A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do końca świata (część V)

A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do końca świata (część V)
Relikwiarz z relikwiami Lanciano

Chyba każdy, nawet letni katolik słyszał o cudach eucharystycznych, lecz „słyszał” raczej nie znaczy, że w miarę dokładnie wie, o co w tego rodzaju cudach chodzi, o ich różnych odmianach, czy o powszechności występowania tego tajemniczego zjawiska. O ile inedia czy otrzymywanie stygmatów występują w miarę rzadko, to w kwestii cudów euchrystycznych mamy do czynienia z prawdziwym rekordem. Do tej pory Kościół uznał oficjalnie 132 takie wypadki, a ich rejestr zaczął się w XIVw. przy czym dotyczył on cudu z Lanciano, który faktycznie pochodzi z VIIIw. Niestety brak dokumentacji historycznej potwierdzającej to wydarzenie, za wyjątkiem napisu wyrytego na kamiennej tablicy znajdującej się w kościele Franciszkanów w Lanciano (Włochy). Jako dowód pozostały ślady materialne w postaci 5 stwardniałych grudek Krwi i cudownej Hostii. Naukowe metody badawcze z dziedziny anatomii, histopatologi, chemii i mikroskopii klinicznej, dopiero w XXw. pozwoliły na dokładne zbadanie próbek pobranych z oryginałów pod koniec 1970r. Po kilku miesiącach badań, szef zespołu uczonych prof. O.Linoli, dyrektor Laboratorium Analiz Klinicznych i Anatomii Patologicznej w Arezzo wysłał Franciszkanom telegram zawierający jedno zdanie:

„Na początku było Słowo, a Słowo Ciałem się stało”.

To jest z pewnościa najkrótsza w historii ekspertyza, dotycząca cudu eucharystcznego. Oczywiście za tym poszła publiczna prezentacja wyników wielu analiz i badań, które objęły też mikrochemię, chromatografię, elektroferezę białek, fotometrię i inne narzędzia badawcze. W końcowym raporcie uczony napisał, że: „Badanie na obecność hemoglobiny potwierdziło, iż badany fragment to krew ludzka grupy AB. Ciało pochodzi z tkanki mięśnia sercowego, na co wskazuje rodzaj włókien; wykryto też obecność naczyń tętniczych i żylnych oraz fragment nerwu. W płynie elucyjnym Krwi była frakcja białek bardzo zbliżona do zawartości w normalnej świeżej krwi (białe krwinki zaczynają ginąć wkrótce po śmierci organizmu)”. Tak więc w relikwiarzu w Lanciano była prawdziwa ludzka krew i ciało, które mimo upływu tylu lat zachowały swoją charakterystykę fizykochemiczną i nie uległy rozkładowi, choć jak wykazała ekspertyza, nie znaleziono śladu działania jakichkolwiek środków konserwujących.

Wszystko to zaprzeczało prawom fizyki, chemii i biologii. Inną zagadką jest to, że Krew i Ciało po ponad tysiącu lat wykazywały właściwości odpowiadające próbkom pobranym od osoby żyjącej. Umysł naukowca nie mógł tego przyjąć do wiadomości i prof.Linoli powtarzał testy ok. 500 razy; rezultat za każdym razem był ten sam, więc by się upewnić czy nie robi jakiegoś błędu, do weryfikacji zaprosił szefa katedry anatomii i wybitnego sepcjalistę anatomopatologa prof. R.Bertelli z Uniwersytetu w Sienie. Po wielokrotnym, niezależnym powtórzeniu testów, prof. Bertelli we wszystkich punktach potwierdził ekspertyzę prof. Linoliego.

Jak można się było spodziewać zaczęto podważać i kwestionować wiarygodność badań, co jest standardem postępowania wrogów Kościoła. Po kilku latach oskarżeń o fałszerstwo, Franciszkanie z Lanciano zwrócili się do WHO o kolejne badanie i wydanie opinii. W 1976r. komisja powołana przez tę agendę, oraz Komisja Sanitarna ONZ jednoznacznie potwierdziły wszystkie ustalenia włoskich profesorów. Co ciekawe, w 1981r. prof. Linoli postanowił wykonać ekspertyzę innej próbki, pobranej z Relikwii Cudu Eucharystycznego, która do tej pory nie była badana. Rezultat był identyczny jak wyniki badań w 1971r.

Innego rodzaju, nie mniej tajemniczy cud eucharystyczny odnotowano również we Włoszech w Sienie. Z zachowanych kronik wynika, iż 14.08.1730r. z miejscowego kościoła ukradziono puszkę, w której było 351 konsekrowanych Hostii. Kilka dni potem, znaleziono je w puszce przeznaczonej na ofiary, a proboszcz postanowił wystawić je na widok publiczny, aż ulegną rozkładowi. Tyle tylko, że do tej pory Hostie są w takim stanie jak przed ponad 290 laty, zachowując nawet świeżość i zapach. Wielokrotnie przeprowadzane doświadczenia pokazały, że niekwaszone ciasto, z którego wypiekane są opłatki po 6 miesiącach ulega zmianom fizyko-chemicznym, po 2 latach jest całkowicie zeschnięte i zniekształcone a po kilku następnych zamienia się w proszek. Oczywiście przeprowadzono wielokrotnie badania komunikatów, które wykazały ich normalny skład jak u chleba, przy czym dodatkową zagadką jest to, że na szkle puszki w której są przechowywane, odkryto pleśń. Logicznie rzecz biorąc, w taki otoczeniu po opłatkach nie pownien zostać żaden ślad, a jednak… przechowane 223 Hostie są „odporne” na prawa natury. No cóż, Kościół ma nie tylko teorię, ale wręcz pewność dlaczego tak się dzieje, gdy Jezus pragnie przypomnieć o Swojej realnej obecności w konsekrowanym opłatku, będącym na pozór nadal zwykłym, płaskim kawałkiem chleba.
Pozornie. Bo chrześcijaństwo od początku głosiło naukę o rzeczywistej obecności Chrystusa w Eucharystii i fakt ten, jest często potwierdzany przez samego Boga, by przypomnieć wierzącym tą olbrzymią tajemnicę.

Po tych dość wiekowych przykładach cudów eucharystycznych, chcę przedstawić teraz dwa inne, całkiem niedawne. Historia pierwszego z ich zaczęła się 18.08.1996r. w kościele Santa Maria w stolicy Argentyny, gdzie w czasie wieczornej Mszy św. po rozdaniu Komunii, jedna z kobiet poinformowała księdza, iż na świeczniku stojącym w prawej nawie, leży porzucona Hostia. Ksiądz poszedł we wskazane miejsce, wziął Hostie do ołtarza by ją spożyć, ale ponieważ była mocno zabrudzona, zadecydował o umieszczeniu jej w naczyniu z wodą, które umieścił w tabernakulum. Należy tu dodać, iż procedura kościelna w takim wypadku, lub przy opuszczeniu Hostii zaleca, by po rozpuszczeniu Hostii, co zwykle trwa kilka dni, woda z rozpuszczonym w niej komunikatem została wylana na poświęconym gruncie kościelnym. Tak więc kilka dni później, kobieta która była świadkiem włożenia Hostii do naczynia z wodą, otworzyła tabernakulum, by sprawdzić jak wygląda proces rozpuszczenia. To co zobaczyła spowodowało, że natychmiast zaczęła szukać księdza, a gdy sprowadzony kapłan zajrzał do środka, stanął zaszokowany.

Na Hostii w naczyniu była czerwona plama, a znajdujący się w niej płyn wyglądal jak krew.

Krwawa plama przez kolejny tydzień powiększała się, obejmując z czasem całą powierzchnię. O sprawie powiadomiono miejscowego biskupa, który zdecydował o utrzymaniu naczynia z tajemniczą Hostią w tabernakulum. Jednak 3 lata potem metropolita Buenos Aires kard.Jorge M.Bergoglio postanowił o badaniu naukowym niezwykłej Hostii. Pobrane 5.10.1999r. próbki badali niezależnie od siebie uczeni z Argentyny i nie znający ich pochodzenia naukowcy z laboratorium w Rockland County w stanie Nowy Jork. Naukowcom z USA próbki dostarczyli dwaj dziennikarze będący świadkami ich pobierania, tłumacząc, że wynik jest im potrzebny do realizowanego projektu nie wspominając nic o ich pochodzeniu. Kardiochirurg który dokonał ekspertyzy, patrzył po jej przedstawieniu, na zdumione miny dziennikarzy, by po wyjaśnieniu z ich strony źródła pochodzenia próbek, zaniemówić. Sam przecież napisał tak: „Badany materiał to ludzkie ciało, a konkretnie część mięśnia sercowego. Jest to tkanka żywa, bo wokół niej jest wiele białych ciałek, które normalnie, po kilku minutach obumierają poza organizmem. Ich obecność wskazuje na fakt, iż serce żyło chwili pobierania wycinka; co więcej ich wniknięcie w tkankę sugeruje, że to serce cierpiało, jak np. ktoś mocno pobity w okolicy klatki piersiowej”. Gdy dziennikarze powiedzieli na początku, że badana próbka przebywała 3 lata w naczyniu z wodą, doktor stwierdził, iż naukowo nie jest w stanie wyjaśnić tego faktu. Kiedy w końcu ujawniono mu, iż jest to fragment konsekrowanej Hostii, po chwili oświadczył: „To zdarzenie jest dla nauki nierozwiązywalną tajemnicą, całkowicie przerastając jej kompetencje”. Badania uczonych argentyńskich potwierdziły wyniki analiz amerykańskich naukowców. Cud eucharystyczny z Buenos Aires pozostaje zagadką dla nauki do dziś.

12.10.2008r. podczas Mszy św. w kościele św. Antoniego w miejscowości Sokółka (Polska), ksiądz podczas rozdawania komunikatów upuścił jeden z nich na posadzkę, więc zgodnie z przepisami, o których już wspomniałem, umieszczono Hostię w naczyniu z wodą i zamknięto w sejfie. Po tygodniu siostra zakrystianka otworzyła sejf i zwróciła uwagę, iż opłatek się nie rozpuścił, tak jak powinien, oraz jest na nim mała czerwona plama. Powiadomiony o tym proboszcz polecił zamknięcie sejfu by po 10 dniach stwierdzić że Hostia nadal się nie rozpuściła. Wobec tego zdecydował o przeniesieniu naczynia do kaplicy i umieszczeniu go w tabernakulum, powiadamiając o całej sytuacji miejscowego biskupa. Abp E.Ozorowski następnego dnia kazał wyjąć opłatek i położyć na korporale – małym, białym obrusie używanym podczas Eucharystii. Zaintrygowany hierarcha zwrócił się do dwójki naukowców z Uniwersytetu Medycznego w Białymstoku, specjalistów z patomorfologii, o zbadanie tajemniczego opłatka. Próbki pobrała prof. Maria Sobaniec-Łotowska i jedną z nich dała do analizy koledze prof. Stanisławowi Sulkowskiemu, prosząc o wykonanie niezależnej analizy, by później porównać wyniki. Pani profesor nie poinformowała jednak go o pochodzeniu próbki, by niczego nie sugerować i zachować bezstronność opinii.

Po porównaniu wyników badań naukowcy wpadli w osłupienie. Oto jak wspomina tamte chwile prof. Sobaniec-Łotowska: „Mimo, iż próbka była mała, stwierdziliśmy, że mamy do czynienia z tkanką mięśnia sercowego. Pobrany materiał badaliśmy z użyciem mikroskopu optycznego i dalej elektronowego. Co jest niewiarygodne, struktury komunikatu przenikały się z włóknami mięśnia; tkanka, która pojawiła się na Hostii była z nią w ścisły, nierozerwalny sposób złączona, co jest dowodem na brak jakiejkolwiek sztucznej ingerencji. W badanym fragmencie wykryliśmy cechy wyraźnego uszkodzenia samych komórek oraz uszkodzeń samych włókien. Takie zmiany powstają jedynie we włóknach niematrwicznych, dowodząc szybkich skurczy mięśnia serca w okresie agonalnym”. Tak więc po złamaniu praw chemii, nakazujących rozpuszczenie się opłatka w wodzie, prawa biologii i inne też zostały „zawieszone”, bo jak nazwać wzajemne przenikanie się struktury biologicznej z materiałem opłatka? Naukowcy podkreślili, że takiego typu „przenikania się” nie tylko nigdy dotąd nie zaobserwowano w przyrodzie, ale nauka wręcz wyklucza możliwość ich zaistnienia. Lecz nie był to koniec zagadek.

Tkanka ludzka przebywająca tak długo w wodzie a potem na korporale powinna być biologicznie martwa zaś badanie wykazało, iż wykazuje ona cechy charakterystyczne dla żywego mięśnia sercowego w stanie agonalnym. Taki stan jest liczony zazwyczaj w minutach, a wszak w tym przypadku utrzymywał się stale i nauka nie potrafi wyjaśnić takiego fenomenu. Zarzuty, iż czerwony kolor Hostii został wywołany przez pewną bekterię, zostały przez naukowców odrzucone jako bezzasadne, bo jak bakteria mogła wytworzyć fragment tkanki mięśnia sercowego? Tym niemniej po tej wydumanej sugestii, oraz wobec spodziewanych ataków na wiarygodność badań i analiz, dwójka naukowców powtórzyła je kilka razy, by absolutnie wykluczyć możliwość pomyłki. Jednak za każdym razem wyniki były takie same, co nie zmienia faktu, że naukowcy podsumowali całe zdarzenie tak: „Współczesn nauka nie jest w stanie wyjaśnić tego co się stało z Hostią w Sokółce”. Gdy nauka milczy, do głosu dochodzi wiara, która w takich wypadkach nie ma wątpliwości, przypominając słowa Chrustusa, których Jemu współcześni także nie mogli pojąć i wielu z nich Go opuściło. Faktycznie, obok pojęcia Boga będącego Jednością w Trzech Osobach, słowa Pana Jezusa „To jest Ciało Moje” i „To jest Krew Moja” odnoszące się do Eucharystii, są z pewnością po ludzku rzecz biorąc, nie do przyjęcia. Lecz by zaradzić naszemu niedowiarstwu, Pan Bóg dość często przypomina o tym przez cuda eucharystyczne. Zatrważające jest tylko, iż mimo takich dowodów, ilu katolików w to wierzy, choc jest to dogmat wiary?

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published.