Poprzedni odcinek zakończyłem zapowiedzią przedstawienia wyjątkowego sukcesu, a była nim chrystianizacja Ameryki Południowej dokonana po militarnym podbiciu kontynentu i jak pisze prof. Roszkowski „Na opanowanie obu Ameryk przez kolonizatorów europejskich za którymi poszli misjonarze patrzy się na ogół przez pryzmaty polityki i gospodarki, niszczenia kultur lokalnych i eksploatacji kolonii, zapominając na ogół o chrystianizacji Nowego Świata. Pod tym względem można zauważyć różnice między tym, co stało się na obszarze obecnego Meksyku zdominowanym przez Azteków, lud wojowniczy i barbarzyński, składający masowe ofiary z ludzi, a wydarzeniami na terenach zamieszkałych przez Inków, oraz chrystianizacji Ameryki Północnej”.
Rdzennych mieszkańców obecnych USA i Kanady Anglicy i Francuzi prawie wytępili, więc reszta będąc na marginesie społecznym, raczej nie przyjęła wiary najeźdźców, wbrew nadziejom protestanckich czy katolickich misjonarzy którym pozostali do chrystianizowania niewolnicy przywiezieni z Afryki. Natomiast odmienna sytuacja panowała na terenach Ameryki Południowej podbitych głównie przez Hiszpanów, przy czym nawrócenie obszaru azteckiego Meksyku, dokonane za pomocą jednego wydarzenia jest z pewnością cudem. Miało to miejsce 9 grudnia 1531 r. gdy Juan Diego (takie imię dostał na chrzcie) miał objawienie Matki Bożej, która przedstawiła się jako „Guadalupe” (Pogromczyni Węża). Brak tu miejsca na szersze opisywanie tego historii (odsyłam Państwa do znalezienia szczegółów w internecie), ale fakty są takie, iż cudowny obraz i przesłanie w nim zawarte zrobiły takie wrażenie na krajowcach, że w ciągu kilku lat nawróciły się miliony Indian, odchodząc od okrutnych wierzeń azteckich.
Inny charakter miała chrystianizacja południowej części Ameryki, mając cechy misji cywilizacyjnej dokonanej przez misjonarzy broniących Indian przed nadużyciami i wyzyskiem ze strony władz. Pod koniec XVI w. chrześcijaństwo zapuściło głębokie korzenie na terenie byłego imperium inkaskiego i organizacja kościelna obejmowała ogromne obszary (znacznie słabiej szło Portugalczykom na terenach obecnej Brazylii). Tak przy okazji mogę dodać, iż temu sukcesowi chrystianizacji Ameryki Płd. prawie dorównało nawrócenie archipelagu filipińskiego, choć było to sporym wyzwaniem dla misjonarzy.
Jest raczej mało znane, że historia USA w jej początkach miała pewien epizod krwawych prześladowań katolików, kiedy w Baltimore w 1654 r. 4 katolików stracono z pobudek religijnych (dzięki nienawistnym działaniom anglikanów i purytan). Po okresie początkowej dominacji przez hiszpańskich misjonarzy na południu i francuskich na granicy obecnej Kanady i USA, trwającej około 100 lat, sytuacja zmieniła się po przybyciu angielskich osadników na początku XVII w. którzy przywieźli ze sobą antykatolickie uprzedzenia. Wkrótce w kilku koloniach wprowadzono antykatolickie ustawy dyskryminujące nowo przybyłych osadników z Irlandii i Anglii (po ogłoszeniu Deklaracji Niepodległości katolików w USA było ok. 25 tysięcy). Z tego względu katolicy w koloniach nie mieli własnej hierarchii i posługiwali im głównie jezuici; dopiero po ogłoszeniu niepodległości dzięki tolerancyjnym aktom Konstytucji i decyzjom nowych elit (na pewno pomogło też poparcie rewolucji amerykańskiej ze strony katolików) zakończyła się oficjalna dyskryminacja. W 1790 r. mianowano pierwszego biskupa (John Carrol był też założycielem pierwszej katolickiej uczelni) i kolejne stany uchwalały akty o tolerancji religijnej, a katolicy zaczęli stopniowo być obecni we władzach na różnych szczeblach. I tak po latach dyskryminacji katolicy doczekali się wolności wyznawania swej wiary.
W XVIII w. świat zachodni zaczęły ogarniać zmiany cywilizacyjne wywołane początkami rewolucji przemysłowej i postępującej komercjalizacji życia, stawiając na piedestale bogacenie się a nie duchowość, stając się zagrożeniami nie tylko dla Kościoła ale i dla religijnego postrzegania świata. To wtedy pojawiła się idea postępu i przekonania, iż szczęście na ziemi a nie życie wieczne, może być głównym celem ludzi.
Europejską myśl filozoficzną zainfekował deizm, czyli pogląd, że Bóg może i istnieje, ale jest inny od tego z kart Biblii. Deizm był tworem nielogicznym, bo rozumowo nie można stwierdzić, iż Bóg jest inny niż wynika to z Ewangelii, która o Nim wiele mówi i na tej podstawie można jednak coś o Panu Bogu powiedzieć. Skoro nie ma innych źródeł, na podstawie których można stwierdzić, iż jest odmienny, to jak jest możliwe stawianie takiej tezy?
Jak zauważa prof. Roszkowski „Jak bunt Lutra zaskoczył Kościół w XVI w. tak materialistyczny racjonalizm, wiara w postęp i komercjalizacja życia codziennego, zaskoczyły go w XVII i XVII w. i Kościół biernie reagował na burzliwe przemiany gospodarcze, społeczne i intelektualne”.
Jedynym papieżem rozumiejącym zmiany epoki był Benedykt XIV (1740-58), porządkując kurię rzymską i regulując trudne kwestie małżeństw mieszanych, zaś cała reszta hierarchii i papieży po prostu zawiodła.
Powyższa sytuacja zastała Kościół nie przygotowany do wydarzeń które w konsekwencji doprowadziły do upadku państwa kościelnego, a początkiem tego procesu trwającego wiele lat, była rewolucja francuska. Z powodu postrzegania Kościoła jako części systemu feudalnego, rewolucjoniści-masoni postawili sobie jako jeden z celów zniszczenie religii katolickiej, którą wyznawało 95% społeczeństwa. Akty destrukcji zaczęto ustanawiając tzw. konstytucję cywilną kleru, całkowicie podporządkowującą Kościół państwu: skasowano zakony (zakazano składania ślubów zakonnych), zmieniono organizację terytorialną Kościoła a duchowni otrzymali status urzędników opłacanych przez państwo, co ich uzależniło finansowo. Zwierzchnikiem Kościoła zostały władze rewolucyjne a nie papież; wszystkich księży, którzy nie podpisali tej konstytucji deportowano, a tym którzy się nie zgodzili i zostali by potajemnie służyć wiernym sądzono, często orzekając wyroki śmierci. Mimo to większość duchowieństwa, łącznie z hierarchią nie złożyła przysięgi (zrobiło to tylko 4 ze 125 biskupów). Tak rozpoczęto wielką dechrystianizację kraju przez konfiskatę ziemi kościelnej, usuwanie pomników i krzyży z miejsc publicznych a nawet świątyń i kaplic wprowadzając Kult Rozumu a później Istoty Najwyższej.
Już kiedyś poświęciłem ludobójstwu Wandei osobny artykuł, wiec tylko w skrócie przypomnę jakie straszliwe konsekwencje zapłaciła ta francuska prowincja „stawiając się” rewolucyjnym rzeźnikom. Tak więc gdy na rozkaz władz rewolucyjnych wiosną 1790 r. zaczęto zamykać kościoły i kaplice, w których nie posługiwali zaprzysiężeni księża oraz po ogłoszeniu poboru do armii rewolucyjnej, Wandejczycy chwycili za broń. Wieśniacy uzbrojeni w siekiery, kije i rzadziej broń palną przegnali przedstawicieli władz z całej prowincji i dużych obszarów południowo-zachodniej Francji. Do stłumienia buntu Paryż wysłał armię 25-tysięczną, której działania są pierwszym przypadkiem ludobójstwa w czasach nowożytnych. Powstanie trwało ponad 3 lata i niestety pod koniec 1793 r. powstańcy złożyli broń. Ale to nie był koniec, bo władze rewolucyjne postanowiły się zemścić na ludności cywilnej (której i tak dużo zginęło podczas powstania), wysyłając „piekielne kolumny” w celu totalnego zniszczenia prowincji. Rezultatem trwających 1.5 roku masakr było zamordowanie 120 tysięcy osób i zniszczenie 20% domostw. Jak podsumowuje ten akapit prof. Roszkowski: „Ludobójstwo w Wandei nie było przypadkiem; nie tylko ze względu na skalę ale także potworności, było bezprecedensowym upadkiem człowieczeństwa oraz dowodem zakłamania liderów rewolucji; w istocie za nic mieli głoszone przez siebie hasła o równości ludzi. Wandea pokazała, że to Kościół, ze swymi hierarchicznymi strukturami i często grzesznymi przywódcami, ale i koncepcją równej godności dzieci Bożych oraz naturalnych praw ludzi i narodów, jest lepszym obrońcą sprawiedliwości, niż rzekomi wyznawcy praw człowieka”.
Państwo Watykańskie po upadku rewolucji i objęciu władzy przez Napoleona przeżyło kolejny dramat, a było nim zajęcie przez wojska francuskie objętego rewoltą Rzymu, ogłoszenie złożenia z tronu papieskiego Piusa VI i powstanie Republiki Rzymskiej, jednak powstała anty-napoleońska koalicja wyparła wojska francuskie z Włoch pod koniec 1798 r. Nowo wybrany w 1800 r. Pius VII zawarł konkordat z Republiką, której rząd uznał katolicyzm za wyznanie większości Francuzów, przyznając Kościołowi swobodę sprawowania kultu, choć nowi biskupi mieli składać przysięgę wierności państwu. Osłabienie pozycji Kościoła na arenie międzynarodowej dało się odczuć podczas obrad Kongresu Wiedeńskiego w 1815 r. gdzie zebrało się ok. 100 królów, książąt i czołowych polityków europejskich by decydować o kształcie Europy po upadku Napoleona; można powiedzieć, iż Watykan nie miał nic do powiedzenia w podjętych decyzjach, a jedną pociechą była zgoda na odbudowanie w okrojonych granicach Państwa Papieskiego.
Kres jego istnieniu położyła narodowa rewolucja włoska mająca na celu zjednoczenie Włoch i gdy w 1861 r. ogłoszono powstanie Królestwa Włoch, Rzym ogłoszono jego stolicą, choć jeszcze 10 lat pozostał on pod zarządem papieża, co zakończyło się zajęciem miasta w 1871 r. przez wojska króla Wiktora Emanuela II. W Pakcie Gwarancyjnym rząd włoski zapewnił papieżowi osobistą nietykalność i posiadanie Watykanu oraz niektórych budowli w Rzymie i okolicach (pałac na Lateranie, Castel Gandolfo). Tak polityczne znaczenie papiestwa zostało praktycznie skasowane, co jednak wyszło Kościołowi długoterminowo „na zdrowie”, bo odrywając się od polityki, mógł skupić się na swej właściwej misji, czyli krzewieniu wiary.
Było to tym bardziej naglące, iż Europę XIX w. zalewać zaczęły kolejne fale ateizmu mające swe korzenie w kulcie Najwyższej Istoty z czasów Rewolucji Francuskiej, dominując nad wieloma prądami filozoficznymi.
Ateistyczno-materialistyczne filozofie połączone z upojeniem postępem naukowo-technicznym i z tym związanymi zmianami w życiu społecznym okazały się groźnym wrogiem dla chrześcijaństwa, a Kościoła szczególnie. Powszechne stało się odrzucanie religii jako zabobonu a A. Comte uważał, że ze względów praktycznych należy je zastąpić „humanistyczną religią ludzkości”, proponując powstanie Kultu Ludzkości.
Oprócz ateizmu to wtedy pojawiły się jego odnogi jak pozytywizm, pragmatyzm i ewolucjonizm, który stał się potem naukową podstawą rasizmu i eugeniki. Kościół stanął więc przed potężnymi wyzwaniami.
Kościół jednak to nie tylko instytucja, hierarchia i papieże, ale dynamiczny, żywy organizm, co pokazała powtórna ekspansja misjonarzy na tereny, które wydawały się już stracone dla chrześcijaństwa po latach. Przyszła pora na reewangelizację terenów, gdzie kilka wieków wcześniej katoliccy misjonarze stawiali pierwsze kroki, głosząc narodom Azji Dobrą Nowinę. Tak więc powrócono na obszary Chin i tym razem zauważono, iż by osiągnąć większe sukcesy, należy oprócz nawracania, wyświęcić na kapłanów samych Chińczyków. Mimo, że prześladowania Kościoła nasilały się i słabły, zwiększała się liczba wiernych, choć nieraz ich aktywność musiał dosłownie schodzić do podziemia, zaś podobnie jak w pierwszych wiekach istnienia chrześcijaństwa, krew męczenników za wiarę powodowała rozrost Kościoła. W pobliskim Wietnamie, misjonarze z Zachodu zdołali wyświęcić rdzennych mieszkańców, co owocowało liczbowym wzrostem, przy czym jak i w innych częściach terenów misyjnych Azji, nie obyło się w połowie XIX w. bez krwawych prześladowań. Podobny schemat narodzin katolickich gmin miał miejsce w Korei, gdzie po pierwszej fali prześladowań w latach 1801-14 gdy zamordowano ok. 300 katolików, mimo powtarzających się co kilkanaście lat pogromów liczba wiernych stopniowo wzrastała (był to faktycznie kościół podziemny, liczący w połowie XIX w. około 10 tysięcy wiernych).
Przełom XIX i XX wieku w Kościele był znaczący z powodu wspaniałego pontyfikatu Leona XIII, autora 86 encyklik, które trzymając się Tradycji Kościoła i jego nauczania odnosiły się do wielu współczesnych kwestii, będąc formułowane w sposób zrozumiały dla laików, co pomogło nawiązać szerszy dialog ze światem mającym kłopoty by zrozumieć przesłanie Ewangelii. Ważne sprawy poruszane przez papieża w encyklikach dotyczyły krytyki ideologii socjalistyczno-komunistycznej, nihilistów, tematyki małżeństwa, wpływów masonerii, zakresu władzy duchowej i świeckiej. Najbardziej znana jest chyba Rerum novarum, zawierająca podstawy katolickiej nauki społecznej, w której nakreślił program współpracy kapitału i robotników dla dobra wspólnego, co było istotne wobec ideologi odwołujących się do rewolucji. Drogą dyplomatyczną doprowadził do zaniechania antykatolickiej polityki Kulturkamfu w Niemczech, umocnił prestiż biskupa Rzymu w sferze duchowej; w 1883 r. otworzył część zbiorów Tajnego Archiwum by uciąć spekulacje nt wielu rzekomo skrywanych przez Watykan tajemnic. Dokonaniem papieża jest ustanowienie uroczystości Świętej Rodziny i poświęcenie rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu Jezusa oraz ułożenie modlitwy do Michała Archanioła, jako obrońcy Kościoła przed atakami szatana. Podczas swego długiego pontyfikatu kreował 147 kardynałów, wielu z krajów gdzie nie było ich do tej pory, powołał 248 biskupów rozszerzając przez to ewangelizację na terenach pozaeuropejskich. Kościół pod jego rządami umocnił swą pozycję nie tylko w dziedzinie duchowej ale i na arenie polityki światowej.
Prezentując sytuację Kościoła wchodzącego w XX w. zacytuję najlepiej prof. Roszkowskiego: „Na początku XX w. Kościół był obecny w prawie wszystkich krajach świata; w 1900 r. ludność świata liczyła ok. 1.7 mld z czego katolików było ok. 267 mln. Katolicyzm rozprzestrzeniał się za sprawą misjonarzy i osadników z krajów europejskich, w dziele misyjnym największą rolę odegrali Francuzi, Hiszpanie, Irlandczycy, Włosi i Portugalczycy. Tolerancja religijna pozwoliła także na wzrost Kościoła w koloniach imperium brytyjskiego i na terenie całej Ameryki Południowej. Pomimo wielu prześladowań Kościół zakorzenił się również na dobre w Chinach, Japonii i Korei, natomiast bardzo energiczny wzrost odnotowano na terenie Afryki, z wyjątkiem oczywiście północnej części, gdzie panował islam”. W tym czasie pojawiły się wyzwania wobec wiary, z ideologiami opartymi na ateizmie, który wprowadził „racjonalizm”, z jego zaufaniem do rozumu i przekonaniem o nadrzędności wraz z nauką, nad wiarą, co zaczęło prowadzić ku kwestionowaniu boskości i istnieniu Chrystusa oraz „racjonalności” Pisma Świętego.
Proces negowania wiarygodności Ewangelii zaczął w XVIII w. Hermann Reimarus, usiłując oddzielić przekaz ewangelistów od tego co Pan Jezus mówił i robił, rozróżniając Chrystusa wiary i historycznego, a wg niego oba te wymiary były ze sobą sprzeczne, przy okazji wykluczając zmartwychwstanie. Racjonaliści poszli dalej, w ogóle zaprzeczając istnieniu Chrystusa, uważając Go za „mit astralny”, „teorię mitologiczną” i tym podobne postacie mityczne, opierają swe teorie na błędnym datowaniu Ewangelii i innych pism oraz dowolnych interpretacjach różnych legend, które wsparto teoriami socjologicznymi.
Z czasem usiłowania te uległy modyfikacji i zamiast nie dającej się obronić negacji istnienia Chrystusa historycznego, zaczęto wymyślać uzasadnienia o tym, że rozwinął w sobie jako człowiek godność mesjańską, a Alber Schweitzer twierdził, iż „Jezus był reprezentantem nurtów apokaliptycznych w myśli żydowskiej”. Z różnych pozycji poddano też krytyce Pismo Święte przez teorię „form literackich”, deformując historię powstania Ewangelii i niekonsekwencje logiczne oraz kwestionowanie relacji naocznych świadków życia Pana Jezusa oraz apostołów. Tak więc Kościół musiał podjąć wyzwanie i rozwinąć apologetykę, czyli obronę prawd wiary, tym bardziej, że na horyzoncie majaczyło nowego rodzaju niebezpieczeństwo, jakim był modernizm. Ale o tym jak Kościół i nowy papież Pius X z nim się zmierzyli opowiem w już kolejnym odcinku…
