Nie dajmy odebrać sobie piękna i dobra

Nie dajmy odebrać sobie piękna i dobra

Nie dajmy odebrać sobie piękna i dobra

Nie tolerujmy i nie akceptujmy ideologicznej brzydoty i zła

Janusz Szewczak

Dziś tak bardzo brakuje nam we wszystkim piękna – w słowach, myślach i uczuciach, ale też piękna muzyki, architektury, literatury – a więc w sztuce. Podobnie zniknęło piękno z ludzkich zachowań, a nawet ze schludności ludzkiego wyglądu czy stroju. To, co kiedyś bezdyskusyjnie uznawano za piękne, szlachetne, delikatne i uduchowione, współcześnie okrzyknięto kiczowatym. Powszechnie zadomowiło się w to miejsce to, co wulgarne, chamskie, prowokujące, obsceniczne, odpychające, a więc zwyczajnie brzydkie. Jak żyć, gdy wokół nas tyle brzydoty?

Książka „Piękno zdeptane, kult brzydoty” stanowi moją formę protestu przeciwko temu wszechogarniającemu zjawisku, a zarazem jest to ostrzeżenie i prośba o uważne spojrzenie na ten ważny problem. Kiedyś mówiło się do kobiety: „Przecudnego wdzięku i niebiańskiej urody jesteś, pani”, a dziś wystarczy: „Jesteś zarąbista”, a może jeszcze mocniej, dosadniej. Wcale nie tak dawno śpiewało się: „Polecieć chcę z ramion twych wprost do nieba”, a dziś wystarczy: „Chcę być z tobą na chacie”, albo jeszcze wulgarniej, po rapersku: „Weź ją na chatę i zrób z niej szmatę”.

Kult brzydoty dziś wręcz rozkwita, można powiedzieć, że coraz śmielej kroczy środkiem naszej drogi cywilizacyjnej. Zamiast kultury życia i piękna mamy cywilizację śmierci i brzydoty; bez wątpienia śmierć nie jest niczym zachwycającym i pięknym, a życie jak najbardziej tak. Brzydota dziś nas już po prostu oślepia, poraża, paraliżuje ruchy, myśli, wykoślawia ludzkie sumienia. Chamstwo, kłamstwo, wulgarność, agresja i przejaskrawiony kicz są coraz powszechniejsze w użyciu, nawet u bardzo młodych kobiet. Widzieliśmy to przecież nie tak dawno na ulicach Warszawy – hasła, które skandowały, napisy na transparentach, które z agresywną ostentacją trzymały, były wprost obrzydliwe i nielicujące z godnością kobiety. Podobne wulgarne zachowania demonstrują publicznie tzw. celebryci, do których zaliczają się m.in. znani aktorzy, artyści, profesorowie, ludzie mediów, ale też oczywiście politycy. Wprost prześcigają się oni w obscenicznych zachowaniach, wypowiedziach, gestach. To naprawdę absolutny upadek obyczajów.

Można powiedzieć, że żyjemy wręcz w czasach ostatecznych, kiedy nasz Rzym umiera, a wraz z nim cnoty obywatelskie i kanony piękna. Dogorywają przy tej okazji prawda i dobro, które z reguły łączą się z pięknem. Skoro jeden z najwyższych dostojników polskiego państwa mówi dziś do prezydenta Polski, że mu „rura zmięknie”, a o byłym premierze, że ma „pełne gacie”, znaczy to, że rynsztok zastąpił dzisiaj dyplomację, dobre obyczaje i kulturę osobistą. Ten brzydki, a wręcz paskudny język kiedyś marginesu społecznego awansował obecnie do roli języka pseudoelit. Żeby się o tym przekonać, wystarczy posłuchać w Internecie choćby wypowiedzi popularnych aktorów, np. Andrzeja Seweryna czy Krystyny Jandy.

I choć brzydota intelektualna, moralna, ale i ideologiczna depcze w tej chwili wszystko dokoła, to przecież kanony piękna nadal istnieją i wciąż powinny obowiązywać. One nadal są życiowo istotne. Dlatego apeluję w mojej książce, żeby nie dać się oszukać, że piękno zanikło. Choć jest go wszędzie mniej, to jego znaczenie jest niepodważalne. Musimy go bronić i musimy mieć tego świadomość. Niektórzy mawiali, że brzydota to „piekło piękna”. Gdy u Dantego Alighieri w „Boskiej Komedii” nawet piekło było piękne, to u współczesnych twórców, reżyserów nawet raj jest brzydki. Najlepszym tego przykładem są różne sceniczne, pseudoartystyczne przeróbki dzieł klasyków, już nie tylko „Boskiej Komedii”. Tyle na deskach polskich scen wystawianych jest obecnie teatralnych paskudztw w stylu „Klątwy”, że ludzie nieco wrażliwsi estetycznie i moralnie wychodzą z nich po I akcie, nie mogąc wytrwać do antraktu, bo po prostu robi im się niedobrze.

Chociaż dokoła nas coraz więcej tych prześladowców piękna, to absolutnie nie wolno się poddawać, nie wolno akceptować brzydoty w ramach tzw. tolerancji czy też, broń Boże, akceptować jej w związku ze swobodą artystyczną. Jest to bowiem już tak dalece posunięte, że o żadnej artystycznej wypowiedzi mowy być nie może. To jest wręcz paskudna i niezwykle agresywna działalność ideologiczna, która ze sferą twórczości nie ma nic wspólnego. Myślę, że nie wolno dać wydrzeć sobie z serca i umysłu prawa do piękna, do jego podziwiania i promowania. Pięknie ujął to genialny poeta Cyprian Kamil Norwid w swym epokowym dziele „Promethidion”:

„Bo nie jest światło, by pod korcem stało/ Ani sól ziemi do przypraw kuchennych/ Bo piękno na to jest, by zachwycało/ Do pracy – praca, by się zmartwychwstało”.

Jakie to piękne, mądre, głębokie, sensowne i jakże potrzebne słowa.

Tymczasem dzisiaj nie ma już być nawet płci pięknej, bo tyle tych płci natworzono, podobno ponad 50, że nie wiadomo, która jest naprawdę piękna, a która brzydka. Dziś wręcz strach powiedzieć kobiecie, że jest piękna. Robi się niezwykle wiele, by obrzydzić mężczyzn kobietom, a kobiety mężczyznom, także pod względem estetycznym. Coraz brzydsze stają się społeczne kanony piękna i ludzkiej urody. A przecież już starożytni wielce sobie piękno cenili. Platon mówił o nim jakże mądrze:

“To byt spośród wszystkich idei najjaśniejszy i będący przedmiotem najgorętszej miłości, wynosi nad siebie i przenosi nas do innego, wyższego wymiaru”.

Nie byle jakim więc bytem jest owo piękno. Podobno żyjemy nie tylko po to, żeby kiedyś zostać zbawionym i zmartwychwstać, ale żyjemy tu i teraz właśnie dla piękna – pięknej poezji, pięknej miłości, piękna natury, pięknej sztuki, choć niektórzy z pewnością żyją tylko dla pieniędzy, sławy, kariery czy władzy. Ale przecież to właśnie prawdziwe piękno, a nie brzydota, czyni człowieka lepszym, bardziej wrażliwym. Odczuwanie piękna, a nie brzydoty, jest ludzkim przywilejem dającym radość spełnienia. Francuska filozof Simone Weil twierdzi, że istnieje coś jakby wcielenie Boga w świat, a Jego znakiem jest piękno. Bardzo krótka definicja i jakże trafna.

Niestety, tego piękna, które jest płaszczem dobra i zarazem płaszczem prawdy, coraz mniej wokół nas. A jednak ciągle go pragniemy, dostrzegając przy tym wokół nas coraz więcej zła, kłamstwa, bluźnierstw, różnego rodzaju dewiacji i nienormalności, które są cechami konstytutywnymi brzydoty. Odczuwanie piękna i brzydoty to w znacznej mierze kwestia subiektywna, to kwestia osądu, rodzaju smaku, gustu estetycznego, a jednak smaki te i gusta trzeba kształtować, szlifować. Dziś wielu nie chce lub nie potrafi odczuwać bardziej wyrafinowanych doznań i wzruszeń; nie chce smakować piękna. Nie jest im ono do niczego potrzebne. Uznają, że może być byle jak, nawet całkiem brzydko, byle było modnie i wygodnie. Gdy piękno niknie w naszych oczach, to brzydota niewątpliwie tryumfuje.

Na szczęście dla wielu piękno jest jeszcze ważne i potrzebne. Piękną twarz, piękne ludzkie ciało pamiętasz przez kilka dni, miesięcy, może nawet lat, ale piękną duszę i piękny umysł zapamiętasz na całe życie. Tylko jak to piękno wyrażać w dobie kultury wykluczenia, w czasach poprawności politycznej, LGBT, gender, transhumanizmu, neomarksizmu, klimatyzmu, feminizmu, antynatalizmu i innych -izmów, w czasach popularności piosenek rapera Maty, powieści Manueli Gretkowskiej, filmów Agnieszki Holland, słownych deklaracji prof. Hartmana czy aktora Seweryna? Czy możemy jeszcze mówić spokojnie i otwarcie, że coś jest brzydkie albo piękne? Czy piękne jest dlatego, że nam się podoba, czy dlatego nam się podoba, że jest piękne? Czy interesujące może być coś, co jest ewidentnie brzydkie? Jak nazwać ciała wytatuowane wraz z gałkami ocznymi, potężnie dziurawe spodnie, tęczowe fryzury czy na wpół wygolone głowy niczym XVII-wiecznych Kozaków?

Może wszystko to dzieje się dlatego, że jednak brzydsze są dziś ludzkie dusze i sumienia przepełnione brzydkimi myślami, ideami, mową i zachowaniem, karmione brzydką współczesną sztuką… Jakże ohydne są współczesne ideologie promujące śmierć, złorzeczące Bogu, zabijające miłość, przywiązanie, odpowiedzialność, wiarę i cały pozostały kanon chrześcijańskich wartości. Tymczasem prawdziwe piękno jest odbiciem blasku naszej duszy.

Skąd jednak dusza ma czerpać ten blask, skoro mamy żyć tak, jakby Boga nie było? Niestety dzisiaj różne dziwolągi, źli ludzie, fałszywi prorocy, zakłamani do cna ideolodzy, zdemoralizowani twórcy, politycy, artyści serwują nam coraz to nowe formy ateizmu i promują coraz brzydsze wzorce do naśladowania; wszelkimi sposobami lansują antywartości.

Piękno jest dziś niewątpliwie wyszydzane i wyśmiewane, gdy codziennie złorzeczy się Bogu, gorszy maluczkich, profanuje i plugawi polski mundur i honor, odziera się z godności kobietę i matkę, pozbawia szacunku starszych i chorych, uśmierca bezbronnych. Ten bezmiar zła na scenach, w mediach, na uniwersytetach, na przeróżnych politycznych forach to przecież ewidentny wyraz brzydoty i głupoty. Ci podobno piękni – najczęściej wytatuowani, dziwacznie umalowani i ubrani (nierzadko skąpo) – celebryci i celebrytki, którzy zasiedlają każdą z tych dziedzin życia, mają często brzydkie dusze i takież umysły i sumienia. To z ich pomocą narzuca się nam coraz bardziej obrzydliwe kanony sztuki i kultury. Inicjatywa jest dziś niewątpliwie w rękach brzydul i brzydali, ci prawdziwie jeszcze piękni mają siedzieć cicho i nie protestować, mają podziwiać głupców, beztalencia, bluźnierców i tych bardzo mocno zaburzonych.

Nowocześni Europejczycy czyniący nieodwracalne szkody etyczne i estetyczne każą nam kochać brzydotę. A przecież, jak mawiał Immanuel Kant, z pokrzywionego drzewa człowieczeństwa nie da się wyciosać nic prostego.

Wielki intelektualista i święty – Jan Paweł II ostrzegał przed wielkim relatywizmem etycznym i estetycznym ludzi współczesnych. Przypominał nam, że piękno jest naszym powołaniem otrzymanym od Boga; tak też mówił do artystów. Piękno jest zatem powołaniem od Boga, a nie od jakiejś sztucznej inteligencji. Jak porównywać przyklejonego do ściany banana w galerii w Nowym Jorku z obrazami Botticellego czy Siemiradzkiego, rzeźby Michała Anioła z pisuarami wystawionymi w galerii sztuki czy z dmuchanymi waginami w warszawskim Teatrze Dramatycznym?…

Mimo wszystko musimy odnajdywać ową via pulchritudinis, czyli drogę piękna. Papież Benedykt XVI mówił wszak, że „Życie jest poszukiwaniem prawdy i dobra, ale też i piękna”. Brzydota deformuje, wykoślawia, wyszydza, uczy pogardy, nienawiści, demoralizuje i najczęściej skrajnie ogłupia. Piękno natomiast jest niewątpliwie drogą ku Bogu. To, co On stworzył, było piękne, bo było dobre. Bóg stworzył życie, a cóż jest piękniejszego od nowego życia?

Obróciło się koło Historii. Chwieje się nasza zachodnia cywilizacja, zanikają kody kulturowe, rozszerza się pandemia grzechu i brzydoty. Mimo to nie dajmy odebrać sobie prawa do przeżywania i podziwiania piękna, nie tolerujmy i nie akceptujmy ideologicznej brzydoty. Warto piękno przeżywać i celebrować. Warto być urzeczonym i oczarowanym. Warto być zakochanym w czymś lub kimś, bo piękno ma kształt miłości.

 

Ten artykuł został oryginalnie opublikowany w piśmie “Wpis. Wiara, Patriotyzm i Sztuka” z kwietna 2024 roku.

https://e-wpis.pl/

Website | + posts

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *