„A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do końca świata” ( część IX )

„A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do końca świata” ( część IX )

Wśród „dowodów tajemnicy” najstarsze historycznie, pierwsze miejsce zajmuje Całun Turyński ( nazwa pochodzi od miejsca jego obecnego przechowywania), który od 1578 r. przebywa w katedrze w Turynie. Rekonstrukcja historyczna przyjmuje, iż płótno którym owinięto ciało Chrystusa ukryto w 57 AD w miejscowości Edessa ( leży w pobliżu południowo – wschodnich granic Turcji i obecnie nazywa się Urfa ).

Prawie 5 wieków leżał zapomniany i został odkryty dopiero ok. 540 r. kiedy cesarz Justynian wysłał swych architektów do Edessy, by nadzorowali prace nad odwodnieniem i rekonstrukcją części miasta zniszczonej podczas wielkiej powodzi. Od tego czasu płótno zaczęto nazywać Mandylionem z Edessy i stało się obiektem czci, jako przedstawiające prawdziwy wizerunek Jezusa. Gdy w 639 r. muzułmanie zajmują Edessę, Mandylion jest nadal przechowywany w miejscowej katedrze do czasu, gdy ok. 700 r. miejscowi chrześcijanie zmuszeni zostają do zapłacenia wysokich podatków i oddają Mandylion w zastaw za dużą sumę pieniędzy. Nowy właściciel, bogaty monofizyta Athanasius prawdopodobnie kazał sporządzić wierną kopię płótna, które pozostaje do dziś w Urfie.

Taki stan rzeczy trwa do roku 943 kiedy bizantyjska armia oblegająca Edessę proponuje jej emirowi wykup Mandylionu, na co po roku negocjacji muzułamnie się zgadzają i w 944 r. biskup Samosaty otrzymuje oryginalne płótno ( bo próbowano go oszukać wręczając kopię ). 15 sierpnia 944 r. orszak z Mandylionem wkracza uroczyście do Konstantynopola i umieszczony na stałe w kaplicy Faros. Należy tu zaznaczyć, iż z powodu złożenia Mandylionu w taki sposób, że była widoczna tylko twarz Chrystusa, nie miano pojęcia o tym, że płótno ukazywało całą Jego postać. Dopiero w 1025 r. prawdopodobnie w celu konserwacji płótno zostaje wyjęte z ozdobnej oprawy i rozwinięte, po raz pierwszy ukazując od czasu pogrzebu Jezusa, cały wizerunek. Kopie i obrazy Mandylionu powstałe poźniej przedstawiają tylko twarz Chrystusa, więc można wnioskować, iż płótno złożono do oryginalnej formy. 12 kwietnia 1204 r. watahy krzyżowców wdzierają się do Konstantynopola, niszcząc i rabując co się da, nie oszczędzając świątyń; po splądrowaniu miasta Mandylion znika z kaplicy Faros i po wielu perypetiach dostaje się w posiadanie Zakonu Templariuszy.

Gdy 13.10.1307 r. zakon dotknęły prześladowania, Całun zostaje wyjęty z ramy i potajemnie wywieziony w nieznane, bezpieczne miejsce, by „odnaleźć się” kilkadziesiąt lat potem. To właśnie od czasu gdy Templariusze przywożą płótno do Francji, przyjęło się je nazywać „Całunem”. Od połowy XIV w. kiedy Całun ujawniono publicznie, płótno miało wielu „właścicieli” i jego francuskie przygody dość dobrze udokumentowane, zebrałyby się na całkiem długą historię. Całun przechodził bardzo często „z rąk do rąk” zmieniając przy okazji miejsca swego pobytu by dopiero 10.08.1509 r. „osiąść” na dłuższy czas w Chambery. Tam właśnie, podczas pożaru kaplicy, w której był przechowywany, Całun zostaje uszkodzony przez krople roztopionego srebra, ściekające z rozpalonego relikwiarza do wnętrza. W kwietniu 1534 r. s. Klaryski dokonują naprawy Całunu, przez przyszycie łat w najbardziej uszkodzonych miejscach i podszywają całość innym płótnem. Następnego roku Całun rozpoczyna swoistą peregrynację, gdy zostaje przewieziony do Piemontu, następnie wystawiony na pokaz w Turynie, Mediolanie i Nicei by znaleźć się na dłużej w katedrze w Vercelli. Ten okres wędrówki po ziemii włoskiej kończy się 3.06.1561 r. kiedy Całun powraca do kościoła w Chambery.

Epopeja wędrówek Całunu kończy się na dobre 14.09.1578 r. gdy zostaje on przewieziony ( planowano pobyt tymczasowy) do Turynu, by umożliwić papieżowi oddanie mu czci. Książę Emanuel wykorzystuje tę okazję, by zatrzymać relikwię w Turynie, nowej siedzibie dynastii sabaudzkiej i od tamtej pory do dziś, (z wyjątkiem lat 1939-1946 kiedy ze względu na zagrożenie wojenne ukryto go w opactwie Monte Vergine) Całun jest przechowywany w katedrze turyńskiej. W 1694 r. dokonano kolejnych zabiegów konserwatorskich, wymieniając niektóre łaty oraz podszywając Całun nowym płótnem. Władze kościelne zdecydowały o łatwiejszym dostępie przez wiernych do relikwii i Całun co kilkanaście lat wystawiano na widok publiczny. Tak można zakończyć „historyczny etap” związany z Całunem, ale nie mniej fascynujący jest ten związany z naukowym podejściem do rozwiązania tajemnicy powstania cudownego wizerunku.

To naukowe podejście do tajemniczego obiektu zaczęło się w maju 1898r. gdy dokonano udanej próby wykonania zdjęć Całunu wiszącego za szklaną szybą nad głównym ołtarzem katedry. To wtedy po raz pierwszy ujrzano negatyw Całunu i zaczęto przy użyciu dostępnych nauce metod badać tajemnicę jego powstania i niewytłumaczalnego powstania wizerunku Chrystusa. W 1969 r. Całun badała kościelna komisja naukowa wykonując po raz opierwszy zdjęcia w ultrafiolecie. 1.10.1972 r. usiłowano płótno zniszczyć, wywołując pożar w katedrze zaś w 1973 r. pobrano próbki substancji powierzchniowych, przeprowadzone przez szwajcarskiego kryminologa. W tym samym roku pobrano do analiz włókna lniane i kawałki materiału z którego było wykonane płótno. Najbardziej zaawansowane badania naukowe zostały dokonane przez naukowców z USA, a stało się to sprawą dociekliwego fizyka, kapitana Sił Powietrznych, dr Johna Jacksona, który już w 1968r. miał okazję zobaczyć negatyw zdjęć Całunu. Zaintrygowała go opinia iż podobizna na Całunie wydaje się być efektem oddziaływania na płótno z pewnej odległości, tzn. przez jakąś formę emanacji z ciała, niż przez bezpośredni kontakt. Ponieważ pojawiły się i inne znaki zapytania, jeśli chodzi o technikę w jakiej wykonano wizerunek, uczony z czasem prosił swoich znajomych z różnych specjalizacji naukowych o pomoc. W miarę badań, pojawiało się coraz więcej pytań.

Kulminacją tych wszystkich usiłowań rozwiązania tajemnicy Całunu, było powołanie w marcu 1977 r. Amerykańskiej Konferencji Badaczy Całunu, która zgromadziła bardzo szerokie grono ekspertów a wśród nich specjalnego wysłannika Watykanu, przedstawiciela Kościoła anglikańskiego i Kościoła episkopalnego z USA. Poza duchownymi na konferencji było ponad 20 wybitnych naukowców ze słynnych ośrodków badawczych, których specjalizacje pokrywały wszystkie możliwe dziedziny przydatne do badań Całunu.

Bardzo pomocne a zarazem frapujące wszystkich zebranych były wyniki prac dokonanych 2 lata wcześniej a wykonane przez specjalistów od komputerowego wzmacniania obrazu, bo do ich dyspozycji była już wersja 3-wymiarowa. Otóż uczeni odkryli, że tylko ślady po biczowaniu miały charakter kierunkowy, odpowiadający sposobowi używania bicza flagrum raz z jednej, a raz z drugiej strony. Wszystkie inne szczegóły wizerunku nie wykazywały śladów kierunkowości, co jest dowodem nie wprost, że wizerunek nie może być produktem żadnej techniki malarskiej ( pojawiły się oskarżenia, iż Całun jest doskonałym, ale jednak XIV wiecznym malarskim falsyfikatem). Po maksymalnym powiększeniu gęstości optycznej obrazu twarzy, widać było pozornie bezsensowny układ linii poziomych i pionowych, co dla ekspertów było potwierdzeniem tezy, iż cokolwiek spowodowało powstanie wizerunku, sam proces miał charakter niekierunkowy, a więc niemożliwy do namalowania.

Wybiegając nieco w przyszłość należy dodać, iż rozwój technik badawczych pozwolił na zdecydowanie obalenie teorii o tym, że Całun jest falsyfikatem, a co rzekomo miało wynikać z jego datowania izotopem węgla C 14. Otóż wyniki wskazujące powstanie Całunu na średniowiecze okazały się błędne, ponieważ nie uwzględniono silnego zanieczyszczenia płótna dymem świec woskowych, który zawierał dużą zawartość C 14. Pobrana do badań w latach ’80 próbka była właśne fragmentem łaty wszytej do oryginału w trakcie średniowiecznych napraw, czego badający nie zauważyli. Pomocna w określeniu wieku płótna, z którego wykonano Całun okazała się też nowa technika z użyciem promieni rentgenowskich, a polegająca na analizie naturalnego procesu starzenia się celulozy w lnianym włóknie. W 2019r. przebadano setki znanych próbek pochodzących z czasów Chrystusa i ich wyniki potwierdziły, iż tkanina Całunu ma 2 tysiące lat, co wskazała również analiza włókien z jakich składała się tkanina ( splot odpowiadał tym pochodzącym z początku I wieku ) oraz ślady baweły między włóknami lnu, co też wskazuje, iż płótno pochodzi z obszaru Bliskiego Wschodu.

Z kolei wnioski przedstawione przez lekarzy anatomopatologów, że wizerunek na Całunie jest odbiciem ciała mężczyzny, który przeszedł agonię ukrzyżowania zarazem postawiły nową zagadkę: otóż nie stwierdzono na płótnie obecności krwi i potu, co jest po prostu niemożliwe, jeśli skatowane ciało było nim owinięte. Dodatkowo wcześniejsze eksperymenty wykazały, że bezpośredni kontakt płótna z ciałem, nie może być wytłumaczeniem ukształtowania się wizerunku, bo krwawe wycieki z różnego rodzaju ran, powinny się utrwalić na płótnie w odmiennym stopniu natężenia wypływu krwi, w zależności od czasu, w którym były zadawane. Tak więc krew nie przeniknęła do wnętrza włókiem i nie znaleziono jej śladów w miejscach wzkazujących na obfite krwawienie. Wszystkie te dane dowodzą, iż wizerunek nie został namalowany przez nieznanego „artystę” i nie został utrwalony przez znane procesy biologiczne, więc musi powstać pytanie, co do tego doprowadziło? I to jest chyba największa tajemnica, którą kryje Całun. Uczeni mają teorie ją wyjaśniające, lecz od razu zaznaczają, że nawet obecnie nie ma techniki, która by mogła tak „namalować” wizerunek z Całunu, nie mówiąc już o tym, iż 2 tysiące lat temu nie byłaby to nawet opcja teoretyczna.

Jaka technika więc „namalowała” wizerunek? Po wykluczeniu wielu hipotez, naukowcy za możliwą uznali „teorię wypalenia”, bo barwa sepii obserwowana na płótnie, odpowiada skutkom początku utleniania się materiału zanim pojawi się ogień. Uważna analiza barwy Całunu wykazuje, iż jest duże podobieństwo między charakterem nadpaleń powstałych w wyniku pożaru w 1532 r. a samym wizerunkiem ciała. Część uczonych była skłonna przyjąć teorię o działaniu jakiegoś rodzaju promieniowania, co potwierdza wyraźna pionowa kierunkowość przeniesienia obrazu na płótnie bez żadnej dyfuzji, przy jednoczesnym braku odbicia boków ciała i szczytu głowy. Proces formowania się wizerunku wydaje się przebiegać jednakowo w stosunku do różnych szczegółów, bez względu na to, czy chodzi o powierzchnię ciała, włosy lub krew. Wszystkie detale wydają się być utrwalone na płótnie z tą samą intensywnością. Tak więc takie wyjaśnienie wydaje się być czymś więcej niż czystą spekulacją. Logicznie rzecz biorąc przyczyną powstania wizerunku musiała być jakaś krótkotrwała eksplozja promieniowania działającego w górę i w dół. Specjaliści od procesów chemicznych zachodzących pod wpływem wysokich temperatur znają takie zjawisko pod nazwą „fotolizy błyskowej”, które trwa tylko 1 milisekundę.

Niezależnie od przyjętej teorii „wypalenia” wizerunku przez promieniowanie cieplne, czy ku czemu się bardziej skłaniają naukowcy, nieznanego pochodzenia i natury eksplozji promieniowania, pytanie jest to samo: w jaki sposób martwe ciało złożone w grobie, mogło wyemitować z siebie jakiś rodzaj promieniowania mogącego „przypalić” płótno, zniszczyć substancję krwi jaka spłynęła na tkaninę, a jednocześnie utrwalić na nim idealny wizerunek ludzkiego ciała? Choć naukowcy nie potrafią do dziś dać sensownego wytłumaczenia takiego fenomenu, to są wszak zgodni, iż tylko taka „wewnętrzna eksplozja” mogła być źródłem wizerunku odbitego na Całunie. Wyśmiali przy tym opinie o jakiejś teoretycznej „podróbce” Całunu w XIV w. pytając: skoro teraz, przy takim zaawansowaniu techniki nie potrafilibyśmy odtworzyć takiego procesu, to jak by to zrobiono prawie 700 lat temu? Rzeczywiście, logika takiego rozumowania zamyka usta sceptykom.

To co przedstawiłem, zarówno jeśli chodzi o samą historię Całunu oraz badań mu poświęconych, jest zaledwie powierzchowne z powodu obszerności dostępnych w tym temacie materiałów. Tym niemniej sądzę, że wiecie Państwo o Całunie więcej, niż przed początkiem czytania tej historii. Historii, która będzie miała swój ciąg dalszy i byłaby niepełna, bez innych tajemniczych wątków. Ale o tym następnym razem …

+ posts

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published.