Krew Kościoła, część III

Krew Kościoła, część III

 Krew Kościoła, część III

 

Misjonarze chrześcijańscy, a katoliccy w szczególności, podążyli z Dobrą Nowiną na różne kontynenty i efekty ich misyjnej działalności w różnych regionach czy krajach były całkiem różne. Co ciekawe Europa proces chrystianizacji zakończyła dopiero w XV wieku, po dotarciu do zakątków obecnej Litwy i Białorusi.

Duże sukcesy odnotowano w Ameryce Południowej, zaś w Afryce z powodu braku jej penetracji przez osadników, faktycznie skoncentrowano się na terenach przybrzeżnych. Z kolei w Azji problemem były sukcesy militarne islamu, dlatego misjonarze udali się tylko tam, gdzie muzułmanie nie podbili jakiegoś regionu.

Niezależnie od terenu misji, zasadą było, iż misjonarze swą pracę opłacili męczeństwem, w którym z czasem uczestniczyli wierni. W Japonii rozwój chrześcijaństwa datuje się na 1549 r. a wiąże się to z przybyciem pierwszych misjonarzy, co po latach początkowych sukcesów spotkało się z gwałtownym i krwawym sprzeciwem rządzących krajem kasty szogunów oraz panów feudalnych. Wynikało to z obaw o kolonialne zapędy Hiszpanii i Portugalii oraz rywalizację o wpływy z protestanckimi Anglią i Holandią; nie podobały się też wyspiarzom otwarte spory między różnymi zakonami czy metody ewangelizacji.

 W efekcie tego w 1587 r. Hideyoshi Toyotomi nakazał zwalczanie chrześcijan, czego skutkiem była np. śmierć ukrzyżowanych 26 japońskich wyznawców Chrystusa 25.02.1597 r. Tragiczny finał nastąpił w 1614 roku, kiedy szogun Ieyasu Tokugawa zakazał całkowicie chrześcijaństwa, usuwając z wysp misjonarzy i mordując pobratymców – chrześcijan, co na długo zakończyło jawne wyznawanie wiary w Japonii.

W Chinach chrześcijaństwo po okresie w miarę nieskrępowanego rozwoju i sukcesów ewangelizacyjnych jezuitów, zostało w 1724 r. zakazane przez cesarza Yonhzhenga, jako religia antypaństwowa, bo nawróceni Chińczycy przestali oddawać cześć Konfucjuszowi i zmarłym przodkom. Zakaz ten pod naciskiem Francji został zniesiony w 1846 r. lecz imperialne zakusy mocarstw kolonialnych spowodowały kojarzenie z nimi chrześcijaństwa,  jako metody procesu kolonizacji wobec czego nawet masowy ruch misyjny nie przyniósł zbyt wielkich sukcesów.

Tendencje te doprowadziły do tego, iż w nacjonalistycznym powstaniu tzw. bokserów (1899-1901) chrześcijanie stali się jednym z głównych celów prześladowań połączonych z destrukcją świątyń, zaś kilka tysięcy chińskich wiernych i kilkuset misjonarzy poniosło śmierć męczeńską. Podobne wypadki, choć nie na taką skalę, miały też miejsce w latach międzywojennych. Innego rodzaju były narodziny Kościoła w Korei, gdzie w 1777 r. rdzenni mieszkańcy zaczęli studiować traktaty jezuickie, które dotarły tam z Chin i po jakimś czasie liczba wiernych zaczęła wzrastać, co zaniepokoiło władze.

Krew Kościoła, część III

 W 1791 r. uwięziono a potem dokonano egzekucji 2 katolików, urzędników państwowych za odmowę uczestnictwa w kulcie przodków i spaleniu tablic genealogicznych, co było początkiem prześladowań młodego Kościoła, trwającego do końca XIX wieku. Szczególnie krwawy był rok 1801 kiedy zginęło wielu wybitnych wiernych oraz duchownych, ale kolejne fale prześladowań, o różnym nasileniu, trwały przez wiele lat i ostatnie miało miejsce nawet w 1939 r. Jak widać, chrześcijanie w Azji złożyli potężną daninę krwi…

Z lewacko–masońskich korzeni „Wielkiej” Rewolucji Francuskiej wyrosło po latach wiele krwawych drzew, z których pierwszym i potężnym była Rewolucja Bolszewicka; podobnie jak ponad sto lat wcześniej sowiecki rząd też zapewniał w wydawanych deklaracjach wolność wyznania, a działo się się to wtedy, gdy już eksterminowano prawosławne duchowieństwo (katolickie musiało trochę poczekać bo było w mniejszości).

Już w kilka miesięcy po rządach bolszewii, tylko w 1918 r. zamordowano 16 prawosławnych biskupów oraz 3 tysiące duchownych , a „styl” zbrodni nie odbiegał od pierwowzoru WRF, jak np. topienie w rzece czy palenie żywcem. W okresie największych prześladowań tj. do 1939 r. męczeńską śmierć poniosło 130 biskupów, nie mówiąc o tych, których zesłano do łagrów, gdzie wyrok śmierci z powodu panujących warunków, był tylko nieco odłożony w czasie.

Oczywiście z powodu tego, iż katolicyzm był jednak w Rosji wyznaniem niszowym, liczba ofiar wśród katolickich księży i wiernych była relatywnie mała, co nie znaczy, iż nie zapłacili takiej samej ceny jak ich prawosławni, chrześcijańscy bracia.

Staram się przedstawiać głównie męczeństwo i krwawe prześladowania chrześcijan, ale w tym przypadku, trzeba dodać, iż bolszewia nie tylko postanowiła eksterminować duchownych, ale starała się wymazać jakiekolwiek ślady wskazujące na chrześcijańskie dziedzictwo Rosji. Tak więc zaraz na początku ograbiono a potem zamknięto tysiące świątyń, które następnie albo zniszczono, albo przeznaczono na cele świeckie.

Zniesiono całkowicie strukturę organizacyjną cerkwi, pozostałych przy życiu duchownych przenoszono w najdalsze zakątki kraju, a Syberia była preferowanym kierunkiem.

Nie obyło się też wobec prześladowań wiernych, których na różne sposoby „zachęcano” do rezygnacji z wiary i publicznych aktów apostazji. Prowadzono też, niestety skutecznie, dywersyjną akcję zbudowania tzw. Żywej Cerkwi posłusznej władzom sowieckim, która nasączyła je swoją agenturą (nie udało się tego zrobić z Kościołem katolickim).

Ponieważ katolicyzm nie poszedł z komunistami na żadne układy i kolaborację, zdecydowano o jego całkowitej anihilacji i zaczęto od niszczenia kościołów: do czasu sowieckiej agresji na Polskę w 1939 r. większość z 1200 świątyń i kaplic zburzono albo zamieniono na magazyny lub ulubione muzea ateizmu; zostawiono tylko dla dyplomatów po jednym kościele w Moskwie i Leningradzie. Podobnie do tego czasu na terenie Sowietów nie pozostał na wolności żaden ksiądz katolicki czy hierarcha, których zamordowano lub skazano na wysokie wyroki więzienia lub kolonie karne, co kończyło się wkrótce śmiercią skazańców.

Osobną kartę męczeństwa zapisał Kościół unicki, który już był prześladowany w czasach carskich, zaś nowe samodzierżawie podniosło prześladowania na najwyższy poziom, przechodząc do bezwzględnego terroru i fizycznej likwidacji unitów, zarówno duchowieństwa, jak i wiernych.

Pojętnymi uczniami totalitaryzmu sowieckiego w kwestii krwawych prześladowań chrześcijan, okazały się Niemcy hitlerowskie. O ile Kościół protestancki jakoś tolerowano (z wyjątkiem niewielu niewygodnych pastorów), to Kościół katolicki po opublikowanej przez Piusa XI w 1937 r. encyklice Mit brennender Sorge stał się obiektem gwałtownych ataków w III Rzeszy, a po wybuchu wojny, na wszystkich okupowanych terytoriach.

 Encyklika odrzucała wszystkie dewiacje ideologii nazistowskiej, jako skrajnie antychrześcijańskiej, a zwłaszcza potępiając jej rasistowski charakter. Hitler zareagował z furią na jej treść i niemiecki Kościół katolicki poddano prześladowaniom, z wyjątkami, raczej bezkrwawym.

 Całkiem inaczej wyglądała sytuacja Kościoła w okupowanej Polsce, gdzie naród był w wyjątkowy sposób związany z wiarą katolicką, więc okrutne represje miały podwójny wymiar tj. narodowościowo–religijny, co Gubernator Hans Frank ujął tak:

„Wiem, że klechy są naszymi śmiertelnymi wrogami. Kościół jest dla umysłów polskich centralnym punktem zbornym, który promieniuje stale w milczeniu i spełnia przez to funkcję jakby wiecznego światła. Gdyby wszystkie światła dla Polski zgasły, to wtedy zawsze jeszcze była Święta z Częstochowy i Kościół. Katolicyzm nie jest bowiem w tym kraju żadnym wyznaniem, lecz koniecznością życiową”. Oto trafna i przenikliwa diagnoza z ust hitlerowca.

 W ciągu II wojny na obszarach wcielonych do III Rzeszy, Generalnej Guberni oraz na okupowanych kresach, nazistowskie Niemcy wymordowały ok. 2000 polskich kapłanów i ponad 200 sióstr zakonnych; szczególną rolę w eksterminacji księży katolickich (z całej Europy) odegrał obóz koncentracyjny w Dachau.

Poza męczeństwem osób konsekrowanych, nie muszę chyba o tym wspominać, zamykano kościoły, wysadzano pomniki religijne a katedry zamieniano w magazyny. W żadnym innym kraju podczas wojny, krwawe represje nie dotknęły katolików tak bardzo jak w Polsce.

Viva Cristo Rey ! czyli „Niech Żyje Chrystus Król”, taki okrzyk wznosili Cristeros (wojownicy Chrystusa) w Meksyku w końcu 1926 r. Od czasów powstania w Wandei, był to drugi przypadek, gdy wierny katolicki lud chwycił za broń, by zbrojnie przeciwstawić się masońsko-rewolucyjnym rządom prześladującego ich państwa. Jak do tego doszło?

 Geneza tego ma miejsce w 1917 r. (co za zbieg okoliczności), gdy masoński rząd Meksyku uchwalił nową konstytucję wprowadzającą szereg „dobrodziejstw”: nacjonalizację majątku Kościoła, zakaz sprawowania kultu poza murami świątyń i katechizacji młodzieży w szkołach, a przy tym prowadzenia własnych instytucji oświatowych, rozwiązanie zakonów (bo śluby zakonne były sprzeczne z wolnością człowieka), pozbawienie duchownych praw wyborczych, włącznie z zakazem „krytykowania fundamentalnych praw kraju oraz rządu”; ustalano też limity liczby księży stosownie do lokalnych potrzeb. 

Takie legalistyczne prześladowania Kościoła trwały w dość ograniczonym zakresie do czasu, kiedy władzę w 1924 r. objął fanatycznie antykatolicki mason Elias Calles, który uważał, że wymienione restrykcje były zbyt łagodne i mało wprowadzane w życie, co postanowił diametralnie zmienić przy poparciu swych braci masonów (jeden z jego ministrów dał swym synom imiona: Lenin, Szatan i Lucyfer).

Walkę z Kościołem E. Calles zaczął od ustawy nakazującej rejestrację księży, przy czym świadomie jej odmawiano bo wtedy nie można było pełnić posług religijnych. Rok potem Calles wydał dekret zakazujący noszenia sutanny poza kościołem, które zresztą w większości zostały wkrótce razem ze szkołami katolickimi zamknięte.

Minister spraw wewnętrznych masońskiego rządu Meksyku Tejeda oznajmił, że: „Chwyciliśmy Kościół za gardło i zrobimy wszystko, by go udusić”. Usiłowano też, według wzorów z Wandei, Kościół rozbić przez powołanie schizmatyckiej sekty, respektującej antykatolicką politykę rządu, a do pomocy ściągnięto nawet pewne odłamy protestanckie z USA, które wspierano w ich „działaniach ewangelizacyjnych”.

Przedstawiciel Kościołów episkopalnych pisał do Callesa: „Miliony Amerykanów solidaryzują się i modlą za pana, w czasie gdy toczy pan walkę o rozluźnienie ucisku Kościoła rzymskiego, przygniatającego pański wielki kraj”. Wszystkie te akty potępili biskupi meksykańscy (obcokrajowców w „nagrodę” deportowano) oraz papież Pius XI, który encykliką Iniquis afflictisque skrytykował antykatolicką politykę masońskiego rządu, robiąc to w 1926 r. oraz potępiając prześladowania po raz drugi w 1932 r.

Podobnie jak ponad 100 lat wcześniej w Wandei, miarka się przebrała i pod koniec 1926 r. w różnych regionach Meksyku wybuchły spontaniczne powstania przeciw antykatolickim, masońskim ustawom.

Walki z wojskami rządowymi (liczba powstańców w skali kraju oscylowała wokół 50 tysięcy) trwały z różnym nasileniem do 1929 r. bo dopiero wtedy władze uznały, iż mimo zdecydowanej przewagi militarnej Cristiada nie da się stłumić siłą z powodu powszechnego poparcia dla cristeros ze strony ludności.

 Ciekawy jest tu przypadek jednego z dowódców powstańczych, generała Enrique Gorostieta, który jako najemnik (choć ateista) dowodził oddziałami cristeros; te przeżycia spowodowały jego nawrócenie. Dlatego rząd ogłosił pewne ustępstwa, jak zaprzestanie fizycznej eksterminacji księży i niszczenia świątyń, ale była to tylko gra na przeczekanie, bo mimo podpisanego porozumienia z powstańcami, władze nadal inne represje kontynuowały.

Potrzebowały też czasu do zrobienia imiennych list powstańców, szczególnie dowódców, efektem czego była 5-letnia kampania mordów, wskutek której zabito 5 tysięcy cristeros. W ramach „kompromisu”, w niektórych stanach Meksyku pozwolono na „zatrudnienie” kapłana (bo Kościół nazwano „organizacją handlową bogacącą się przez wyzysk ludu”) jeśli skończył 50 lat i był żonatym.

W 1934 r. gdy masoneria poczuła się już pewniej uchwalono ustawę o „wolnym i socjalistycznym wychowaniu młodzieży”, której jeden z punktów głosił, że „Każde dziecko już od 5 roku życia należy do państwa. Całe zło pochodzi od kleru. Bóg nie istnieje, religia jest mitem, biblia kłamstwem”.

Podobnie jak rewolucjoniści francuscy, masoneria meksykańska zmieniła też w 1935 r. kalendarz chrześcijański z jego dniami świętymi, zamiast tego wprowadzając np. na 15-go lipca „Święto cyrkla i kompasu” w „hołdzie i jako wyraz sympatii dla masonerii”. I tak Kościół katolicki w Meksyku zszedł do podziemia…

Przez następne kilkadziesiąt lat rządy meksykańskiej Partii Rewolucyjno–Instytucjonalnej oznaczały nieustanne szykanowanie Kościoła, a przykładem antykatolickiej polityki władz niech będzie wizyta w 1979 r. w Meksyku papieża Jana Pawła II, do którego zwracano się per „proszę Pana”, zaś zakaz noszenia sutanny poza obrębem świątyni nadal był w mocy. Dopiero upadek komunizmu oznaczał zmianę sytuacji i w latach 1990–1992 stopniowo wycofywano się z antykatolickich restrykcji, czyli przywrócono księżom prawa wyborcze, mogli odprawiać nabożeństwa poza murami kościołów i nosić sutanny publicznie, zaś Kościół uzyskał osobowość prawną co umożliwiło nawiązanie stosunków dyplomatycznych z Watykanem.

Nie ma wątpliwości iż mimo programowych i zaplanowanych komunistyczno – masońskich prześladowań na początku wyjątkowo krwawych, okupionych ofiarą tysięcy wiernych, to właśnie dzięki zbrojnemu oporowi cisteros, którzy na swych sztandarach  i okrzyku bojowym mieli słowa Viva Cristo Rey, Kościół w Meksyku przetrwał. Kilkudziesięciu z bohaterów, którzy godzili się na śmierć, głosząc publicznie swoją wierność dla Chrystusa i Ewangelii, a przy tym przebaczając swym katom, beatyfikował Jan Paweł II w latach 1992–1997 (bo potrzeba było trochę czasu do zakończenia procedur).

Gdy po latach czyta się ocalałe z tamtych lat dokumenty, nie sposób podziwiać świadectw heroicznej wiary i bohaterstwa cristeros i chcę tu podać tylko dwa wzruszające przykłady. Norberto Lopez, który został rozstrzelany w 1928 r. dostał ofertę ułaskawienia w zamian za zaciągnięcie się do wojsk rządowych; swą odmowną decyzję i wybór męczeństwa tłumaczył w przechowanym liście tak: „Od kiedy chwyciłem za broń, postanowiłem oddać życie Chrystusowi. Nie warto przerywać postu na kwadrans przed północą”.

 Rok wcześniej w Sahuayo pojmano 28 powstańców, z których nie rozstrzelano tylko najmłodszego. Młody Claudio Beccera, zrozpaczony, płaczący i raczej pod wpływem alkoholu został znaleziony przez księdza, który zapytał go o powód rozpaczy, na co chłopak odpowiedział: „Piję proszę księdza, bo mam wrażenie, że Bóg nie chciał mnie na męczennika”. Podobny los jak tysiące cristeros, spotkał dziesiątki kapłanów, którzy zamiast zdrady Jezusa Chrustusa i Jego Kościoła, woleli wybrać męczeństwo i nie muszę mówić, iż to były heroiczne wybory, których nie da się „wyuczyć’ z podręcznika wiary. Jestem w posiadaniu filmu „Cristiada”, który choć jest dziełem fabularnym, to jest oparty na faktach autentycznych, z czasu wojny w Meksyku i gorąco polecam jego zdobycie lub obejrzenie na youtube (jak go jeszcze znajdziecie…).

Z czterech opisanych w tym odcinku krwawych rozdziałów w historii prześladowań Kościoła, tylko ten za który odpowiadają nazistowskie Niemcy, jako źródło ideologiczne miał wywyższanie się nad innych, jako „rasy panów”, a ponieważ Kościół otwarcie sprzeciwił się rasizmowi, więc niejako automatycznie skazał się na represje, nie będąc wszak głównym wrogiem. Pozostałe miały w swej genezie różny miks rewolucyjno–masońsko–komunistyczny, ale niezależnie od wariantu, Kościół katolicki (czy prawosławie w Rosji) były faktycznie wrogiem nr 1 i to takiego rodzaju, z którym z powodu jego nieugiętej postawy nie dało się iść na żadne kompromisy.

 Rozwiązanie tej kwestii dla elit masońsko – rewolucyjnych we Francji, komunistyczno – masońskich w Meksyku i komunistycznych w sowieckiej Rosji było przerażające w swej prostocie: Kościół musiał być za wszelką cenę zniszczony, co oczywiście miało być zrobione „dla dobra ludzkości”. I to na tyle. Cdn…

Andrzej Otomański

Zobacz również: https://republikapolonia.pl/2025/06/19/krew-kosciola-czesc-i/

https://republikapolonia.pl/2025/07/16/krew-kosciola-czesc-ii/

+ posts
author avatar
Andrzej Otomański

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *