Jasna Góra, dom Matki Boskiej Częstochowskiej, Królowej Polski

Jasna Góra, dom Matki Boskiej Częstochowskiej, Królowej Polski

Jasna Góra

Dom Matki Boskiej Częstochowskiej, Królowej Polski

Dr. Mira Modelska-Creech

 

Co roku, od stuleci tysiące Pielgrzymów, z Polski i całego świata przybywają tu codziennie. Jest to najbardziej uświęcone miejsce pielgrzymowania Polaków i jedno z najbardziej znanych cudownych miejsc w Europie. Obchodzone są tu wielkie święta Kultu Maryjnego oraz codzienne Apele Jasnogórskie.

Co to jest Jasna Góra​? Jaka jest jej historia?

Początki klasztoru na Jasnej Górze sięgają roku 1378 lub 1382, kiedy to książę Władysław Opolski (Opolczyk) sprowadził tu paulinów z Węgier do miejscowego kościoła parafialnego a 9 sierpnia 1382 roku dokonał fundacji klasztoru. Początki Jasnej Góry związane są z węgierskimi paulinami co wyjaśnia  skąd tu tylu Węgrów wśród pielgrzymów i skąd się bierze ta głęboka i wielowiekowa przyjaźń polsko-węgierska, trwająca już bez mała 633 lata.

Nazwa Jasna Góra została nadana klasztorowi przez węgierskich paulinów na pamiątkę macierzystego klasztoru św. Wawrzyńca znajdującego się na Jasnej Górze w Budzie.  Dwa lata później sprowadzono tu z Rusi obraz Matki Boskiej z Dzieciątkiem Jezus, którego autorem jak głoszą przypowieści  był św. Łukasz Ewangelista. Obraz miał być namalowany na desce od stołu przy, którym spożywała posiłki Rodzina  Święta.

Paulini przybyli do Polski, aby wieść życie pustelnicze, oddane modlitwom i rozmyślaniom w ciszy i samotności. A stało się jednak inaczej.  Zakonnikom nie było pisane życie samotnicze, albowiem na Jasną Górę zaczynały ściągać tysiące i dziesiątki tysięcy wiernych z całej Polski, a także i innych krajów.

Przybyciu tajemniczego obrazu przypisuje się dwie daty 1382 i 1384, ostatecznie jednak przyjęto pierwszą. Obraz ten był bardzo tajemniczy. Został znaleziony w zamku bełskim przez księcia Władysława Opolczyka, to znaczy tego samego, który był fundatorem klasztoru na Jasnej Górze. Być może intencją księcia było czasowe zdeponowanie obrazu. Ale obecność obrazu przyciągnęła tu tak wielkie rzesze wiernych, iż przeniesienie obrazu w inne miejsce stało się już niemożliwe.

Historia nie potrafi dokładnie ustalić skąd się wziął obraz. Według starej tradycji podobizna Matki Bożej znajdowała się w Konstantynopolu i została ofiarowana jednemu z ruskich książąt Lwu, który wraz ze swoim wojskiem służył Cesarzowi. Trafiwszy na Ruś była otoczona tam czcią i sławą przez pół tysiąca lat.

Ale co było przedtem? Gdzie i kiedy został namalowany? Historia milczy i w tej sprawie. Jedynie stara przypowieść autorstwo obrazu przypisuje świętemu Łukaszowi. Historycy sztuki twierdzą, że autorstwo Świętego jest nie możliwe, albowiem ich zdaniem obraz ten nie mógł powstać wcześniej, niż w V wieku n.e. Inni jednak historycy twierdzą, że na skutek renowacji obrazu, nie można określić okresu jego powstania, albowiem nie mamy do czynienia jedynie z oryginalnymi farbami, ale również i tymi stosowanymi w czasie renowacji.

Dlatego też, nie udało się obalić tezy, iż obraz ten jest dziełem sztuki, ale również jest on relikwią namalowaną na deskach od stołu Marii. Deski są rzeczywiście bardzo stare, a niektórzy specjaliści od drewna twierdzą, iż nie można wykluczyć, iż dotykały je dłonie Maryi. Dlatego też obraz ten zaćmił swoim znaczeniem nawet relikwie św. Pawła pustelnika, przywiezione na Jasną Górę przez paulinów z Węgier.

Taki to święty i tajemniczy obraz przybył przed 633-ty na Jasną Górę otoczony od wieków czcią, długą historią cudów i ocaleń. Jeżeli rzeczywiście ręce Matki Bożej dotykały desek, na których obraz został namalowany to nic dziwnego, że w tak mistyczny sposób tłumy ludzkie spontanicznie odczytują w nim świętość i boskość.

Ale obraz ten ma również i swoją tragiczną historię.

W niespełna pięćdziesiąt lat po przybyciu obraz ten został zniszczony. Otóż w czasie wojen husyckich w Europie, w szczególności w Czechach, które ostatecznie przeobraziła się w ruch narodowy przeciwko Niemcom, wśród heretyckich bojowników nie zabrakło również „obrazobójców”.

Głosili oni, że ludziom nie wolno czcić świętych obrazów, ani figur i w związku, z tym należy je niszczyć. I jakkolwiek nie da się precyzyjnie dzisiaj ustalić, czy ci, którzy napadli na klasztor 14 kwietnia, 1430 roku byli głosicielami obrazoburstwa, ale sądząc po skutkach ich działań, wszystko na to wskazuje, iż sprawców tych nazwać można „obrazobójcami”.

Był to rok 1430, a co możemy powiedzieć w 2015 roku, kiedy to jeszcze tak niedawno „obrazobójcy współcześni” rzucali w obraz puszką z farbą.

Rozumiem, że są kultury, czy też pseudo-kultury, sekty lub hordy, które  akurat ubzdurały sobie, iż czczenie świętych obrazów i figur jest niezgodne z ich widzeniem świętości lub ich braku, ale jakie mają prawo do wandalizowania czegoś, do czego niedorośli. No cóż, szkoda, że taka niechlubna i potępienia godna historia powtarza się.

Snuje się różne spekulacje, iż być może „obrazobójcom” zależało na skłóceniu Polaków z Czechami. Klasztor został napadnięty, albowiem nie posiadał jeszcze wtedy murów obronnych. Jak więc widać „mury obronne” dosłownie i w przenośni są konieczne jeżeli chcemy zachować pokój i spokój. Napada się tylko słabych, nikt nie napada silnych. Nie chcesz być napadany, bądź silny !

Król Jagiełło dowiedziawszy się o katastrofie tego cudownego obrazu kazał sprowadzić oprócz malarzy polskich, również malarzy czeskich, greckich, ruskich i niemieckich, aby ci przywrócili Obrazowi dawny wygląd, ale nikomu to się nie udawało. Wówczas zapadła decyzja zrekonstruowania obrazu. Nie wiadomo, czy dzieła tego dokonał Polak, czy cudzoziemiec, ale decyzja zapadła, aby ten odnowiony wizerunek nakleić na te stare uświęcone historyczne deski. Takim więc sposobem powstał obraz stary i nowy, ale zachował on swoją mistyczną świętość.

Stary kształtem i wyglądem twarzy Maryi, której wzrok idzie za patrzącym i przywołuje go. Nowy zaś szeregiem szczegółów, które dziś uniemożliwiają znawcom ustalenie daty powstania obrazu, a co za tym idzie, nie da się jednocześnie wyeliminować prawdopodobieństwa, iż jego oryginalna wersja została namalowana na deskach od stołu, na którym Święta Rodzina spożywała swoje posiłki. To zdumiewające pięknem i harmonią dzieło sztuki, łączące w sobie tyle epok i stylów ma jedną uniwersalną charakterystykę bez względu na moment dziejowy, w którym się na nie patrzy. Ludzie zawsze odbierali go jako relikwię i świętość, która miała zdolność przyciągania do siebie tłumów wiernych.

Ów tajemniczy malarz zachował w obrazie cięcia na policzku Maryi, mógł o ranach tych nie przypominać, a jednak zdecydował zachować je, jakby pragnęła tego sama Matka Boża. To albo wyrzut albo znak nie-kończącego się miłosierdzia. Ta twarz zbroczona krwią przypomina przecież o krwi, którą Zbawiciel przelał dla naszego odkupienia. A więc chyba chodzi o to byśmy uświadamiali sobie wielkość Bożej miłości.

A może chodzi o to, aby nam zobojętniałym ludziom XX i XXI wieku ukazać ogrom uczuć jakie żywi dla nas Maryja, aby na odnowionym obrazie pozostał ślad odniesionych przez nią ran. 

Badacze zwracają uwagę, że istnieje pewne podobieństwo pomiędzy tajemnicami Całunu Turyńskiego a czcią na twarzy Maryi.

Obraz najpierw zniszczony, a później tak tajemniczo odrestaurowany, stał się jeszcze silniejszym, niż poprzednio magnesem. Nie odeszliśmy od jedności kościelnej, ani od prawdziwej wiary i wybaczyliśmy braciom Czechom, nie opowiedzieliśmy się za splątaną z tyloma błędnymi poglądami religią.

W historii wspomina się, że Kazimierz Jagiellończyk wraz z synami należał do Konfraterni Jasnogórskiej. Ale już przez Europę szła fala reformacji. Nauką Lutra została ogarnięta Rzesza Niemiecka. Zwycięski w Niemczech protestantyzm nie był jednak religią tolerancyjną. To właśnie protestantyzm wysunął żądanie, aby w kraju , w którym władca przechodzi na nową wiarę jego wiara obowiązywała również jego poddanych.

Te „nowinki” przenikały również do Polski i były chętnie słuchane przez możnowładców, nawet podobno chętnym uchem słuchał ich ostatni z Jagiellonów Zygmunt August. Natomiast wielotysięczne rzesze drobniejszej szlachty i masy ludu wiejskiego pozostawały wierne Kościołowi Katolickiemu, pomimo że duchowieństwo polskie nie zawsze stawało na wysokości zadania w obronie katolicyzmu przed Lutrem, czasem nawet dygnitarze kościelni ulegali niektórym aspektom nowej religii.

 W tym właśnie okresie tu na Jasnej Górze żył znakomity spowiednik i kaznodzieja Stanisław z Oporowa. Swoimi naukami potrafił wstrząsnąć sumieniami wielu sobie współczesnych Polaków. Sprowadzony w 1540 roku do Krakowa wygłosił do króla i jego najbliższego otoczenia płomienne kaźnie mocno osadzone na argumentach filozoficznych i teologicznych, w których kontrargumentował nauczanie Lutra. Za kilkadziesiąt lat takimi właśnie wspaniałymi i naukowymi będą właśnie kazania Piotra Skargi.

 Piętnował w nim  Stanisław obojętność religijną króla, uległość możnowładców wobec cudzych, obcych nowalijek, niezgodnych z naszą wiarą i tradycją, małe zaangażowanie duchowieństwa w walkę z obcymi prądami, które są zagrożeniem dla narodowej racji stanu i wiary ojców, a więc naszej identyfikacji narodowo-religijnej. Niektórzy członkowie dworu królewskiego usiłowali przerwać, argumentując, że są obrażani.

 Jak się to dzisiaj czyta, samoistnie przychodzą na myśl dzisiejsi post-moderniści ze swoją rewolucją genderową i kiedy prezydenci milczą, ponownie w obronie człowieka i jego wiary występują wybitni współcześni kaznodzieje jak na przykład ks. kard. Gerhard L. Muller, Prefekt Kongregacji Nauki Wiaryktóry, który pisze „… ideologia gender jest jednym z najgorszych ataków na ludzką tożsamość. Odbierając nam permanentną płciową identyfikację jako mężczyzn i kobiet, niszczy ów odwieczny związek pomiędzy kobietą i mężczyzną w heteroseksualnym, nierozerwalnym małżeństwie, a tym samym pozbawia nas świętej miłości pomiędzy kobietą i mężczyzną oraz owocem ich miłości potomstwem”.

W konsekwencji nie tylko małżonkowie mogą pozbawiać się miłości, ale również mogą jej pozbawiać swoje dzieci, a to prowadzi do braku miłości i wdzięczności względem Boga. I kto to wie, czy wtedy zagrożenia były silniejsze, czy dziś?

 W tej walce o naszą tożsamość i wtedy i dziś z pomocą przychodziła nam Jasnogórska Pani. Wówczas za Stanisławem ujął się za nią Stanisław Hozjusz, wielki uczony, późniejszy kardynał i legat papieski na Sobór Trydencki, jeden z najwspanialszych ludzi tamtej epoki.

Wkrótce po tych perturbacjach, w 1655 roku, na Polskę ruszyła Szwedzka nawała. Polska zalana falą obcych wojsk, Jasna Góra oblężona. Przeor jasnogórski, Augustyn Kordecki, nie poddaje klasztoru. Znamy dobrze tę historię z „Potopu” Sienkiewicza. Cała Polska wtedy znajdowała się w rękach szwedzkiego króla, nie poddawała się tylko Jasna Góra, prawowity król Jan Kazimierz musiał opuścić kraj. Wielu w Polsce uległo najeźdźcy, jedni dla interesu, inni z bezsilności i zwątpienia.

W klasztorze było wówczas 200 ludzi zdolnych do walki, z generałem Mullerem nadchodziło 3500-tysiąca Szwedów. Za Mullerem stał król szwedzki i cała jego armia  uchodząca wówczas za najlepszą w Europie i cały obóz reformy obejmujący pół ówczesnej Europy. A tu ksiądz Kordecki spędzał długie godziny na modlitwie przed obrazem do Jasnogórskiej Pani, Matki Bożej.

Jak wiemy Jasna Góra obroniła się.  Jej obrona ruszyła cały kraj do walki. Nagle obudziły się siły, które jak się wydawało spały. Polska strąciła z siebie okupację szwedzką, odzyskała utraconą niepodległość, przywołała prawowitego króla i przezwyciężyła pokusy wiary obcych.

 Z inspiracji jasnogórskiej zrodziły się lwowskie śluby Jana Kazimierza.

 W czasie oblężenia cudowny obraz został wywieziony najpierw do Lublińca, później do klasztoru Paulinów pod Głogówkiem na Śląsku. Być może klęcząc tam właśnie na Śląsku przed tym obrazem Jan Kazimierz zrozumiał jak wielki był zakres niewierności okazywany Maryi przez zwierzchników Polski. I podczas, gdy ona od czasu przybycia na Jasną Górę strzegła kraju przed niebezpieczeństwami, zwierzchnicy kraju – swymi sporami i swym egoizmem – sprowadzali na Rzeczpospolitą coraz to nowe klęski. Odsunęli od praw uciskaną ludność wiejską, tę najwierniejszą wobec Maryi. I wówczas Jan Kazimierz ślubował, że oddaje koronę polską Matce Bożej, wzywa ją na Królowa państwa oraz obiecywał, że naprawi istniejące niesprawiedliwości. Niestety, były to  niespełnione śluby, przed czym ostrzegał Piotr Skarga. Upadek moralny, rozkład charakterów, wewnętrzna słabość i niewola. Państwo, które w XVI wieku było największe w Europie ostatecznie zostało rozdarte na trzy części przez sąsiadów.

Jasna Góra, dom Matki Boskiej Częstochowskiej, Królowej Polski

Jednak zanim doszło do tego nieszczęścia, w 1683 roku zjawił się na Jasnej Górze król Jan Sobieski, żeby błagać Matkę Bożą o błogosławieństwo przed wyprawą wiedeńską.

Od dwóch stuleci czaiło się niebezpieczeństwo otomańskiego najazdu Turków, ku granicom Rzeczypospolitej. Turecki walec toczył się przez Bałkany do naszego kraju. Kraje chrześcijańskie dostawały się pod panowanie muzułmańskie, a nie było to łatwe panowanie. Kościoły były zamieniane na meczety, ludzie zaś ledwo śmieli się przyznać, że są chrześcijanami. Za odmowę zmiany wiary groziło, ścięcie. Po Jasnej Górze rozniosła się wieść o wymordowaniu paulinów węgierskich. Po ataku na Warnę, Mohacz i Cecorę przyszło bezpośrednie uderzenie na Polskę, padł Kamieniec Podolski. Turcy stanęli pod Lwowem. Sobieski odparł ich pod Chocimiem. Ale ataki wzbierały na nowo.

Wielka armia turecka ruszyła na Wiedeń. Było oczywiste, że po Wiedniu przyjdzie pora na Kraków. Ale wielki wezyr Kara Mustafa miał jeszcze bardziej dalekosiężne plany. Po „niemieckim Rzymie” jak Turcy nazywali Wiedeń, miała przyjść kolej na Rzym, stolicę chrześcijaństwa. Znany z okrucieństwa wezyr szedł, aby dokonać ostatecznego zwycięstwa półksiężyca nad krzyżem.

Nikt nie mógł się jemu przeciwstawić. Europa była skłócona, rozdarta religijnie i politycznie. Francja największe państwo europejskie w tamtym czasie była sojuszniczką Turcji. Tak więc, zrozpaczony Papież widział tylko jeden kraj, który mógłby ocalić Chrześcijaństwo – Polskę.

Polska miała wyśmienitego wodza, ale czas jej wielkiej świetności zbliżał się ku końcowi, nie miała więc sił, aby stawić samotnie czoła tak groźnemu przeciwnikowi. Sobieski był w niezwykle trudnym położeniu. Jego protektorka, Francja, odcięła się od walki z Turkami. Austria nie ufała Sobieskiemu i nie okazywała życzliwości Polsce. Ale prawnuk hetmana Żółkiewskiego wiedział, że jeżeli teraz nie zmierzy się z Turcją, jakkolwiek ma jedynie za sobą nieżyczliwą mu Austrię i inne księstwa niemieckie, i nie zwycięży, zostanie nam już tylko zginąć.

Jedyną pomocą,  na którą mógł liczyć Sobieski pozostawała mu już tylko Maryja, Królowa Polski, Jasnogórska Pani. Przybył tu na Jasną Górę prosić o jej wsparcie. Wojna, na którą wyruszał nie miała być wojną zdobywczą, nie miała przynieść zysków i korzyści. Ale była wojną konieczną.

Tu na Jasnej Górze modlił się, tu przepraszał  za błędy życia, w których nie brakowało słabości ludzkich. To tu ofiarował siebie dla sprawy – po czym ruszył pod Wiedeń i zwyciężył.

Zwycięstwo pod Wiedniem zatrzymało raz na zawsze pochód turecki na Europę i ocaliło chrześcijaństwo. Nad przemęczoną bojami i kosztami tych bojów Polskę dalej nadciągała zgroza niebezpieczeństw. Te wielkie zwycięstwa militarne nie mogły zrównoważyć jednak niesprawiedliwości społecznej, marnotrastwa, obżarstwa, pijaństwa, kłótliwości, sprzedajności, zobojętnienia dla wielkich spraw życia narodowego – to wszystko były wady wewnętrzne, które jednocześnie zbiegły się z niebezpieczną sytuacją międzynarodową. Polska jako jedyna demokracja-szlachecka została otoczona pierścieniem monarchii absolutystycznych; Rosji, Prus i najbardziej  jeszcze pozwalającej nam zachować charakter narodowy Austrię. Niestety, pomimo Konstytucji 3 maja i bohaterskiej obrony Jasnej Góry przez Puławskiego w 1771 roku i innych konfederatów barskich, kraju przed rozbiorami nie dało się uchronić.

Przyszły rozbiory, a kraj pogrążył się w nocy niewoli na następnych 123 lata. I dopiero po upadku Powstania Listopadowego naród się nieco ocknął i zaczął się bronić. W czasach niewoli Jasna Góra stała się miejsce spotkań myśli serc całego rozdartego kraju. Wpływ Jasnej Góry sięgał tak daleko jak wpływ polskiej mowy.

Dlatego Adam Mickiewicz powie:

„Panno Święta co Jasnej bronisz Częstochowy. ”

A Słowacki zawoła;

„Bogarodzico, Dziewico! Słuchaj nas, Matko Boża. To ojców naszych śpiew”. Norwid w swojej litanii na koniec powie: O Matko dobra, Ty, Polska Królowo, módl się za nami.”

 I tak, tu w Częstochowie jest aż do dnia dzisiejszego!

(ciąg dalszy nastąpi)

 

Website |  + posts

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *