Czy można zniszczyć Kościół?

Czy można zniszczyć Kościół?
Czy można zniszczyć Kościół?

Czy można zniszczyć Kościół?

(część II)

W poprzedniej części przedstawiłem główne herezje zagrażające młodemu chrześcijaństwu, ze szczególną rolą arianizmu. Oprócz tego istniała jeszcze inna groźba, bo część z tych herezji miała swe źródło w gnostycyzmie. Choć często używa się tych pojęć wymiennie, to jednak gnoza i gostycyzm, mimo że odnoszą się do tego samego, różnią się definicją, bo gnoza to idea przejawiająca się w pewnych kulturach fiolozofiach i religiach, zaś gnostycyzm jest przejawem tej idei, będąc ujętym w system filozoficzny i mitologiczny.

W tym sensie, gnoza była w pierwszych wiekach po Chrystusie głównym przeciwnikiem chrześcijaństwa, kiedy to w wielu mitach gnostyckich Bóg – Stwórca był prezentowany jako nienawidzący człowieka, bądź w najlepszym razie obojętny jego losowi, a Szatan – Lucyfer (niosący światło) jako jego wybawiciel i dobroczyńca. Ponieważ Bóg stworzył świat materialny, sekty gnostyckie często głosiły konieczność uwolnienia się od świata materii.

Samo słowo greckie gnosis, oznacza „wiedzę”, ale w rozumieniu filozoficzno – religijnym odnosi się do roli człowieka w świecie i jego losu; tak więc gnostycy dążyli do uzyskania owej wiedzy, by wyzwolić ludzi z ich cielesnych więzień. Co ciekawe gnostycy uważali św. Pawła jako jednego ze swych ojców–założycieli, z powodu podkreślania w jego listach prymatu ducha nad materią, ignorując przesłanie Ewangelii, iż Pan Jezus umarł za człowieka w wymiarze materialno – duchowym, bo wszak zmartwychwstanie jest właśnie tego zapowiedzią.

Dodatkowo wyznawcy gnozy twierdzili, że potrafią wyjaśnić „prawdziwe znaczenie” świętych ksiąg judaizmu i powstającego kanonu Nowego Testamentu. Przykładem gnozy chrześcijańskiej są walentynianie, których założyciel (urodzony ok. 100 AD) głosił, iż poznał tajemną naukę Chrystusa, powołując się na cytaty z Pisma Św. Z początku krzewili swą naukę wśród wspólnot chrześcijańskich, by po wykluczeniu z nich, ustanowić swój gnostycki system religijny.

Potężnym i wpływowym prądem quasi – gnostyckim był manicheizm, będący radykalnie przeciwny chrześcijaństwu. Jego założyciel Manes urodził się w Persji w 216 r. i jak się zwierzył swym wyznawcom mając kilkanaście lat doświadczył cudownego zjawienia się swego „duchowego sobowtóra”, który udzielił mu wiedzy na tematy boskie. W 240 r. miał kolejne widzenie, po którym stwierdził, iż został posłany z misją „głoszenia prawdy”.

Stworzony przez Manesa system religijny był typowym synkretyzmem, bo autor uważał się za kontynuatora posłannictwa Chrystusa, perskiego Zoroastra i Buddy, przy czym wyróżniał tu postać Jezusa i dlatego manicheizm można włączyć z pewnymi zastrzeżeniami, w nurt herezji chrześcijańskich. Od gnostycyzmu odróżniał się głosząc odwieczność walki dobra i zła, w której świat materialny był tylko polem bitwy, a nie przyczyną zła.

Manes uważał, że Chrystus przyjął ciało pozornie i potem na niby umarł na krzyżu, zaś sam Manes twierdził, że jest zapowiedzianym przez Jezusa Parakletem, Duchem Pocieszycielem. Manicheizm miał też pewne aspekty gnozy, uważając ją za kluczową jako instrument „zbawienia” i wyzwolenia boskiej cząstki w człowieku do czego było konieczne posiadanie „wiedzy” (wspólnoty manichejskie tworzyły wyższa kasta Wybranych i niższa Słuchaczy).

Ktoś może zadać całkiem zasadne pytanie: co mają wspólnego z tytułowym zniszczeniem Kościoła opisy tylu różnych, ważnych lub mniej, ale jednak sekt, nieraz nawet powstałych na obrzeżach chrześcijaństwa? Otóż mają one przedstawić tło, na którym chrześcijaństwo walczyło dosłownie najpierw o przetrwanie, a potem o dominację.

Jak sądzą niektórzy badacze, to manicheizm był źródłem nurtu w myśli chrześcijańskiej, który wskazywał skłonność do twierdzenia o wrodzonym złu materii, pośrednio ganiąc  instytucję małżeństwa czy np. picie alkoholu.

Manichejski ascetyzm miał duży, uwodzący wpływ na pierwsze wieki chrześcijaństwa, stąd lokalne synody biskupów wydawały dokumenty potępiające akceptację różnych manichejskich poglądów i praktyk, choćby w kwestii postów i małżeństwa. Mimo, że manicheizm zyskał ogromną popularność, zwłaszcza na Wschodzie imperium Rzymskiego, to z czasem, można powiedzieć zmarł śmiercią naturalną, bo jak długo może trwać, gdy się nie zawiera małżeństw, a prokreakcja wiąże się wszak z pomnażaniem materii i dalszym więzieniem światłości…?

W pewnym okresie wczesnego chrześcijaństwa, zwłaszcza w obrębie Rzymu i wśród legionistów, którzy roznieśli go na całe imperium, kult solarnego boga Mitry cieszył się znaczną popularnością. Mitraizm jako dualistyczny kult wyznający walkę dobra ze złem, miał nawet wyznawców wśród cesarzy i przez jakiś czas konkurował z chrześcijaństwem, które jednak po V wieku było już religią przeważającą w imperium.

Oczywiście po 200 latach takiej dominacji, wymienione wcześniej sekty i kulty zanikły zupełnie lub uległy całkowitej marginalizacji, czy kolejnym coraz mniej licznym mutacjom, więc można powiedzieć, iż Kościół i chrześcijaństwo nie tylko przetrwały krytyczny czas swych narodzin, ale się umocniły i okrzepły. Tyle, że taka sytuacja była nie po myśli szatańskiego architekta i musiał wysilić swój intelekt by temu zaradzić.

Do wykonania nowego planu Szatan musiał znaleźć charyzmatycznego przywódcę, który z jego pomocą i pod demonicznym kierownictwem odmienił by tą niekorzystną dla Złego sytuację.

Wybrańcem Ojca Kłamstwa mającym założyć nową religię był Mahomet, młody Arab mieszkający w Mekkce położonej na handlowym szlaku karawan idących przez Półwysep Arabski. Osierocony w wieku 6 lat został oddany pod opiekę stryja, od młodości trudniąc się handlem, co wiązało się z odbywaniem dalekich podróży, a to przy okazji pozwolało mu poznać wiele kultur i wierzeń religijnych. Po ślubie z bogatą wdową przestał zajmować się handlem i część wolnego czasu spędzał na comiesięcznych medytacjach na górze Hira, gdzie w 610 r. jak oznajmił, objawił mu się anioł Dżibril (Gabriel), nakazując głosić przesłanie od Boga.

Od tej chwili Mahomet nie zajmował się niczym innym, głosząc swe objawienia do końca życia w 632 r.    W roku 622 musiał uciec do Medyny, bo szerzenie nowej religii spotkało się z oporem klanów zamieszkujących Mekkę, do której wszak wrócił w 630 r. po uzyskaniu posłuchu wśród okolicznych plemion arabskch i ich pomocy w podbiciu Mekki.  W okresie życia Mahometa w Arabii mieszkało wielu Żydów, z którymi zetknął się w Medynie oraz chrześcijan rozrzuconych po byłym imperium rzymskim, co wyjaśnia też jego znajmość nauki Chrystusa i judaizmu rabinicznego.

Islamska tradycja (hadisa) podaje, iż miał on spotkać chrześcijańskiego pustelnika, który przepowiedział młodemu Mahometowi, iż będzie głosił słowo Boga. Potwierdzenie tej „misji” nastąpiło po latach, gdy jego żona, już po „objawieniu” na górze Hira, zaprowadziła go do swego kuzyna będącego chrześcijaninem, któremu Mahomet opowiedział o swym spotkaniu z aniołem, po czym ów kuzyn stwierdził, że to był faktycznie Gabriel, którego Bóg kiedyś skierował do Mojżesza. Islamska tradycja nie usiłuje zaprzeczyć silnemu wpływowi judaizmu i chrześcijaństwa, czego potwierdzeniem niech będzie inna hadisa, wg której Mahomet udał się do Jerozolimy gdzie podczas „nocnej podróży” odwiedził niebo i piekło oraz rozmawiał z Abrahamem, Mojżeszem i Chrystusem.

Choć muzułmanie wierzą, iż Koran został objawiony przez Boga Mahometowi, to sam tekst jest wynikiem długotrwałego zbierania, odtwarzania i zapisywania słów, jakie miał przekazywać prorokowi Allach. O ile w przypadku Nowego Testamentu znamy raczej autorów jego ksiąg, to jeśli chodzi o Koran, trudno wskazać by ktoś konkretnie był ostatecznie odpowiedzialny za treść tekstu.

Dużą trudność sprawiają też wersety, które sobie faktycznie przeczą, co powoduje, że interpretacje dokonywane przez muzułmańskich duchownych, prowadzą czesto do odmiennego rozumienia, co ma swoje praktyczne i zarazem tragiczne przełożenie na traktowanie chrześcijan i Żydów oraz „niewiernych”.

Koran uważa, że żydzi i chrześcijanie zniekształcili wiarę w Boga z powodu „szirku”, grzechu politeizmu; wg Koranu po objawieniu danym Mahometowi, judaizm i chrześcijaństwo są przestarzałe i trzeba wrócić do czystej wiary Abrahama, którą islam odnawia.

Z tekstu koranicznego wynika (Sura 2.135-136), iż islam widzi siebie jako kontynuację całej autentycznej tradycji biblijnej, oczyszczając ją z rzekomych będów obu „starych” religii. Koran wskazuje, że w perspektywie islamu wyznawcy tych religii mogą być usprawiedliwieni tylko niewiedzą, lecz gdyby po poznaniu Koranu ktoś wybrał chrześcijaństwo, to „…nie będzie miał przed Bogiem obrońcy”.

Warto dodać, iż islam uważając Żydów i chrześcijan za ludzi Księgi, wyraźnie odróżnia ich od „bałwochwalców”, którym prezentuje alternatywę: albo nawrócenie, albo śmierć, zaś „ludzi Księgi” tylko specjalnie opodatkowując (z tym, że skrajne odłamy islamistów, jak było to w przypadku Państwa Islamskiego, a obecnie dzieje się choćby w Nigerii, nie robią tu żadnej różnicy mordujących kogo popadnie).

Jeśli chodzi o stosunek do osoby Jezusa, to Koran nazywa Go synem Marii, wskazując iż został wsparty Duchem Świętym, poświęcając Chrystusowi wiele miejsca, w jednym z wersetów pisząc, że „Bóg nauczył Jezusa Księgi i mądrości, Tory i Ewangelii”, by z kolei w surze 5.17 stwierdzić „W niewierze są ci, którzy mówią, że Bogiem jest Mesjasz, syn Maryi”, co neguje wyraźnie bóstwo Jezusa. Warto dodać, iż w eschatologii islamskiej powtórne przyjście Chrystusa będzie poprzedzało nadejście Mahiego – ostatniego przed końcem świata imama, który do tej pory pozostaje w ukryciu.

Obecnie liczba wyznawców Allacha liczy ok. 2 mld, będąc po chrześcijanach drugą największą religią, przy czym wiadomo, iż nie liczby są tu decydujące, bo ogromna większość wyznawców Chrystusa ujmując to delikatnie, prezentuje co najwyżej letnią wiarę. Muzułmanie mimo podziału na sunnitów i szyitów, na tym tle jawią się jako agresywnie rosnąca religia, która prezentuje całkiem odmienne oblicze propagandowe czyli pokojowo – charytatywne, zaś faktycznie naturę islamu oddaje pewien żart: „ Czy istnieją pokojowo nastawieni muzułmanie? Tak, to ci, którym wyczerpała się amunicja”.

Szatan dokonał bardzo udanej inwestycji, bo nie dość, że w stosunkowo krótkim czasie dokonał krwawego podboju ziem gdzie już chrześcijaństwo zapuściło korzenie (północ Afryki i Bliski Wschód), to zaanektował tereny potencjalnej ewangelizacji. Jeden z islamskich liderów w Europie zapowiedział, że „Podbijemy was brzuchami naszych kobiet” i patrząc na nieubłagane trendy demograficzne spełnienie tego wydaje się tylko kwestią czasu.

Po tym obszernym omówieniu najpoważniejszego „wroga zewnętrznego” chrześcijaństwa pora wrócić do starań Szatana o rozbicie do tej pory jako tako, mimo spornych kwestii, zjednoczonego chrześcijaństwa. I tu pokazało się mistrzostwo Złego w wygrywaniu ludzkich słabości, ambicji i pychy, które razem złożone doprowadziły, prowadzące od doprawdy błahostek, do rozbicia jedności chrześcijaństwa. A zaczęło się to od tzw. głupiego przypadku, gdy w czerwcu 1054 r. legat papieski przybył na spotkanie z cesarzem Konstantynem IX, by omówić możliwość sojuszu militarnego z Bizancjum i złagodzenia konfliktu personalnego między papieżem a patriarchą Konstantynopla, którym był Michał Kerullari.

Wysłannicy papieża nie wykazali jednak dużego taktu będąc gośćmi, i traktując patriarchę bez należytego szacunku, który im odpowiedział sadzając na ostatnich miejscach podczas zwołanej Rady, mającej rozpatrzeć poważne zarzuty, jak np. mianowanie na pozycje biskupów eunuchów lub nazywanie się Patriarchą Ekumenicznym.

Szef delegacji kard.Humbert uznał to za upokorzenie i odmówił negocjacji z patriarchą, a powodowany urażoną dumą posunął się do wyklęcia hierarchy (być może wpływ na tę samowolę miała wiadomość o śmierci papieża Leona IX). Tak czy inaczej, patriarcha Kościoła Wschodniego odreagował to w ten sposób, iż za 3 tygodnie podczas Synodu w Konstantynopolu potępił legatów papieskich, przy czym dotyczyło to ich personalnie, bez żadnych aluzji do papiestwa czy Kościoła Zachodniego.

Niemniej jednak percepcja z obu stron była taka, iż hierachowie obłożyli wzajemną ekskomuniką nie siebie osobiście, a reprezentowane przez nich Kościoły. Taki był ten „głupi przypadek”, który był początkiem i źródłem ery podziału w chrześcijaństwie, co doprowadziło do wzajemnej wrogości nie tylko na płaszczyźnie religijnej.

Schizma Wschodnia

Mimo, że ten incydent w Konstatntynopolu przyjmuje się symbolicznie za datę Schizmy Wschodniej, to jednak była to faktycznie kulminacja długiego procesu, który zaczął się dużo wcześniej, a nie efektem  jednorazowego nieporozumienia. W XI wieku, z wyjątkiem Finlandii i pogańskich państw bałtyckich, chrześcijaństwo było dominującą  religią w Europie (poza utraconą Hiszpanią podbitą przez islam). W zachodniej i centralnej Europie wszystkie struktury kościelne podlegały papieżowi, a łacina dominowała w kulcie, nauce i literaturze, był to więc system bardzo scentralizowany.

Odmienna sytuacja panowała we wschodnich stolicach biskupich, cieszących się znaczną autonomią , będących niezależnymi od siebie regionalnymi patriarchatami, z lekkim nadzorem Konstantynopla, uznawanego jako „pierwszy między równymi”. Różnicę między obu gałęziami podkreślało jeszcze używanie greki na Wschodzie oraz polityczna podległość cesarzowi Biznacjum, podczas gdy papież cieszył się tu autonomią, będąc nawet rozjemcą i autorytetem w świeckich konfliktach.

Taka pozycja był również przyczyną niesnasek, gdy np. w 800 r. papież Leon III w Rzymie koronował króla Franków Karola Wielkiego na cesarza, co Bizancjum uznało za akt schizmy w imperium. Lecz przyczyny podziału chrześcijaństwa na dwie częśći, poza politycznymi, kulturowymi i ambicjonalnymi miały jeszcze inne tło, a mianowicie sporu teologicznego.

Podstawowy punkt debaty i „kości niezgody” między obu Kościołami, była łacińska doktryna zstąpienia Ducha Świętego od Ojca i Syna, co było oparte na poglądach św. Augustyna i innych Ojców Zachodnich, a doprowadziło do zmiany słów Credo Nicejskiego. Kościoły Wschodnie uważały natomiast, że wyrażenie „pochodzi od Ojca” opiera się na słowach samego Chrystusa i w tym sensie ma ono niekwestionowany autorytet, podczas gdy dodanie „i Syna”, nie ma podstaw ani w Piśmie Świętym, ani w Tradycji Kościoła wczesnego chrześcijaństwa.

Mimo tych wszystkich negatywnych zdarzeń i teologicznych dysput, między Wschodem i Zachodem utrzymywały się relatywnie rzecz biorąc, stosunki nienajgorsze; obie strony sporu miały nadzieję na przekonanie jedna drugiej i zasypanie podziałów. Jednak ciosem w możliwość jakiegoś porozumienia było zdobycie i zniszczenie Konstantynopola przez uczestników IV wyprawy krzyżowej w 1204 r. czego Wschód wobec braku potępienia i wynagrodzenia krzywd i strat, nigdy Zachodowi już nie przebaczył, co na stulecia zdeterminowało relacje między bratnimi mimo wszystko gałęziami tego samego drzewa.

Ponieważ inne Patriarchaty Wschodnie poparły Konstantynopol, stąd też nazywa się ten podział Wielką Schizmą Wschodnią z powodu fatalnych konsekwencji, czyli rozbicia chrześcijaństwa, skutkiem czego od tej pory Kościół na Zachodzie przyjął nazwę katolicki a Wschodni określił jako prawosławny. Ta schizma nie tylko podzieliła chrześcijaństwo religijnie, ale zapoczątkowała cały szereg podziałów do dziś trwających. I pomyśleć, że wszystko zaczęło się tak prozaicznie od ludzkich ambicji…

Nie jest to powód do jakiejś radości, ale prawosławie z czasem doszło do stanu, który dziś obserwujemy, a mianowicie czegoś określanego autokefalią, czyli właściwie prawosławnych Kościołów narodowych, które co prawda łączy doktryna a dzieli wybór między uznawaniem autorytetu Konstantynopla lub… Moskwy. Tak więc ok. 400 lat zabrało Szatanowi, po stworzeniu konkurencyjnej i fanatycznej religii jaką jest islam, odniesienie kolejnego sukcesu jakim było zranienie Kościoła Chrystusowego przez jego podział. Cdn…

 

 

 

Zobacz również: https://republikapolonia.pl/2025/02/20/narodziny-herezji-w-kosciele-czesc-i/

+ posts
author avatar
Andrzej Otomański

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *