„ … a bramy piekielne go nie przemogą”

„ … a bramy piekielne go nie przemogą”

Ci co znają w miarę dobrze Pismo św. nie będą mieli trudności z rozpoznaniem tytułowego cytatu, odnoszącego się do losów Kościoła, założonego przez Jezusa. Ponieważ ta obietnica zostałaSól ziemi - Ratzinger Joseph, Seewald Peter złożona przez samego Chrystusa, mamy pewność, że tak się stanie, lecz trzeba rozważyć, jaką formę będzie miał ten Kościół czasów ostatecznych, co jest zasadniczym pytaniem wobec nowej rzeczywistości post (?) – pandemicznej, która po dwu latach, przeorała całkiem m. in. i katolicyzm. Czy sprawdzi się tu przepowiednia kard. Józef Ratzingera, ówczesnego prefekta Kongregacji Doktryny Wiary, który w książce – wywiadzie „Sól ziemi” w 1996r. mówił: „Możemy rozstać się z pojęciem Kościoła popularnego. Jest możliwe, że zbliżamy się do nowej ery w historii Kościoła, w okolicznościach niewiele odmiennych od tych, które były u jego zarania, kiedy chrześcijaństwo będzie wzrastać w małych i pozornie nieznaczących wspólnotach, które jednak będą przeciwstawiały się Złemu z całą swoją mocą przynosząc Boga temu światu”. O jakim Kościele mówił jego boski Założyciel i o jakim w swej prognozie wspomina J. Ratzinger?

Nie sądzę, by Pan Jezus i kard. Ratzinger nawiązywali ściśle do Kościoła hierarchicznego, a właściwie jest to wykluczone, bo taki „Kościół” u końca czasów ulegnie destrukcji, której początek już się daje wyraźnie zauważyć. Analizując obecny stan Kościoła jako większej struktury, trzeba jednak rozpatrzyć jaki udział w tym procesie mają różne komponenty, z których on się składa, i przedmiotem mojej mini – analizy będzie właśnie tego opisanie. Oczywiście, będzie to przedstawione z mojego osobistego punktu widzenia i nie będą się czynił rzecznikiem jakiejkolwiek grupy członków Kościoła. To z pewnością jest ocena subiektywna, bo nie jestem chłodnym analitykiem, patrzącym z zewnątrz na to co się dziś dzieje z MOIM Kościołem. Nieraz przedstawienie pewnych spraw zbyt ogólnie utrudnia zrozumienie, swoje racje i argumenty poprę więc konkretnymi przykładami z parafii, diecezji i kraju w którym żyję, czyli RPA.

A teraz ad rem.
W swych rozważaniach analitycznych ( proszę przyjąć z przymrużeniem oka tę górnolotność ), zajmę się sytuacją „Tu i teraz”, bo wszak to co jest obecnie najistotniejsze, dotyczny naszego teraźniejszego życia (wyjątkowo, gdy będzie to konieczne, odwołam się do zdarzeń z przeszłości, bo faktycznie w niej jest zakorzenione wszystko to co się dziś dzieje). Trudno powiedzieć, która z części składowych Kościoła jako wspólnoty wiernych, zarówno laikatu jak i duchownych różnego szczebla jest najważniejsza i faktycznie ma tu doskonałe zastosowanie wykładnia św.Pawła, przez porównanie do członków ciała, których potrzeba i sens działania uwidaczniają się jako całość. Po prostu, w oderwaniu, ich istnienie samo w sobie jest bezużyteczne i tak dokładnie jest z Kościołem. Pragnę też zaznaczyć, iż przestawienie stanu tych różnych części ciała Kościoła ma jeszcze inny wymiar, a mianowicie ich wzajemne interakcje, bo wszak nie żyją one w oderwaniu od innych. Laikat, duchowieństwo, biskupi i papież wpływają i odddziaływują na każdą z tych grup, czyli na inną część ciała Kościoła, zarówno pozytywnie jak i negatywnie. Jest to proces skomplikowany i wielowymiarowy, zaś dodatkową trudność w przewidywaniu tego co się stanie, jest wpływ Ducha Świętego, który zwykle nasze ludzkie rachuby unieważnia. Na całe nasze szczęście.

See the source imageZacznę od świeckich, albo inaczej laikatu, a więc najliczniejszej grupy w Kościele powszechnym. Od wielu, wielu lat, a szczególnie po Vaticanum II, można wśród wiernych zauważyć przyśpieszające dwa trendy, tj. polaryzacji oraz letniości wiary. Polaryzacja polega na stałym, postępującym rozwarstwieniu się katolickiego laikatu na tych, którym nie po drodze z nauczaniem Kościoła ( szczególnie moralnym ) i grupę mimo wszystko nie opuszczającą Kościoła. Jest to proces bardzo dobry, bo pozwalający ( teoretycznie, o czym dalej …) oddzielić „ziarno od plew” i wg mnie osoby, które nie godzą się z wymaganiami stawianymi przez Ewangelie, zasługują na pewien szacunek ( choć z pewnością mi ich szkoda ) za dokonanie wyboru. Niestety „ziarno”, którym mieni się znakomita większość wiernych uważających się za „katolików” jest tak zepsute, iż konieczne jest powtórne oddzielenie dobrego od złego. Instrukcja wg jakich kryteriów to zrobić jest całkiem prosta i można ją znaleźć w wypowiedzi samego Jezusa Chrystusa, gdy mówi: „Niech mowa (czyli także postępowanie ) wasza będzie: tak- tak, nie – nie. Wszystko co ponadto jest, od Złego pochodzi” Podobnie w Apokalipsie św. Jana jest wezwanie: „Bądź zimny albo gorący” i groźba, dosłownie, wyplucia tych letnich z Kościoła. Niestety w grupie „teoretycznych katolików” nie nastąpił proces polaryzacji i po prostu udają, że wierzą, faktycznie nie odróżniając się od tych, którzy Kościół opuścili.

Ta wewnętrzna zgnilizna powoduje fatalne skutki dla tych wiernych, którzy są „słabi w wierze” wystawiając ich na pokusę relatywizacji praktyki wiary. Całkiem realne jest niebezpieczeństwo ich przejścia na ciemną stronę mocy. Najbardziej kontestowanym i ignorowanym nauczaniem Kościoła przez mieniących się jego członkami, jest to odnoszące się do sfery ludzkiej seksualności ( antykoncepcja, współżycie poza małżeństwem, związki homo, aborcja, rozwody ) i na nic, że większość norm w tym względzie nie ustalił Kościół, ale sam Jezus. Tak więc można uważać się za katolika i łamać Jego przykazania. Ot, taka to perwersyjna odmiana katolicyzmu, lekceważąca podstawowe nakazy Zbawiciela. Ciężko to nawet nazwać letniością. Minione dwa lata ujawniły jeszcze jedno, co najmniej omijanie, polecenia Chrystusa, gdy mówił: „Oddajcie to co cesarskie cesarzowi, a co boskie, Bogu”. Podam to na przykładzie RPA, bo w różnych krajach, przybrało to zjawisko odmienne formy. Otóż na początku pandemii, na dwa miesiące władze zamknęły wszystkie miejsca kultu religijnego, zaś sklepy, mimo pewnych restrykcji były otwarte, podobnie jak środki transportu masowego. Czy podniosły się jakieś głosy protestu? Ani mru, mru… Wierni potulnie zaakceptowali ingerencję cesarza w dziedzinę przynależną samemu Panu Bogu. Następnie bez żadnych protestów akceptowano restrykcje, gdy otwarto kościoły, a w centralnym miejscu przed ołtarzem pojawił św. Sanitajzer. I to nabożne podejście do otrzymania Komunii z maską na gębie, jej zdjęcie jak na rozkaz, konsumpcja (bo wątpię by wierzyli w obecność Chrysusa), maska na gębę, w tył zwrot i marsz do ławki. Jak to nazwać?

Patrząc na tzw. całokształt ujawniony przez temat C-19, oraz biorąc poprawkę na trwające już dziesięciolecia trendy, można stwierdzić, iż generalnie rzecz biorąc, współczesny laikat katolicki jest właściwie niewierzący. Być może się za taki uważa, oglądając msze św. via internet i ślepo przestrzegając nakazów cezara, ale z wiarą i tym fałszywym „Jezu, ufam Tobie” nie ma to nic wspólnego. Większe szanse nawrócenia mają ci „zimni”, od tych dwulicowców palących Panu Bogu świeczkę a diabłu ogarek. Taka jest bolesna prawda i nie zaprzeczy faktom, które są jakie są, również w krajach rzekomo “katolickich”. Ponieważ obiecałem nie tylko „teorię” lecz i konkrety, postawę „świeckich covidowych cykorów” zobrazuję dwoma przykładami. Pierwszy pochodzi z mojej rodzimej parafii św. Franciszka ( już -eks, bo miałem dość postawy wiernych i księży, i „wyemigrowałem” do „małopostępowej”), gdy władze częściowo odblokowały możliwość uczestniczenia w mszach św. Biskup diecezji wydał w tym względzie pewne wytyczne, ale Rada Parafialna go „przebiła”, stosunkiem głosów 14:1 ograniczając wiek uczestników do 18-60 lat, co zostało przyklepane przez proboszcza. W innej parafii, a relację znam z ust miejscowego proboszcza, gdy zaproponował wznowienie mszy św. znów Rada Parafialna stosunkiem 6:1 uznała, iż jest na to za wcześnie. Na szczęście w tym wypadku ks. proboszcz się postawił, oznajmiając im, że za 2 tygodnie wznawia msze czy tego chcą, czy nie. Ot, covidowy laikat.
Podsumowując temat laikatu zaznaczam, iż były to obraz fałszywy bez wspomnienia tych świeckich, którzy opierają się księciu tego świata, pozostając wierni nauczaniu Jezusa Chrystusa i Magisterium Kościoła. Jest ich niemało i w toczącej się wojnie, to nie ilość, ale jakość będzie miała decydujące znaczenie. Z pewnością nie jest im lekko, ale jest to grupa bardzo zmotywowana obietnicą ich Mistrza, że moce piekielne nie przemogą tego Kościoła, którego są rdzeniem. Taki jest i mój osobisty punkt widzenia na rolę i perspektywę działania świeckich członków Kościoła. Pesymizm czy optymizm nie mają tu nic do rzeczy, bo obrażanie się na rzeczywistość jest pozbawione sensu. Tym bardziej, że i tak wygramy…, bo to obiecał nam nasz Pan. Tak, potrzebujemy Jego łaski i pomocy, ale On pomaga tym, którzy proszą…

Druga grupa po względem liczebności w Kościele to duchowni i będę tu pisał raczej o tych, którzy pełnią aktywną służbę w parafiach, ponieważ temat jest mi znany, zaś ich rola i wpływ na to coSee the source image dzieje się w Kościele, bardzo istotna. To oni na co dzień powinni służyć swoim „owieczkom” na różne sposby, z których krytycznymi jest sprawowanie Mszy św. gdzie wierni mogą się karmić Słowem Bożym i Ciałem Jezusa. Podobnie jak w wypadku świeckich, obecny kryzys wśród duchowieństwa, choć w dużej mierze jest innej natury, ma swe źródło w przeszłości posoborowej. Jest on pochodną tego, co się dzieje wśród ludzi świeckich, bo jak ktoś żartobliwie zauważył „księża nie biorą się z Księżyca”; zamiast kształtować swe owce, zaczęli się do nich upodabniać i naginać wymagania nauczania Kościoła do ich słabości i grzechów. Krótko mówiąc poszli na łatwiznę. Covidowe szaleństwo przyniosło jedynie pogłębienie takich postaw, czego przykładem niech będzie ów proboszcz z mojej eks – parafii, który bezkrytycznie zaaprobował haniebne restrykcje Rady Parafialnej. Ilu z nich ośmieliło się zaprotestować wobec swoich przełożonych i władz państwowych przeciw zamknięciu świątyń? Garstka. Dlaczego tak niewielu?

A można było iść za poleceniem Pana Jezusa, któremu przede wszystkim winni są posłuszeństwo, który im polecił „paść owce swoje”. Alternatywa była całkiem prosta: posłuszeństwo ludziom (czyli władzom i swemu biskupowi) albo Panu Bogu? Jest raczej jasne jaka hierarchia obowiązuje kapłanów, w razie takiego konfliktu sumienia i jego roztrzygnięcie znajduje się na kartach Pisma św. Zasłanianie się wymówkami, iż to „polecenie biskupa”, że za łamanie poleceń władz są duże kary finansowe, że to „dla dobra parafian”… są żenujące. Raz jeszcze przywołam konkretny przykład, iż „dla chcącego, nie ma nic trudnego” i odwołam się do osobistego doświadczenia. W czerwcu 2020r. władze RPA stopniowo luzują całkowity lockdown kraju; kościoły są nadal zamknięte, więc z kilku znajomymi zastanawaimy się, kto dla nas odprawi prywatną mszę św. bo rozumiemy, iż otwarcie kościoła to duże ryzyko. W naszej rodzimej parafii św. Franciszka… no, szkoda gadać o postawie Franciszkanów, ale jest pewien kandydat w innej, dość odległej parafii ( z drugiej strony to tylko 35 minut jazdy autem). Kolega dostaje zadanie wysondowania tego księdza, który bez większych ceregieli mówi po prostu „tak”. I tak uczestniczymy w nielegalnej mszy św. przy czym ów ksiądz łamie zarówno zakaz biskupa, jak i władz świeckich; nam grozi tylko wysoka grzywna pieniężna. Można było?

Można, tyle że strach ma wielkie oczy i trzeba było po prostu drania pogonić. I pamiętać o poleceniu: „paś owce Moje”. I nie bój się, bo „Ja jestem z wami, aż do końca świata” w Moim Kościele, którego „moce piekelne nie przemogą”. Pytam tych, którzy mieli nas karmić: dlaczego chodziliśmy głodni? Gdzie byliście tchórze? Że, co? Za mocno powiedziane? I znów, tak jak w przypadku świeckich, by nie krzywdzić tych, którzy jak ten nasz ksiądz nam służyli, nie chcę tej oceny za daleko uogólniać. Prawdziwi, odważni duszpasterze, wierni swemu powołaniu i nakazowi swego boskiego Mistrza byli, są i będą. Ale niestety jest ich tak niewielu i przypomina się tu wołanie Pana Jezusa o posłanie robotników na Jego żniwa. Kończąc ten temat, jeszcze jedno, czyli postawa księży podczas mszy św. i to bezwolne poddawanie się, często z widocznym namaszczeniem, tym nakazom „higienicznym”, szczególnie podczas udzielania Komuni (tak przy okazji, to w mojej b. parafii nie dostaniecie Eucharystii do ust, bo to niebezpieczne ! ). Czy was aby nie „pogięło”? Czy słowa konsekracji mają dla was sens i w nie wierzycie? Wasza postawa świadczy o odpowiedzi na to pytanie…

Mimo, że to grupa najmniej liczna wśród omawianych „segmentów” Kościoła, to pozycja biskupów i kardynałów, jest chyba naistotniejsza ze względu na rolę, którą powinni pełnić. „Powinni” dobrze oddaje stan faktyczny i podobnie jak w przypadku laikatu i zwykłych księży, olbrzymia większość hierarchów albo wprost omija, rozwadnia lub nawet przeczy swemu powołaniu, Magisterium i bezpośrednim nakazom i poleceniom Jezusa Chrysusa. Najłagodniejszym zarzutem wobec nich byłaby owa wspomniana już nieraz „letniość” wiary, „elastyczność” w wykonywaniu powierzonych sobie obowiązków, zwłaszcza w aspekcie tego, iż powinni „dawać świadectwo”. Owszem, to świadectwo dają, tylko jakie? Gdzie jest ich głos kiedy trzeba „umacniać w wierze” laikat i duchownych, protestując przeciw zakusom cezara na to, co należy do Boga? Dlaczego nie wypełniają polecenia o braterskim upomnieniu brata, gdy ten czyni zło i w tym wypadku będzie to przerażająca cisza wobec wynaturzeń niemieckiej Drogi Synodalnej. Już ponad rok temu tylko Episkopat Ukrainy odważył się na to braterskie upomnienie biskupów niemieckich a dopiero w lutym tego roku uczynił to ostrożnie abp Gądecki i kilku innych hierarchów. Gdzie jest reszta z nich? Gdzie są te tysiące głosów protestu, których wierni mogliby oczekiwać od swych duchowych liderów? Indywidualne głosy protestu, a jest ich garstka nie zmienią faktu, iż hierarchowie wybrali „strusią postawę”. W najlepszym przypadku.

Niestety wielu z nich otwarcie aprobuje lewackie cele niemieckiej DS, popiera agendę LGBT, kapłaństwo kobiet, jest ślepa na groźbę ideologii gender, zaleca udzielanie Komunii św. osobom jawnie popierającym aborcję. Należy rzecz nazwać po imieniu: stali się wilkami w owczej skórze, które wtargnęły do owczarni Pana i niszczą Jego trzodę przez zgorszenie. To są osobnicy pozbawieni wiary, tylko udający wierzących. Skąd ten mój osąd? Ano, wynika on z logiki, bo biskup bojący się Pana Boga, nie mógłby robić tego co oni. Smuci bezbrzeżna głupota i niezbezpieczeństwo takiej postawy, bo chcą czy nie, czas zapłaty nastąpi. Zwykły ludzki rozsądek nakazywałby ostrożność, lecz widać w swej służbie księciu tego świata zatracili się tak bardzo, że zanikł im instynkt samozachowaczy. Są praktycznie duchowymi samobójcami. Ostrzeżenie płynące z kart Pisma św. jest wyraźne: od tych, którym dużo powierzono, też więcej się będzie wymagać.

Cieszy, że są jeszcze tacy hierarchowie jak kard. E.Burke, bp A.Schneder i kilkudziesięciu innych otwarcie, głośno protestujących przeciw postępowaniu ich braci w kapłaństwie, lecz niestety ci odważni, bezkompromisowi hierarchowie to margines. Oczywiście, dobrze że są i swą postawą dają nadzieję, iż nie wszystko stracone, ale przydałoby się ich więcej. „Strusie’, słyszycie…? To dla was ten cytat: „By zło zatryumfowało wystarczy, by ludzie dobrej woli nie robili nic” (Edmund Burke).

See the source imageNo i na koniec został „ulubieniec publiczności” czyli papież Franciszek. Papolatria ( to bezkrytyczne uwielbienie papieża) istniała w Kościele zawsze i od charakteru osoby „uwielbianej” zależało czy da się uwieść klakierom ( kto nie lubi gdy go chwalą? ), czy też wyrobił w sobie pewną odporność na „słodzenie” mu. Ostatni papieże, Jan Paweł II, Benedykt XVI byli także jej podmiotami i Franciszek nie stanowi tu wyjątku. Ale jest zasadnicza różnica między lekką podatnością na komplementy a tym, z czym mamy do czynienia w przypadku obecnego papieża; popolatria jest naprawdę w wypadku Franciszka „drobnostką”. Praktycznie od samego początku swego pontyfikatu Franciszek „wykręca numery” odnośnie interpretacji Magisterium, omijając Tradycję i zadziwiając ortodoksyjnych teologów. Ponieważ ta jego innowacyjna działalność jest raczej szeroko znana i krytykowana, pozwolę sobie tylko skomentować jego skandaliczne stanowisko wobec przymusu szczepień. Doskonale pamiętam jak dwa lata temu pytany o to, jakie będzie stanowisko Watykanu w tej kwestii zapewniał o pełnej dobrowolności , szanowaniu sumień i osobistych decyzji, choć nie ukrywał swego całkowitego poparcia, podpierając się nawet wątpliwej jakości argumentami religijnymi.
Przypomnę, że „półprawda = całe kłamstwo” i tak się niestety stało w przypadku papieża. Żadne eufemizmy nie zmienią faktu, iż Franciszek nas okłamał, wprowadzając na terenie Watykanu covidpaszporty i nakazując pracującym tam osobom szczepienia, bo inaczej… Akt zaszczepienia się podciągnął pod quasi – religijne wyznanie wiary. Wygląda na to, iż ja i wielu innych katolików jesteśmy o krok od ateizmu, jeśli się przyjmie tą wykładnię, a co najmniej jesteśmy bezduszni, ignorując dobro drugiego. Innego rodzaju „występ” to jego wizyta w ambasadzie Rosji w Rzymie, gdzie pojechał kilka dni po sowieckiej ( ooops ) inwazji na Ukrainę by wyrazić swoją troskę. Ludzie ! Franciszek wyraża „troskę !!! ” w takiej sytuacji. W tym miejscu muszę zamilknąć, bo inaczej chyba bym zgrzeszył… Jest to podobna troska jak o katolików prześladowanych przez komunistów w Chinach; naprawdę wierni czują się podniesieni ma duchu wiedząc, iż mają papieża, który się o nich tak „troszczy”. Wiem, jako katolicy mamy się obowiązek modlić także za papieża; rozumiem taką potrzebę bo posługa Piotrowa nie jest wcale łatwa, ale Panie Boże, w tym przypadku jest nam naprawdę ciężko …

Czy przedstawiony przeze mnie obecny stan Kościoła to „obraz nędzy i rozpaczy”? Przed wszystkim jest to wg mnie obraz prawdziwy i biorąc pod uwagę stan ludzkości, wcale on nie dziwi. „Święty spokój” stał się najpopularnieszym świętym dla wszystkich ludzi; „letniość” wiary jest powszechnie obowiązującą normą dla teoretycznych katolików, niezależnie od ich umiejscowienia w Kościele Powszechnym. No więc co ma zrobić Pan Jezus z takim Kościołem? Ano, Duch Święty zaczął dmuchać i to po rządnie, by oddzielić ziarno od plew, przygotowując świat na Paruzję. Pozorna ostrość tego artykułu ma swój cel: by trafił choć do jedengo letniego katolika (laika lub duchownego) i wstrząsnął nim, budząc ze śmiertelnego letargu. Św. Paweł apelował by „nastawać w porę i nie w porę”. Pora jest kiepska i choć jeszcze zostało nam trochę czasu, to powoli i nieubłaganie „… przemija postać tego świata”.

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published.