Losy polskich sierot drugiej wojny światowej
na przykładzie Haliny J.D.
Na podstawie rozmowy przeprowadzonej 5/10/2009
Pochodzę z Łodzi, mówi Halina.
W czasie wojny Niemcy zabrali mnie do Niemiec. Nie wolno tam było mówić po polsku. Opiekowali się nimi SS-mani. Nie bili nas, ale była ostra dyscyplina.
Kazali nam mówić na powitanie „Hi Hitler” i uczyli nas. Mieliśmy bardzo dużo gimnastyki i bardzo to lubiłam. W ogrodzie było dużo owoców, agrestu, porzeczek. Niemcy dbali o dobre wyżywienie. Byłam egzaminowana przez specjalistę od rasy. Nie wiem, co się stało z dziećmi, które były negatywnie ocenione.
Potem znalazłam się w austriackiej rodzinie, która posłała mnie do szkoły. Kupili mi też kozę, bo chciałam zwierzątko. Pasłam je na sąsiedniej łące w koniczynie. Bardzo się przywiązała do tej kozy. Nazwałam ją gwiazdką.
Któregoś dnia napotkałam na drodze dżipa, z którego wysiadła pani w mundurze. Podeszła do mnie i zapytała po polsku, czy mam na imię Halinka. Odpowiedziałam, że tak. Miła Pani zapytała, więc gdzie są moi austriaccy opiekunowie. Gdy powiedziałam, że pan jest w pracy, a pani w kuchni, miła pani już po niemiecku poprosiła, żebym poszła do pokoju wziąć swoje rzeczy do walizki. Poszłam po cichutku, a potem biegałam do tego samochodu. Gdy auto ruszyło, wtedy się rozpłakałam. Miła pani dała mi czekoladę.
Przywieźli mnie do Salzburga. Było mi tam smutno. Chciałam uciekać. Mieszkaliśmy w barakach poniemieckich. Pani Arabska się nami opiekowała. Oryginalnie był to obóz dla żołnierzy, ale pomału zaczęli tam zwozić polskie dzieci z okolicy.
W roku 1951 przyjechałam do USA. Miałam wielki problem z nauczeniem się angielskiego, do tego stopnia, że zastanawiałam się, czy nie wracać do Barcelony. Oryginalnie przyjechałam do Lackawanny i zostałam przyjęta przez siostry zakonne. Przez kilka miesięcy się aklimatyzowałam, a potem poszłam do pracy. Poszłam też do szkoły uczyć się angielskiego. Ukończyłam high school i zrobiłam egzamin na obywatelstwo.
Teraz mam dwie córki i właśnie świętowałam Dzień Matki. Miałam dwóch mężów. Obaj nie żyją. Pierwszy był Amerykaninem i zmarł w wyniku cukrzycy; drugi był pochodzenia amerykańsko-niemieckiego.
Po latach pojechałam do Polski. Koleżanka pokazała mi całą Polskę. Byłam w Pieninach i nad morzem. Zajadałam się jagodami.
Miałam smutne życie, bo nie zaznałam serca matki.
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin
- Admin

