Polska w Unii Europejskiej: Bilans zysków i strat

Polska w Unii Europejskiej: Bilans zysków i strat

Członkostwo Polski w Unii Europejskiej: Bilans zysków i strat

Część I

Polska wstąpiła do Unii Europejskiej 1 maja 2004 roku. Od tego czasu nasze członkostwo stało się przedmiotem ożywionych debat, z argumentami zarówno za, jak i przeciw. Niniejsza analiza ma na celu przedstawienie obiektywnego bilansu korzyści i strat przynależności Polski do Wspólnoty. Przed bardziej szczegółową analizą warto przyjrzeć się ogólnym i globalnym trendom związanym z Unią Europejską, ponieważ szczegółowe dane będą je jedynie potwierdzały.

W tym miejscu przytoczę najważniejsze wnioski z wywiadu, jakiego udzielił profesor Tomasz Grzegorz Grosse serwisowi Fdronda.pl, w którym ostrzega on przed centralizacją i federalizacją Unii Europejskiej.

Zagrożenia rozpadu Unii Europejskiej

Zdaniem prominentnego polskiego socjologa, politologa i historyka, prof. Tomasza Grosse, procesy centralizacji i federalizacji Unii Europejskiej mogą paradoksalnie doprowadzić do wzmocnienia tendencji dezintegracyjnych w ramach całego projektu europejskiego. Naukowiec podkreśla, że dążenie instytucji unijnych do poszerzania swoich kompetencji kosztem suwerenności państw członkowskich, może wywołać poważne napięcia i ruchy odśrodkowe, zagrażając stabilności i spójności Unii Europejskiej.

W obszernej rozmowie z portalem Fronda.pl, prof. Grosse szczegółowo omawia kluczowe czynniki, które w ostatnich latach przyspieszyły procesy federalizacji UE. Wśród nich wymienia m.in. zgodę wszystkich państw członkowskich na emisję znacznie większego długu europejskiego, gwarantowanego przez cały blok, a także plany wprowadzenia nowych unijnych podatków. Zdaniem eksperta to poważne kroki w kierunku tego, co niektórzy badacze określają mianem “momentu hamiltonowskiego” w historii integracji europejskiej.

Równie istotnym elementem wzmacniania tendencji federalistycznych jest zdaniem eksperta, spór wokół zasady supremacji prawa unijnego nad krajowym, w tym konstytucyjnym. Naukowiec zauważa, że instytucje europejskie, a zwłaszcza Trybunał Sprawiedliwości UE, wkraczają coraz śmielej w obszary dotychczas zarezerwowane dla kompetencji narodowych, jak choćby organizacja wymiaru sprawiedliwości w poszczególnych państwach członkowskich. Prowadzi to do poważnych napięć z trybunałami konstytucyjnymi krajów, które w oczywisty sposób bronią swojej podmiotowości i suwerenności.

W opinii prof. Grosse, reakcja środowisk intelektualnych w Niemczech, które są bardzo krytyczne wobec centralizacji władzy na poziomie unijnym, może stanowić istotny mechanizm bezpieczeństwa dla władz w Berlinie. Elity niemieckie zdają sobie bowiem sprawę, że jeśli ten proces wymknie się spod kontroli, może zagrozić fundamentom demokracji i suwerenności także ich kraju. Dlatego Niemcy, mimo iż do tej pory czerpały korzyści z centralizacji Europy, którą mogli w dużej mierze kontrolować, teraz zaczynają wykazywać pewne obawy przed radykalnymi zmianami ustrojowymi w UE.

Według profesora działania polskiego Trybunału Konstytucyjnego, który wielokrotnie stawał w obronie Konstytucji RP przed zamachami na suwerenność naszego kraju ze strony instytucji unijnych, wpisują się w ten nurt obrony Europy przed niebezpiecznymi trendami federalistycznymi. Naukowiec podkreśla, że centralizacja władzy w UE bynajmniej nie gwarantuje skuteczniejszego rozwiązywania kryzysów, a wręcz przeciwnie – prowadzi do narastania napięć i konfliktów.

Profesor Grosse jest przekonany, że powrót do większej elastyczności, decentralizacji oraz poszanowania demokracji narodowych, jest obecnie jedyną drogą do uratowania całego projektu integracji europejskiej przed groźbą głębokiego kryzysu. W tym kontekście polityka rządu polskiego oraz działania Trybunału Konstytucyjnego, powinny mieć na celu przede wszystkim obronę suwerenności kraju. W ten sposób działania te są proeuropejskie, gdyż przeciwstawiają się tendencjom, które mogą doprowadzić nawet do rozpadu UE.

Według eksperta, teoretycznie Niemcy mogłyby skorzystać na pogłębieniu centralizacji, gdyż jako największe państwo członkowskie mieliby szansę na umocnienie swojej dominującej pozycji w Unii Europejskiej. Grosse zauważa jednak, że niemieckie elity doskonale zdają sobie sprawę, iż ten proces może wykroczyć poza ich kontrolę, zmuszając Berlin do obrony własnej konstytucji i demokracji. Dlatego też świadomi Niemcy, pomimo że dotychczas sprzyjali centralizacji, teraz zaczynają też bronić uprawnień państw członkowskich.

Podsumowując, zdaniem prof. Tomasza Grzegorza Grossego, dążenia instytucji unijnych do coraz dalej idącej federalizacji Europy niosą ze sobą poważne ryzyko rozpadu całego projektu europejskiego. Dlatego kluczowe jest, aby państwa członkowskie, takie jak Polska, stanowczo broniły swojej suwerenności i demokracji, w obliczu coraz śmielszych prób ograniczania ich kompetencji przez Brukselę.

Kto rzeczywiście zyskał na wprowadzeniu strefy euro?

Od momentu wprowadzenia wspólnej waluty euro w 1999 roku, kwestia, kto najbardziej na niej skorzystał, budzi wiele kontrowersji. Choć oficjalna narracja głosi, że euro przyniosło korzyści całej Unii Europejskiej, analiza rzeczywistych danych gospodarczych maluje znacznie bardziej skomplikowany, a właściwie… jednorodny obraz.

Zdaniem wielu ekspertów, głównym beneficjentem wprowadzenia strefy euro okazały się Niemcy. Jako silna gospodarka z wysoką konkurencyjnością, Niemcy zyskały możliwość korzystania z relatywnie słabszego kursu euro, co w pierwszej kolejności dało im znaczącą przewagę eksportową nad innymi krajami Unii Europejskiej.

Dane pokazują, że w latach 1999-2019 nadwyżka handlowa Niemiec wzrosła z 69 mld euro do 264 mld euro. Jednocześnie kraje takie jak Grecja, Hiszpania, Portugalia czy Włochy pogrążyły się w długotrwałych kryzysach i wpadały w rosnące spirale zadłużeń, w efekcie czego zmuszone były do wprowadzania bolesnych reform oszczędnościowych.

Ekonomiści zwracają też uwagę, że Niemcy wykorzystały ujednolicenie warunków monetarnych w strefie euro do zintensyfikowania swojej ekspansji eksportowej. Przełożyło się to na ogromne zyski niemieckich firm, ale jednocześnie pogłębiało nierównowagę handlową i zwiększyło zadłużenie obrzeży strefy euro.

Co więcej, polityka Europejskiego Banku Centralnego, zdominowanego przez niemieckich decydentów, faworyzowała interesy Niemiec, zmuszając kraje peryferyjne do prowadzenia restrykcyjnej polityki fiskalnej. W efekcie – co już stało się oczywiste – to niemiecka gospodarka najbardziej skorzystała na wprowadzeniu euro, podczas gdy gospodarki południowej Europy pogrążyły się w długotrwałej stagnacji.

Analitycy podkreślają także, że to zawyżenie konkurencyjności Niemiec kosztem innych państw członkowskich, było jedną z głównych przyczyn kryzysu strefy euro, który wybuchł w 2010 roku. Choć Unia Europejska podjęła następnie szereg działań naprawczych, to do dziś nie udało się w pełni rozwiązać problemu trwałych nierównowag wewnątrz strefy.

Konkludując, choć oficjalnie uważa się, że wprowadzenie euro przyniosło korzyści całej Unii Europejskiej, to w rzeczywistości to Niemcy stały się największym beneficjentem tej reformy. Skorzystali oni na możliwości wykorzystania swojej silnej pozycji eksportowej, co odbyło się kosztem pogłębienia kryzysu gospodarczego na obrzeżach strefy euro.

Rzekoma walka o praworządność

Jak wszyscy wiemy, Unia Europejska zaczęła bardzo mocno nadużywać pojęcia praworządności do walki politycznej z niewygodnymi sobie rządami, w tym sprawującej przez osiem lat w Polsce rządy koalicji Zjednoczonej Prawicy, z przywódczą rolą Prawa i Sprawiedliwości. Kolejnym „niepokornym” krajem z punktu widzenia eurokratów, stały się Węgry.

Hasło “praworządności” zaczęło być w tym czasie narzędziem w rękach instytucji unijnych i biurokratów do wywierania presji na państwa członkowskie, które nie wpisują się w narrację polityczną Brukseli. Analiza poczynań Unii Europejskiej, a zwłaszcza Trybunału Sprawiedliwości UE, wskazuje, że pojęcie to coraz częściej jest używane w sposób instrumentalny, daleki od jego pierwotnego, konstytucyjnego znaczenia.

Dobitnym przykładem takiego nadużywania “praworządności” jest spór Unii Europejskiej z Polską na tle reformy wymiaru sprawiedliwości przeprowadzonej przez rząd Prawa i Sprawiedliwości. Mimo że zmiany wprowadzone w Polsce w dużej mierze odpowiadają rozwiązaniom funkcjonującym w innych krajach członkowskich, takich jak Hiszpania, to Bruksela i TSUE zajęły wobec nich zdecydowanie krytyczne stanowisko.

Analitycy zwracają uwagę, że kluczowym powodem tak ostrej reakcji Unii Europejskiej nie jest troska o niezawisłość sądów, ale chęć przeciwstawienia się tendencjom, które mogą osłabiać pozycję instytucji unijnych względem państw członkowskich. Reformy polskiego wymiaru sprawiedliwości stanowią bowiem wyzwanie dla koncepcji “europeizacji” prawa, dążącej do podporządkowania sądownictwa narodowego krajów członkowskich jurysdykcji TSUE.

Podobne mechanizmy można zaobserwować w sporze Unii Europejskiej z Węgrami, gdzie krytyka reform przeprowadzanych przez rząd Viktora Orbana również wykracza poza kwestie czysto prawne. Zdaniem niezależnych obserwatorów, Bruksela dąży w istocie do ograniczenia wpływu partii konserwatywnych i narodowych na kształt polityki wewnętrznej państw członkowskich.

Coraz więcej ekspertów ostrzega, że Unia Europejska nadużywa pojęcia praworządności, by prowadzić grę polityczną i wzmacniać własne kompetencje kosztem suwerenności państw członkowskich. W istocie bowiem, to nie tyle troska o wartości konstytucyjne, co chęć narzucenia określonego modelu ustrojowego i ideologicznego, leży u podstaw działań Brukseli. Pytanie, które nasuwa się samo przez się brzmi: jakiego ustroju?

Krytyczny głos w tej sprawie podnosi m.in. profesor Tomasz Grzegorz Grosse, który wskazuje, że dążenie instytucji unijnych do centralizacji władzy i ograniczania kompetencji państw narodowych, stanowi realne zagrożenie dla stabilności i integralności całego projektu europejskiego. W jego opinii, tylko poszanowanie różnorodności rozwiązań ustrojowych w ramach Unii Europejskiej, może uchronić ją przed głębokim kryzysem, a nawet rozpadem.

Jaskrawym przykładem takich działań Brukseli było ogłoszone przez przewodniczącą Komisji Europejskiej, Ursulę von der Leyen, zakończenie wobec Polski procedury art. 7, pomimo że – jak to stwierdził były wiceminister sprawiedliwości, Sebastian Kaleta – „nie zmienił się ani jeden przepis w jakiejkolwiek ustawie”. Warto dodać, że procedura ta trwała łącznie ponad sześć lat. Nie dziwi więc, że nawet pozapolityczni obserwatorzy określają działania Brukseli w kategoriach instrumentalnej walki politycznej i gospodarczej.

Reasumując, rosnące nadużywanie pojęcia “praworządności” przez Unię Europejską, stanowi poważne zagrożenie dla fundamentów demokracji w państwach członkowskich. Zamiast faktycznej troski o wartości konstytucyjne, Bruksela zdaje się prowadzić grę polityczną, mającą na celu narzucenie własnej wizji ładu ustrojowego. Eksperci ostrzegają, że taka praktyka może w efekcie doprowadzić do głębokiego kryzysu całego projektu integracji europejskiej.

 

Mariusz Paszko

Website | + posts

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *