Ks. Jan Twardowski – wiersze wybrane (część IV)

Ks. Jan Twardowski – wiersze wybrane (część IV)

(z tomu „Znaki ufności”, 1969-1970)

Szept

Nie poparzcie pretensjami że źle
nie przemawiajcie z pozycji siły
nie wypłaszczajcie ciszy w której układają się wszystkie liczby

nie przegadajcie mszy
nie dotykajcie za bardzo sumień – nie odczytacie ich paluchami

wyjmijcie z siana pazurek teologa
żebym się nie zaziębił od złota
mały Jezus prosi cichutko jak świerszcz

Modlitwa

Któryś się modlił bo było Ci za ciasno w pacierzu
któryś rozgrzeszył Magdalenę nie słuchając jej grzechów tylko łez
któryś nie tłumaczył do końca cierpienia
który wygadanym kaznodziejom kładziesz do ust gąbkę ciszy
odsłaniasz czas jak piękno
któryś widział na audiencji w Betlejem trzech monanrchów na klepisku ziemi
jak trzy złote placki
który masz więcej niż pięć ran
który się nie gniewasz na ceremonie niewiary

Proszę Cię o kryjówkę
w cienkim kąciku Twoich ludzkich rąk
przed zgrają formuł

O wierze

Jak często trzeba tracić wiarę
urzędową
nadętą
zadzierającą nosa
asekurującą
głoszoną stąd dotąd
żeby odnaleźć tę jedyną
wciąż jak węgiel jeszcze zielony
tę która jest po prostu
spotkaniem po ciemku
kiedy niepewność staje się pewnością
prawdziwą wiarą bo całkiem nie do wiary

Łza w kolejce (z „Wiersze rozproszone” 1972-1978)

Łza czeka już w kolejce za innymi łzami
żal skręca się jak powój – to na niepogodę
ból może być miłością powrotem czekaniem
wspomnieniem jeśli jak gapa zatrzyma się w miejscu
czas od początku goni jak pies za zającem
smutek wciąż z liściem brzozy w dzieciństwo powraca
tylko Boże kochany co zrobić z rozpaczą
co stale chodzi tylko od siebie do siebie

Jakby Go nie było (z „Poezje wybrane” 1979)

Tak w Pana Boga naprawdę uwierzył
że mógł się modlić jakby Go nie było
i widzieć smutek ogromny na polu
pszenicę która nie zakwitła w czerwcu
i same tylko niewierzące dzieci
jakby Pan Jezus nie rodził się zimą
i nawet serce ludziom niepotrzebne
bo krew wariatka gdzie indziej pobiegła

wierzyć – to znaczy nawet się nie pytać
jak długo jeszcze mamy iść po ciemku

Szukałem

Szukałem Boga w książkach
przez cud niedomówienia o samym sobie
przez cnoty zimne i gorące
w ciemnym oknie gdzie księżyc udaje niewinnego
a tylu pożenił głuptasów
w znajomy sposób
w ogrodzie gdzie chodził gawron czyli gapa
w polu gdzie w lipcu zboże twardnieje i żółknie
przez protekcję ascety który nie jadł
więc modlił się tylko przed zmartwieniem i po zmartwieniu
w kościele kiedy nikogo nie było

i nagle przyszedł nieoczekiwany
jak żurawiny po pierwszym mrozie
z sercem pomiędzy jedną ręką a drugą

i powiedział
dlaczego mnie szukasz
na mnie trzeba czasem poczekać

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published.