Moje recenzje: Janusz Szewczak – „Banksterzy”

Man in a suit foreground beside a large hardcover book titled 'Banksterzy' with a money-and-hands illustration on the cover.

Książka Janusza Szewczaka, której przeczytanie chcę Państwu zarekomendować nie jest dziełem nowym, bo wydana została 10 lat temu (Wydawnictwo „Biały Kruk”) i ma podtytuł ”Kulisy globalnej zmowy”, co dobrze oddaje treść tego o czym autor w niej pisze. Mimo upływu czasu nie zdezaktualizowała się, a tzw. samo życie dopisać by mogło niewiele. Jak zwykle na początku, konieczne jest przedstawić choć pokrótce postać autora co niniejszym czynię (cytuję fragmenty noty biograficznej za okładką): „Janusz Szewczak to prawnik, analityk gospodarczy, publicysta ekonomiczny, autor i współautor kilku książek, specjalista z zakresu finansów, bankowości i makroekonomii. W latach 1977-99 był pracownikiem naukowym i wykładowcą Prawa Finansowego na Wydziale Prawa i Administracji UW; wykładał też w Wyższej Szkole Ekonomiczno-Informatycznej w Warszawie. Był autorem ekspertyz i opinii Sejmowych Komisji Śledczych ds. Nieprawidłowości w Procesie Prywatyzacji Sektora Bankowego w Polsce. Poseł kilku kadencji z ramienia PiS (pełnił funkcję szefa Podkomisji ds. Instytucji Finansowych)”.

Jak we wstępie do książki Maciej Pawlicki pisze, że: „Motorem bankowych przekrętów i spekulacji jest monstrualna chciwość, która stała się religią XXI wieku, wprzęgając do swego rydwanu ideologie, pseudo-etykę, kulturę, media, systemy polityczne, organizacje ponadnarodowe, rządy państw. Upiorna ośmiornica bankowej chciwości osiągnęła taką potęgę w tych wszystkich sferach, że nie jest dziś hamowana już prawie niczym, bez wahania pożerając swego bezbronnego żywiciela, czyli nas wszystkich.(…) Przerażające jest, iż ta chciwość, wyzuta z jakichkolwiek norm etycznych tak straszliwie skorumpowała świat mediów, polityki i kultury że praktycznie zablokowała publiczną debatę. Młodzi ludzie wchodząc w dorosłość nie rozumieją i nie chcą wiedzieć, iż gigantyczne neoliberalne kłamstwo to przynęta, za pomocą której wabieni są w bezdenną przepaść ukrytego niewolnictwa.(…) Janusz Szewczak jako pierwszy w Polsce tak dobitnie zdefiniował totalnie destrukcyjny wpływ bankowego molocha na naszą cywilizację, opisując globalne mechanizmy (nie omijające oczywiście Polski), dramatycznie ostrzegając przed nadchodzącą katastrofą”.

J. Szewczak zaczyna od krótkiego rysu historycznego powstania bankowości (proszę nie mylić tego z emisją pieniądza), której początki sięgają starożytnego Babilonu (VI wiek przed Chrystusem) i to właśnie wtedy by przetrwać niewolę, Żydzi usiłowali utworzyć coś podobnego do dzisiejszych banków. Następnie idea rozszerzyła się na Egipt czasu Ptolemeuszy, greckie państwa-miasta i następnie Cesarstwo Rzymskie, po upadku którego dopiero 800 lat potem miasta włoskie (prekursorem była Wenecja) „odkryły” kredyt i bankowość (ok. 1200 r. banki pojawiły się w Damaszku i 200 lat później w Barcelonie). Już od samego początku miały miejsce dobrze nam znane malwersacje i nadużycia, które w poł. XIV w. we Włoszech stały się taką plagą, iż władze miejskie ograniczyły działalność banków żądając dostępu do ksiąg rachunkowych oraz zobowiązując je do trzymania rezerw w monetach złotych i srebrnych. Wenecja powołała coś na kształt banku centralnego, który nie udzielał żadnych kredytów a tylko przechowywał pieniądze i zarabiał na ich wymianie czy pośrednictwu między klientami. Rynek bankowy od czasów renesansu zdominowały wielkie klany żydowskich bankierów jak Rothschild, Morgan, Warburg, Van der Bild, Goldmann, Sachs i inni, którzy stali się bankierami panujących, promotorami wojen i pokojów, zarabiając na klęskach głodu i latach urodzaju, będąc animatorami zmian politycznych. To bankierskie rody wynosiły na tron i obalały dynastie i już w XVI w. określono ich jako „nienasyconych żarłoków i niegodziwców”, którymi gardzono jednak bez nich nie mogąc się obejść.

Na samym początku model bankowości przybierał różne formy, np. jeden włoski bank nie przyjmował lokat i nie udzielał kredytów, inny w Amsterdami przyjmował tylko depozyty bez udzielania kredytów (zarabiały na opłatach za swe usługi), ale były to raczej wyjątki. Zakładane już w XVII w. banki zarządzały najpierw wekslami skarbowymi (wymyślony przez Żydów wygnanych z Hiszpani, papier gwarantujący zwrot długu lub otrzymanie pieniędzy) a potem pieniądzem papierowym i zaczęły stopniowo przechodzić do klasycznych metod bankowości, tj. czerpania zysków z odestek od pieniędzy kreowanych faktycznie z niczego. Jako pierwszy na świecie bank centralny, Bank of England upowszechnił bankowość opartą na systemie rezerwy cząstkowej co błyskawicznie się rozprzestrzeniło tworząc praktykę lichwiarskich odsetek jako sposobu uzyskiwania korzyści z udzielanych pożyczek. Jednak dopiero kreowanie kredytu i związane z tym przywileje wprowadziły w pełni współczesny model bankowości, który rozwinął się w pełni w XVIII i XIX wieku, prowadząc do emisji przez banki pieniądza papierowego, biletów bankowych i banknotów.
Janusz Szewczak pisząc o dominacji banksterów nad światem cytuje Song Hongbing’a (autora „Wojny o pieniądz”): „Elity kapitału finansowego mają długoterminowy plan realizacji ostatecznego celu, jakim jest kontrola nad światem i ustanowienie jednego systemu finansowego. Ma być to nadzorowane przez małą grupę będącą w stanie rządzić strukturami politycznymi i gospodarką światową, a kontrolowane na wzór feudalnego autokratyzmu, zarządzanego przez bankierów banków centralnych, sterowanych przez „Szefa szefów”, czyli Bank for International Settlements w Bazylei (uzgodnienia osiąga się w trakcie tajnych konferencji). Jak wiadomo banki centralne przez pełną kontrolę nad pożyczkami dla struktur państwa, sterowanie kursami walut i wpływem na aktywność gospodarczą, egzekwują faktyczny nadzór nad rządami tych państw”. Jak zauważa J. Szewczak, ta bankowa ośmiornica skutecznie oplotła mackami liczne państwa i instytucje, a bankowi magnaci przez kontrolę nad emisją pieniądza, kreacją kredytu i długu, żywiąc się każdym kryzysem stają się prawdziwymi panami ludzkości.

Autor zauważa, że: „Banki znakomicie, na wielką skalę i bezkarnie opanowały zdolność posługiwania się kredytem oraz długiem i nowymi toksycznymi produktami bankowymi, wykorzystując je bez skrupułów a także używając każdej okazji, by coraz częściej obracać ową destrukcyjną siłę pieniądza przeciw państwom jak również ich obywatelom. (…) To właśnie z tzw. inżynierii finansowej oraz nowych destrukcyjnych instrumentów i produktów bankowo-finansowych a także powszechnej, coraz bardziej spekulacji, politycy razem ze światową finansjerą uczynili nową religię – najbardziej niebezpieczną i bezwzględną, a przy tym niezmiernie skuteczną w pozyskiwaniu nowych wyznawców. Jednak dziś ten świecki „kościół mamony”, spekulacji i monstrualnych długów traci powoli zaufanie swych wyznawców, którzy traktowali go ze skrajną naiwnością, sądząc, iż przyszłość na kredyt będzie lepsza. (…) Manipulując długiem, kredytem i emisją pieniędzy wielkie banki przejęły pełną kontrolę nad światem, jego dobrami materialnymi oraz jego losem. Groźna zwłaszcza okazuje się być kontrola naszej przyszłości, która stała się w dużej części zaledwie elektronicznym zapisem na koncie bankowym, zależnym od kliknięcia w komputerze”.

J. Szewczak przypomina zapomniany fakt, który zwykle umyka naszej uwadze, że tak naprawdę banki nic nie tworzą ani nie produkują, z wyjątkiem… owych pieniędzy kreowanych z niczego i wpuszczanych w system finansowy, gdzie następnie sztuczne długi i gigantyczne zyski wpływają całkiem realnie na procesy gospodarcze na całym świecie. Lecz wszak bankierzy to nie idioci, bo emitując wirtualne wartości i toksyczne produkty finansowe przejmują skutecznie to co ma faktyczną wartość: ziemie, lasy, wody, surowce, żywność i siłę roboczą. Przyczyna tego jest prosta: bo może się wkrótce okazać, iż ten światowy bankowy przekręt w końcu runie i liczyć się będą konkretne a nie wirtualne aktywa, gdy nasza bankowo-finansowa rzeczywistość oparta jest na fatamorganie i zaklęciach alchemików. Bo jak inaczej nazwać to, że banki posiadają szacunkowo ok. 5% wartości obracanych przez nich funduszy, kreując oraz operując wirtualnym pieniądzem , ale czerpiąc konkretne zyski od nas wszystkich. Krótko mówiąc, nasze pieniądze pożyczają innym jako własne, które wracają do nich w formie zysku, a następnie wierzyciele otrzymują ewidentnie nędzny zwrot i tak się kręci cały bankowy biznes.

Na dobrą sprawę do końca nie jest jasna jakaś fundamentalna przyczyna (poza ogólnie powtarzanymi) bankowo-finansowego krachu z 2008 r. lecz z pewnością sytuacja do tego prowadząca niewiele się różni od stanu obecnego, tj. zwiększających się nadwyżek wirtualnego, gorącego pieniądza z którym „trzeba coś zrobić, bo jak leży to nie przynosi nam zysku”. Stąd biorą się poszukiwania coraz nowszych sposobów nie tylko inwestowania, ale wręcz upychania i lokowania wirtualnych nadwyżek na rynkach kapitałowych, stosując wymyślne i dwuznaczne instrumenty oraz produkty, które od kilkunastu lat są codziennością (instrumenty pochodne, derywaty, swapy, opcje, nagła krótka sprzedaż, sekurytyzacja, kontrakty terminowe itd.). Im więcej tego długu w gospodarce, opartego na wirtualnych zasobach bankowych i emisji bonów skarbowych banków centralnych, tym ich jakość (faktyczna wartość) jest coraz gorsza.

Jak zauważa Janusz Szewczak: „Pompowanie dalej tego bankowego balona musi się skończyć głośnym, światowym hukiem. Iluzja, że skutki ryzyka kredytowego nie dotyczą banków i ich zysków, jest płonna.
Ekspansja kredytowa i wymyślne produkty bankowe stały się obecnie zabójczym dopalaczem w wyścigu o jeszcze większe zyski. Dopalaczem, który może zabić i na który nie ma odtrutki”. Chcę zwrócić uwagę, że tę diagnozę postawił autor 10 lat temu i w międzyczasie dmuchanie monstrualnej bańki inwestycyjnej trwało nieustannie, a obecnie większość poważnych analityków nie zastanawia się czy nastąpi potężne „boom” i uważa to za sprawę przesądzoną, spekulując tylko kiedy to nastąpi (większość stawia na ten rok)
J. Szewczak zwraca uwagę, że już od wielu lat wielkie banki, także inwestycyjne, mają mało wspólnego z tradycyjnym pojęciem bankowości i nikomu nie sprawia trudności rozszyfrowanie zbitki na lini bankier –gangster i powstanie słowa „bankster”, odczytywanego w wiadomym kontekście. Trudno się temu dziwić kiedy kult pieniądza i władzy się wręcz ich opętańczą misją, zaś przejrzystość, uczciwość i racjonalność to główni wrogowie, których należy bezwzględnie eliminować. Ci „inżynierowie finansowi” naszej przyszłości czekają na to co nazwał po imieniu David Rockefeller w 1991 r.: „Znajdujemy się na pograniczu globalnej przemiany. Wszystko, czego potrzebujemy to odpowiedni kryzys, a narody zaakceptują Nowy Porządek Świata”. Wydaje się, że jesteśmy niedaleko od spełnienia tego marzenia, gdy popatrzy się na otaczającą nas rzeczywistość, szczególnie w przypadku nadejścia wprowadzenia na skalę masową walut cyfrowych (gotówka będzie pełnić tylko rolę symboliczną, by zamknąć usta protestującym), do czego banki centralne potrzebują tylko wygodnego pretekstu.

Jak pisze J. Szewczak: „Dziś żaden bankowiec nie udaje, iż liczy się profesjonalizm, zaufanie, wiarygodność i rzetelność, nie mówiąc o starej, a pewnie obecnie wstydliwej regule uczciwości i słowności, które zniknęły ze słownictwa bankierów. Skoro zaś złych, bezwzględnych i podstępnych się premiuje, bo „mają rezultaty” to nie warto być dobrym oraz uczciwym. Nowe patologiczne operacje w sektorze wielkich banków oraz gigantów inwestycyjnych dostały informatycznego turbodoładowania a komunikacja cyfrowa, handel szybkich częstotliwości czy algorytmy umożliwiły działania, które były wcześniej nie do pomyślenia. Dziś są one używane powszechnie do kreowania niebotycznych zysków a krótkotrwałe inwestycje spekulacyjne tworzą globalną niestabilność, dewastując realne gospodarki na całym świecie. (…) Sposoby zniewolenia zwykłych ludzi jak i całych państw nigdy nie były tak szybko stosowane, w takiej skali jak obecnie, co się dokonuje przez akcje i produkty bankowe nazwane innowacyjnymi. Kruchość finansowa i bankowa stały się normą a podatność na globalny kryzys znacznie wzrosła zaś globalne spekulacje utrudniają próby regulacji nawet ze strony banków centralnych, które wszak i też nie są bez winy”.

Świat wielkich banków popadł w jakiś obłęd, który nikt nie wie czy da się uleczyć i prawdę mówiąc trudno określić, czy to ludzkość oszalała a elity tak bardzo się zdeprawowały, iż stabilność finansowa znalazła się na krawędzi przepaści (a może jedno i drugie?). Niewątpliwie winne temu są chciwość i wielka bezkarność banksterów, bo banki oderwały się od realnych potrzeb społeczeństw, sprowadzając je tylko do potrzeby posiadania pieniędzy. Dziś „robi się kasę” nie posiadając pieniędzy, spekuluje akcjami i handluje czymś co jeszcze nie istnieje; świat finansów zdominowały tak skomplikowane produkty i instrumenty, że ich nie rozumieją nawet ekonomiści, a co dopiero zwykli ludzie. Czy może dziwić wiara w różne teorie spiskowe, gdy to sam baron Jacob Rothschild lata temu stwierdził: „Dajcie mi prawo kreowania pieniądza, a nie będę dbał o to, kto sprawuje władzę” oraz „Najprostsza droga do zniewolenia narodu wiedzie poprzez zawładnięcie jego kredytem”.

Jak wskazuje J. Szewczak potężne banki (bo „maluchy”się z układów eliminuje) przekształciły się w rodzaj ogromnego kartelu, który nie zna żadnych reguł byle tylko osiągnąć niebotyczne zyski. Przez niejawne ustalanie kursów walutowych oraz wiedzę w jakim kierunku zmierzają trendy kupno-sprzedaż, dokonują praktycznie bez ryzyka doskonałych interesów, bo wszak to oni tym wszystkim zarządzają i tylko naiwni mogą wierzyć w jakieś „siły rynkowe”. Gdy się patrzy na olbrzymie zmiany cen np. bitcoin’a (który jest wg mnie czystym narzędziem spekulacyjnym) ale i metali szlachetnych, usiłując je uzasadnić jakimiś wydumanymi i nieracjonalnymi argumentami, którymi się karmi drobnych inwestorów, łykających to jak „głodne pelikany”, można się tylko domyśleć jakiego rzędu profity są robione na tych operacjach. Jak pisze autor: „Te globalne zagrywki bankowych oszustów rozrosły się do takich rozmiarów, iż nikt naprawdę nie wie, jak wielka jest pula tych machinacji”. I na razie króluje tu jedna metoda: byle do jutra…

W rozdziale „Bankowe kasyno zawsze wygrywa” J. Szewczak zauważa: „Coraz częściej pojawia się w związku z tym pytanie, czy to właśnie wielkie banki oraz fundusze inwestycyjne posłużą nie tylko do ograbienia ludzkości z resztek własności i wolności, ale umożliwią też ustanowienie nowego podziału światowego bogactwa i władzy?”. Niestety wygląda na to, że wszystko zmierza w tym kierunku, choć wielką niewiadomą jest tutaj pozycja Chin, jako głównego oponenta finansowej hegemonii USA, stąd pewnie nie obejdzie się bez globalnego starcia. Niezależnie jednak od rozwoju sytuacji wiadomo, kto będzie największym przegranym, a mianowicie zwykli obywatele wszystkich państw świata bo jak zawsze elity finansowe nigdy nie tracą. I trzeba się przygotować, iż wkrótce czeka nas finansowy przekręt stulecia.

+ posts

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *