfikatu, gdyby Franciszek podpisywał wyłącznie takie ortodoksyjne dokumenty, zamiast skandalicznych i heretyckich tekstów, które wydano wcześniej ?

To czego jesteśmy świadkami, nie jest z pewnością ostatnim aktem, bo w październiku tego roku czeka nas druga część Synodu o Synodalności, który, proszę się nie łudzić, przyniesie na pewno jakieś rozstrzygnięcia, ale takiego rodzaju, iż znów nam się brwi do góry podniosą i zapytamy sami siebie: czy papież to katolik ? Wszystko co robi Franciszek, z wyjątkiem wyżej omówionej niespodzianki w postaci Dignitas Infinita, zdecydowanie temu przeczy, bo przypomnę, jego zamiarem jest zmiana paradygmatu katolickiego i konsekwentnie, faktycznie od samego początku swego pontyfikatu, krok za krokiem papież do tego dąży. Twór, który po takiej zmianie powstanie nie będzie już Kościołem katolickim i Kościołem ustanowionym przez Jezusa Chrystusa. Jest jeszcze jeden przerażający aspekt tej całej sytuacji, bo wilki w owczej skórze, które wdarły się do zagrody Pana, będąc niewierzącymi (czego dowodzi ich zachowanie), zapomniały o fragmencie z Pisma Świętego, który opisuje ich los, jako tych powodujących zgorszenie: lepszy dla nich byłby kamień młyński u szyi i utopienie w głębinie. Oni wszak znają Pismo i pozostaje zadać sobie pytanie: no i co z tą znajomością robią ? Dlaczego nie boją się Paruzji, gdy Pan Jezus przyjdzie jako Sędzia rozliczyć zło ? Konkluzja nasuwa się sama: bo ta cała szajka postępowców nie wierzy w Boga; wszak gdyby mieli choć ociupinę wiary, na pewno by przyszedł moment refleksji i opamiętania. Zmiana ustroju Kościoła, bo do tego przecież dążą, a nie jest to tylko sam Franciszek, nieubłaganie zmierza do przesilenia, i z pewnego punktu widzenia jest potrzebna i korzystna, gdy następuje oddzielenie ziarna od plew. Szkoda tylko tych, którzy się dali zwieść tej postępowej agendzie, ale mają na szczęście jeszcze trochę czasu. Ale niedużo…

Postępowcy tego nie pojmują, ale to nie oni są panami historii.

No, i teraz obiecane, pozytywne zakończenie (wiem, ciężko w to uwierzyć, ale jednak). Postępowcy tego nie pojmują, ale to nie oni są panami historii. A poważyli się na straszną rzecz, bo „zadarli” z Panem Jezusem, który patrząc na to co wyczyniają i jak dewastują Jego Kościół, nie może obserwować tego obojętnie. Młyny Boże mielą powoli, lecz nieubłaganie i nie ma żadnej wątpliwości, jaki będzie finał tego starcia; tych głupków mi po ludzku szkoda, bo zło będzie rozliczone, a patrząc na znaki, do których rozpoznania zostaliśmy wezwani przez samego Chrystusa, początek końca już można widzieć. Katechizm Kościoła Katolickiego zapowiada (pkt. 675), że „Przed przyjściem Chrystusa Kościół ma przejść przez końcową próbę, która zachwieje wiarą wielu wierzących. Prześladowanie, które towarzyszy jego pielgrzymce przez ziemię, odsłoni „tajemnicę bezbożności” pod postacią oszukańczej religii, dającej ludziom pozorne rozwiązanie ich problemów za cenę odstępstwa od prawdy (.) Kościół wejdzie do Królestwa jedynie przez tę ostateczną Paschę, w której podąży za swoim Panem w Jego Śmierci i Zmartwychwstaniu. Królestwo się więc wypełni nie przez historyczny triumf Kościoła zgodnie ze stopniowym rozwojem, lecz przez zwycięstwo Boga nad końcowym rozpętaniem się Zła, które sprawi, iż z nieba zstąpi Jego Oblubienica. Triumf Boga nad buntem Zła przyjmie formę Sądu Ostatecznego, po ostatnim wstrząsie kosmicznym tego świata, który przemija”. W modlitwie Pańskiej mówimy „Przyjdź Królestwo Twoje”, na kartach Ewangelii Pan Jezus wzywa do rozpoznania znaków Jego powtórnego przyjścia i wlewa otuchę mówiąc: „Gdy to wszystko dziać się zacznie, podnieście głowy, bo zbliża się wasze odkupienie”. Musimy mimo wszystko zostać wierni Jego Kościołowi, nie dezerterować szukając innych, tych „prawdziwych”, bo takich nie ma. Jest to niełatwe, kiedy serca ortodoksyjnych katolików są rozdzierane przez następcę św. Piotra, któremu nominalnie winni są posłuszeństwo, ale „Najpierw trzeba słuchać Boga, a nie ludzi”, zaś kiedy papież popada w herezje, nie mamy wyboru i musimy mocno oraz wytrwale, na przekór wszystkiemu stać przy Magisterium i Tradycji. Fałszywi pasterze zostaną rozliczeni i można się tylko za nich modlić o nawrócenie. Oby zdążyli…

PS. Już po napisaniu tego tekstu, samo życie wymusiło na mnie dodatkowy komentarz, spowodowany wywiadem, którego udzielił papież Franciszek dla stacji CBC news, gdzie pytania koncentrowały się wokół deklaracji Fiducia supplicans i Dignitas Infinita. I znów po przeczytaniu odpowiedzi na zadane pytania, rodzi się więcej wątpliwości na temat tego, co faktycznie papież ma na myśli… Tak więc zapytany o diakonat kobiet, z jednej strony go wykluczył jako święcenie, ale z drugiej strony sprzyja sugestii swego przyjaciela kard. Roberta Mc Elroy proponującego „wyjęcie” diakonatu ze struktury diakon – prezbiter – biskup, tak by pod postacią niesakramentalnej posługi był udzielany też kobietom. Prawdopodobnie, by złagodzić szok, ta propozycja zostanie przyjęta na okres przejściowy, bo docelowo jest nim utworzenie konsekrowanej pozycji diakonisy. Jest to analogia do błogosławieństwa nie będącego błogosławieństwem udzielanego parom homo, która to sytuacja została dodatkowo zagmatwana przez Franciszka, który stwierdził, że „Nie, nie pozwoliłem błogosławić takich związków. (…) Ale można błogosławić taką osobę”. Tymczasem deklaracja Fiducia supplicans pisze wprost o „błogosławieniu par jednopłciowych” a nie osób, więc papież sam sobie logicznie zaprzecza, co stanowi pewnie próbę jakiegoś wycofania się, by złagodzić krytykę jego heretyckiej decyzji. Lecz efekt jest odwrotny od zamierzonego, bo pogłębia tylko wątpliwości o stanie umysłu papieża.
Nie tyle obawiam się, co jestem pewien, iż to nie koniec podobnych sprzecznych i kontrowersyjnych wystąpień; jeszcze nie raz będą katolicy będą narażeni na zażenowanie, gdy ktoś ich zapyta: „Co tam znów ten wasz papież wymyślił ?”. I nie bardzo będzie wiadomo, jak rozumnie odpowiedzieć na takie pytanie…

 

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *