W szponach stalinowskich oprawców

W szponach stalinowskich oprawców.
Więźniarki Polityczne Stalinizmu po amnestii 1958 r.

W szponach stalinowskich oprawców

Fragment książki „Null and Void” na podstawie życiorysu Haliny Zwinogrodzkiej

Tłumaczenie z języka anielskiego

Pewnego ranka w lutym 1947 roku nagły huk zamykanych wrót w sąsiednich celach zaniepokoił Halinę. Temu hałasowi towarzyszyło nietypowe zamieszanie. Więźniowie wywoływani po swoich więziennych numerach byli gromadzeni w korytarzu.

Nerwowość granicząca z paniką ogarnęła Halinę. Wkrótce krata do jej celi się otworzyła i kilka numerów zostało wywołanych; wśród nich był numer Haliny. Nakazano jej zabrać wszystkie swoje rzeczy i ustawić się w kolejce w korytarzu. Ogarnął ją lęk i niepewność. Trzymając kurczowo swój skromny dobytek, opuściła celę, drżąc z przerażenia. Zostawiała za sobą drogie przyjaciółki i życzliwe otoczenie, które dawało jej pewne poczucie spokoju. Bez żadnego wyjaśnienia i bez czasu na pożegnanie, konwój wyselekcjonowanych więźniów opuścił Ogólniak.

Na zewnątrz więźniowie zostali załadowani do dobrze strzeżonych furgonetek i wywiezieni w nieznane. Podróż trwała kilka godzin. Cała grupa została rozładowana w Fordonie, małym miasteczku na północ od Warszawy, niedaleko Bydgoszczy. Przed nimi rozciągał się ponury kompleks więzienny, który złowieszczo wznosił się nad szerokimi brzegami leniwej Wisły.

Skazana na dożywocie Halina wiedziała, że będzie traktowana jako jedna z najniebezpieczniejszych więźniarek. Jej kara śmierci zamieniona na dożywocie umieściła ją w kategorii więźniów najgorzej traktowanych, którzy nie mieli żadnych perspektyw na zwolnienie czy amnestię. Tak więc, więzienie, które rozciągało się przed jej oczyma mogło być jej nowym domem do końca życia. Starannie przyjrzała się gigantycznemu obozowi więziennemu, umocnionemu dwunastometrowym murem z cegły, zabezpieczonym drutem kolczastym na górze, z punktami obserwacyjnymi na każdym rogu. Jakie losy czekały ją za tymi drutami kolczastymi? Jak długo jeszcze mogła w tym miejscu przeżyć?

W głębi duszy czuła ogromne wycieńczenie swojego organizmu. Wiedziała, że nie wytrzyma dalszego głodu i deprywacji zbyt długo. Czy jej matka będzie w stanie znaleźć ją w tym odległym miejscu? Czy jej wizyty będą rzadsze? Czy to oznacza, że będzie miała mniej kontaktu ze światem zewnętrznym, mniej paczek i więcej głodu i chłodu? Pełna lęku i niepokoju przekroczyła kolejne straszliwe więzienne progi.

W szponach stalinowskich oprawców

Halina Zwinogrodzka po torturach w więzieniu na Rakowieckiej, 1945.

Wszystkich najpierw zaprowadzono do kompleksu sanitarnego i kazano im się rozebrać. Zabrano im cywilne ubrania i wszystkie rzeczy osobiste. Następnie wszystkich wysłano pod prysznic. Potem wszyscy otrzymali komplet więziennych mundurów i parę drewnianych chodaków. W końcu zostali umieszczeni w małych celach na dwutygodniową kwarantannę. Grupa Haliny miała szczęście, bo była pierwszą, której oszczędzono obowiązkowego golenia głowy. Wszystkie wcześniejsze grupy zostały poddane tej upokarzającej procedurze.

Po kwarantannie Halina została przeniesiona do małej celi na drugim piętrze. Więźniowie z ciężkimi wyrokami zajmowali mniejsze cele przeznaczone maksymalnie dla sześciu osób. Większe cele na 10 lub 18 osób, w których umieszczano tzw. “krótsze wyroki”, znajdowały się na pierwszym piętrze i zawsze były przepełnione. Na ogół ponad dwadzieścia osób tłoczono w jednej celi. W piwnicy znajdowały się mniejsze czteroosobowe lochy, które straszyły więźniów zapachem stęchlizny i szorstkością podłóg.

Wkrótce więźniarki z celi Haliny zostały wysłane do pracy. W wyniku przypadkowej selekcji Halina została wysłana do pracowni dziewiarskiej. Kobiety z różnych cel pracowały razem przy stole dziewiarskim, a atmosfera w grupie była serdeczna i relaksująca. Halina bardzo lubiła tę pracę. “Mogłyśmy swobodnie rozmawiać, wymieniać się ważnymi informacjami i cieszyć się swoim towarzystwem” – wspomina.

Więźniarki nazywały Halinę “Mopsem”. Ten osobliwy przydomek zyskała jeszcze w więzieniu na Rakowieckej na Mokotowie. Kiedy wyszła z celi śmierci, jej stan zdrowia był katastrofalny. Po przeprowadzce do Ogólniaka zmagała się z różnego rodzaju schorzeniami. Jednym z nich była ostra infekcja zęba, która spowodowała silny obrzęk twarzy. Aby złagodzić obrzęk, zawiązała chustę wokół twarzy, a końce chusty sterczały na jej głowę jak psie uszy. Jedna z jej koleżanek, Janka Konopacka, z rozbawieniem skomentowała: “Hej dziewczyny, patrzcie na Halinę! Czy ona nie wygląda jak mops?” Spostrzeżenie Janki było po prostu perfekcyjne. “Mops” to pies zwykle z mokrym pyskiem, smutnymi oczami i długimi włosami. Co najważniejsze, mops, podobnie jak Halina, jest cichym i przyjaznym stworzeniem. W ten sposób Halina z miejsca stała się “Mopsem” na resztę swojego więziennego życia.

Janka Konopacka była jedną z najbardziej pamiętnych postaci wśród więźniarek politycznych stalinizmu. Przed wojną działaczka Sojuszu Narodowego została skazana na karę śmierci w sierpniu 1946 roku, ale ostatecznie otrzymała wyrok 15 lat więzienia. W czasie okupacji hitlerowskiej pomagała Żydom w getcie warszawskim. Zapytana, dlaczego podejmowała tak wielkie ryzyko, odpowiedziała: “Czy nie potrzebowali pomocy?” Następnie Janka brała udział w Powstaniu Warszawskim jako porucznik Armii Krajowej.

Po aresztowaniu przez komunistów Janka przeszła makabryczne przesłuchania, doznała barbarzyńskich taktyk wymierzonych w nią i jej rodzinę. Aby zmusić jej najblizszych do posłuszeństwa i współpracy, jej rodzina otrzymała poplamione krwią ubranie Janki wraz z makabrycznymi szczegółami jej przesłuchań. Silna osobowość Janki, jej głęboka wiara i miłość do Polski, pozwoliły jej przetrwać tę gehennę.

Zawsze chętna do pomocy, bardzo energiczna, pomysłowa, z dużym poczuciem humoru i doskonałymi umiejętnościami interpersonalnymi, Janka stawała się “profesjonalnym liderem” w każdym więziennym otoczeniu, w którym się znalazła. Po latach, zapytana, czy jej walka o Polskę była warta jej męki, powiedziała: “Nigdy nie chciałabym wymazać swojej przeszłości. Dziś wiem, dlaczego się urodziłem. Będąc wolna, nigdy nie byłbym w stanie dać tak wiele innym”. Jak mówiła jej przyjaciółka, swoje cierpienie ofiarowała ojczyźnie.[i]   

W dziewiarni Halina spotkała starych przyjaciół i nawiązała nowe znajomości. Wśród nich była Gienia Zielińska, kobieta skazana na 15 lat więzienia za kontakty z ambasadą francuską. Ona i jej chłopak zostali oskarżeni o szpiegostwo. Jej chłopak został skazany na śmierć i szybko stracony. Zdruzgotana jego śmiercią Gienia przeżyła głęboką traumę. Przy stole dziewiarskim powoli zaczęła mówić. Kobiety szybko nawiązały więź. Niektórzy z nich miały stać się towarzyszami Haliny w najtrudniejszych czasach, które właśnie nadchodziły.

Regeneracja Haliny w dziewiarni nie trwała jednak długo. Prawo do pracy było uważane za przywilej zgodnie z regulaminem więziennym. Więźniowie z drugiego piętra, z ciężkimi wyrokami, byli poddawani najsurowszemu rygorowi więziennemu. W związku z tym, kilka miesięcy później, więźniom z drugiego piętra odebrano przywilej pracy więc Halina przestała pracować. Ponadto narzucono całkowitą izolację między celami. Dla Haliny rozłąka była zawsze bardzo bolesna.

Na domiar złego wiosną 1947 r. do Fordonu przybył duży transport Ukrainek, który przeludnił wszystkie cele więzienne ponad ich pojemność. Do celi Haliny przydzielono trzy Ukrainki. W efekcie  w sześcioosobowej celi znalazlo się dziewięć więźniarek. To przeludnienie i bezczynność dramatycznie pogorszyły letnie upały. Tego roku lato było wyjątkowo upalne. Małe okienko wysoko przy suficie, nawet jeśli otwierało się szeroko do środka, było nadal zasłonięte od zewnątrz grubymi żaluzjami, które zasłaniały widok, blokując w ten sposób wszelki strumień powietrza. – W tej celi było tak gorąco i duszno, że się wręcz dusiłyśmy – wspomina Halina z goryczą.

Ukrainki zostały schwytane we wschodniej Polsce w wyniku masowej pacyfikacji tego terenu w odwecie za zamordowanie generała Świerczewskiego, wiceministra obrony. Ukrainki, które Halina spotkała w Fordonie, nie miały nic wspólnego z zabójstwem Świerczewskiego, nie zajmowały kierowniczych stanowisk, nie należały też do ukraińskich grup wojskowych. To były zwykłe młode kobiety. Podburzani antypolską propagandą Stalina i podrzegani do agresji, Ukraińcy stali się bardziej asertywni w swoich żądaniach terytorialnych i bardziej agresywni w działaniach przeciwko Polsce.

„Pamiętam, że któregoś dnia przypadkowo rozmawiałam z młodą Ukrainką”, – wspomina Halina. “Próbowała mi udowodnić, że Kraków jest miastem ukraińskim. Najpierw było to dla mnie jak grom z jasnego nieba, ale później po prostu doszłam do wniosku, że to głupia Ukrainka, która tylko powtarza to, co jej kazano. Nigdy więcej z nią już nie rozmawiałem, bo nie było o czym rozmawiać”.

Mimo różnic zdań Polki i Ukrainki odnosiły się do siebie z szacunkiem, a ich relacje były bez zarzutu. “Połączyła nas wspólna tragedia – więzienna męka” – wyjaśnia Halina. “Dzieliłyśmy się z nimi wszystkim, bez względu na to, jakie paczki otrzymaliśmy, co mieliśmy. Pamiętam szczególnie jedną z Ukrainek. Nazywała się Zenka Daćko. Wyglądała jak lalka i robiła takie piękne pisanki na Wielkanoc. Używając tylko słomki z naszego materaca, najpierw podzieliła słomę na bardzo cienkie nitki, a następnie stworzyła fantastyczne wzory z tych nitek. Strażnicy, choć oficjalnie nie mieli do tego dostępu, niemal ustawiali się w kolejce do drzwi, by kupić jej pisanki. 

Stłoczone w małych, dusznych celach, kobiety mogły codziennie chodzić na 20-minutowy spacer po dziedzińcu więziennym. Każda cela szła osobno. Podczas spaceru stosowano surowe procedury. „Nie mogłyśmy rozmawiać, musiałyśmy cały czas trzymać ręce z tyłu i nie wolno nam było się rozglądać,” – wspomina Halina. 

Ale i tak rozmawiały, rozglądając się dookoła. Gdy spuszczały głowy, widzialy okna piwnicznych cel. Jedno takie okno szczególnie utkwiło Halinie w pamięci. Każdego dnia witała ich łaskawym uśmiechem kobieta w średnim wieku, stojąca w tym piwnicznym oknie w wyprostowanej pozycji, na baczność. Kiedy tak spacerowały, ona była tuż obok, promieniując na nich swym odważnym i niezachwianym duchem. Promieniała godnością i siłą ducha. Jej zachowanie było uderzająco zaraźliwe. I zawsze była sama.

Ta kobieta w piwnicy to Stefania Broniewska, żona generała Broniewskiego, Naczelnego Wodza Narodowych Sił Zbrojnych (“NSZ”).[ii] Generał Broniewski wyjechał z Polski latem 1945 r. na konsultacje na Zachód. Do października 1945 r. fala terroru i masowych aresztowań wymierzonych w NSZ uniemożliwiła mu powrót. W listopadzie 1945 roku Stefania została schwytana podczas próby przekroczenia granicy polsko-czechosłowackiej, by dołączyć do męża. Przewieziono ją na Rakowiecką w Warszawie i oddano w w łapy Goldberga-Różańskiego na dalsze przesłuchania z następującą notatką od miejscowego oficera bezpieczeństwa:

Informuję, że…  Pani generał “Bogucka” podczas przesłuchań odmawia składania zeznań. [ . . . ] Jest arogancka, demonstrując w ten sposób swoją wyższość nad nami, klasą robotniczą. Oświadczyła, że od początku istnienia NSZ pracowała na rzecz tej organizacji. Jest oddana ich ideologii, nigdy nie zaakceptuje polityki Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, jest negatywnie nastawiona do przyjaźni polsko-radzieckiej, a Armię Sowiecką uważa za wroga.[iii] 

Generałowa Bogucka była przesłuchiwana w więzieniu mokotowskim na Rakowieckiej przez ponad pół roku. Podczas tej męki nigdy się nie wahała, zawsze zapewniając, że nikogo nie wplącze, nie zdradzi swoich towarzyszy. Traktowała reżim komunistyczny jako bezprawny, utrzymując, że okupacja sowiecka zastąpiła okupację nazistowską. Początkowo została skazana na siedem lat więzienia. Jej postawa rozzłościła jednak stalinowskich oprawców. Dlatego też w 1949 r. została ponownie oskarżona w tajnym procesie w więzieniu w Fordonie i skazana na dodatkowe dziesięć lat za “propagowanie wśród więźniów Fordonu postaw wrogich obecnemu systemowi i czynienie przygotowań do obalenia obecnego rządu”.[iv] Jej mąż, wiedząc, że oprawcy wyładowywali swoją wściekłość na jego żonie, zmarł w Paryżu w 1949 roku.[v]

 

[i] B. Otwinowska, T. Drzal, Zawołać po Imieniu, Tom I., Wydawnictwo Vipart, 1999, p. 215-217.

[ii] Narodowe Siły Zbrojne (NSZ) wchodziły w skład polskiego ruchu oporu w Generalnej Guberni.  NSZ powstały 20 września 1942 roku. W szczytowym momencie NSZ liczyły około 75 tysięcy członków. Część członkow NSZ wstąpiła do Armii Krajowej w marcu 1944 r. Niektóre oddziały NSZ brały udział w Powstaniu Warszawskim.

[iii] Lucyna Kulińska, “Nieugięta” (Sylwetki),” Nike, nr 54, lipiec-sierpień 2000, s. 8-15.

[iv] Tamże, s. 13.

[v] Tamże, s. 14.

Maria Szonert Binienda

Książka w języku angielskim znajduje się tu:  Null-Void-Comparative-Imperialism

Halina Zwinogrodzka, Warszawa, 1939 r.
Website |  + posts

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *