Ojciec Pio Część III

Ojciec Pio Część III

Pan Bóg, osobą o. Pio, dokonał wielu spektakularnych uzdrowień. Zaczęły się już w 1919r. gdy 62-letni mężczyzna został uzdrowiony; chodził podpierając się 2 laskami, bo kiedyś złamał obie nogi, a lekarze nie byli w stanie mu pomóc. Po spowiedzi u o.Pio, ten rzekł: Wstań i idź! Wyrzuć te laski. Ku zdumieniu obecnych w kościele, mężczyzna zaczął sam iść. W tym samym roku San Giovanni było świadkiem innego cudu. 14-letni chłopak w wieku 4 lat zachorował na tyfus, co jako efekt uboczny wywołało skrzywienie kręgosłupa. Po spowiedzi o.Pio dotknął go swoimi rękami, po czym młodzieniec wstał wyprostowany; deformacja kręgosłupa „znikła”!

Grazia była 29-letnią, wiejską kobietą niewidomą od urodzenia; chodziła zawsze na msze o.Pio by go spotkać. Pewnego razu mnich zapytał ją czy chciałaby widzieć. „Oczywiście!”- odpowiedziała. „Wyzdrowiejesz!”- stwierdził kapucyn wysyłając ją do świetnego okulisty w Bari, będącego mężem znajomej o.Pio. Niestety, lekarz po zbadaniu oczu kobiety rzekł do żony: „Nie ma szans na jej wyleczenie, może o.Pio uleczy ją jakimś cudem ale ja muszę odesłać ją z niczym”. Żona jednak nalegała: „Jeśli o.Pio przysłał ją do ciebie, spróbuj choć zoperować jedno oko”; lekarz uległ, operując dwoje oczu, a operacja okazała się sukcesem: Grazia widziała! Gdy wróciła do San Giovanni pobiegła do klasztoru, znajdując o.Pio klękła przed nim; gdy kazał jej wstać, ona poprosiła o błogosławieństwo. Ojciec ją pobłogosławił, lecz ona ciągle klęczała – gdy była niewidoma, o.Pio czynił na jej czole znak krzyża. Teraz powiedził: Czy mam cię pobłogosławić wiadrem wody?

Pewna kobieta opowiedziała swoją historię: „W 1947r. zdiagnozowano u mnie raka jelita; nowotwór został rozpoznany po prześwietleniu i lekarze zdecydowali się na operację. Zanim poszła do szpitala chciała odwie dzić o.Pio; pragnęła się wyspowiadać i porozmawiać z nim o swojej chorobie, lecz okazało się to niemożliwe. Mąż powiedział o mojej sytuacji jednemu z zakonników, który obiecał zdać relację o.Pio. Wkrótce powiedzia no mi bym udała się do korytarza, którym będzie przechodził ojciec. Przeszedł on przez tłum ludzi, ale jego uwaga była skupiona była na mnie. Zapytał dlaczego jestem tak zdenerwowana i powiedział, że operujący mnie chirurg postąpi właściwie. Potem dodał mi otuchy obiecując za mnie się modlić; byłam tym zaskoczona, bo nie znał tego chirurga a zachowywł się tak jakby doskonale znał mnie i owego chirurga. Po operacji, lekarz poinformował mnie o cudzie: w wyciętym wyrostku robaczkowym nie było śladu nowotworu widocznego wcześniej wyraźnie na zdjęciach. Chirurg ten był niewierzącym, ale od tego czasu powiesił krzyże w każdym pokoju szpitala; dalsze badania nie wykazały śladów raka. Wkrótce miałam okazję podziękować o.Pio”.

Inna kobieta wspomina: „Byłam w ciąży i wszystko wyglądało dobrze do czasu porodu, kiedy zaczęły się problemy. Syn urodził się z komplikacjami, a ja potrzebowałam transfuzji – niestety, w pośpiechu podano mi krew niewłaściwej grupy. Konsekwencje były b.poważne: silna gorączka, konwulsje i przewężenie dróg oddechowych; zawołano nawet księdza by mi dał sakrament chorych i komunię musiał podać mi z wodą, bo nie byłam w stanie przełykać. Gdy rodzina odprowadzała księdza, przez chwilę zostałam sama; ukazał mi się wtedy o.Pio ze stygmatami na dłoniach, mówiąc: Jestem ojciec Pio, nie umrzesz! Powiedzmy teraz razem „Ojcze nasz” a w przyszłości przyjedź do San Giovanni by się ze mną spotkać”. Kilka minut wcześniej byłam na pograniczu śmierci a w rezultacie tego objawienia wstałam z łóżka; gdy moi bliscy wrócili, zastali pogrążoną w modlitwie. Poprosiłam ich o wspólną modlitwę, mówiąc o swojej wizji; zaczęliśmy się modlić i czułam się coraz lepiej. Lekarze uświadomili sobie, że byli świadkami cudu. Po kilku miesiącach pojechałam do o.Pio by mu podziękować; o.Pio powiedział: „Otrzymałaś cud w darze, lecz nie dziękuj mnie; Święte Serce Jezusa posłało mnie bym cię uratował, ponieważ poświęciłaś się Mu w modlitwie i uczestniczyłaś w 9 mszach pierwszopiątkowych”.

Następna kobieta dzieli się swoim doświadczeniem: „W związku z bólami brzucha przeszłam testy i prześwietlenia; okazało się sytuacja była poważna i skierowano mnie natychmiast na operację. Przyjaciółka poradziła mi napisać list do o.Pio z prośbą o modlitwę i pomoc. Wkrótce dostałam od niego odpowiedź pisał, by iść bez obaw do szpitala i że będzie się za mnie modlił. Tuż przed planowaną operacją powtórzono badania; lekarze nie potrafili zrozumieć, dlaczego nie znaleźli śladu owej poważnej choroby. Ale ja wiem: o.Pio nigdy nie odmawia swej cudownej pomocy nikomu, kto o nią poprosi”.

Kolejny przypadek: „Mój ojciec zachorował na dziwną chorobę bezwładności nóg. Mimo starań wielu lekarzy wyglądało, że będzie musiał iść na rentę. Ponieważ czuł się coraz gorzej, mój wuj zasugerował wizytę u o.Pio. W klasztorze, już z daleka o.Pio zwołał: Dajcie podejść temu kolejarzowi! a przecież skąd mógł wiedzieć, że ojciec faktycznie pracował na kolei? Po krótkiej rozmowie o.Pio położył dłoń na ramieniu taty pocieszając go z uśmiechem. Po tym ojciec zorientował się, że został uzdrowiony. Wziąwszy kule by wyjść zdał sobie sprawę, iż ich nie potrzebuje; tylko wujek szedł za nim w stanie kompletnego zaskoczenia, choć to on sam namówił nas na wizytę u o.Pio”.

Pewien mężczyzna z Puglii w płd.Włoszech, jako znany ateista słynął z zaciekłości w zwalczaniu katolicyzmu. Żonie zabronił chodzić do kościoła, a dzieciom wspominać o Bogu. Gdy zachorował, lekarze postawili diagnozę dwa nowtwory: mózgu i skóry za uchem; nie pozostawiono mu żadnej nadziei. Oto jego wspomnienia: „Wzięto mnie do szpitala w Bari, b.bałem się bólu i myślałem o śmierci; strach spowodował, że zacząłem się modlić, czego nie robiłem od dziecka. Lekarz, który mnie odwiedził przed operacją stwierdził, że będzie ona trudna i może się nie udać. W nocy, dzień przed operacją przyśnił mi się o.Pio; podszedł by dotknąć mojej głowy i powiedział: Nie martw się, wyzdrowiejesz. Nazajutrz poczułem się lepiej! Mimo to lekarze nalegali na operację, a ja z przerażenia uciekłem ze szpitala tuż przed zabraniem na salę operacyjną. Ukryłem się u kogoś z rodziny, gdzie nocowała moja żona. Kilka dni później poczułem ból i wróciłem do szpitala. Lekarze z niechęcią wzięli mnie z powrotem i zdecydowali o powtórzeniu badań. Po otrzymaniu wyników, nie mogli im wierzyć: nie było ani śladu nowotworów! Ja byłem zdumiony z innego powodu podczas testów czułem zapach fijołków, wiedząc że to znak obecności o.Pio. Po powrocie do domu wybrałem się do San Giovanni by podziękować o.Pio; byłem pewien, że to on mnie uzdrowił. Gdy dotarłem klasztoru znów poczułem ból, był tak silny że zemdlałem. Dwie osoby przeniosły mnie pod konfesjonał o.Pio, gdy go zobaczyłem powiedziałem: „Mam 5 dzieci i jestem b.chory, ratuj mnie ojcze”. On odpowiedział: Nie jestem Bogiem czy Jezusem Chrystusem, ale zwykłym zakonnikiem, nie lepszym od innych a może gorszym. Nie czynię cudów! Ja nadal rozpaczałem – „Proszę, ratuj mnie”. O.Pio zwrócił oczy ku niebu i zobaczyłem, że jego usta poruszają się jak w modlitwie; w tym momencie poczułem znany zapach fijołków.O.Pio powiedział: Idź do domu i módl się! Ja też się za ciebie pomodlę. Wyzdrowiejesz! Po powrocie do domu, ból zniknął i nigdy nie wrócił”.

Inna historia: „Moją teściową zabrano do szpitala na operację, miała raka lewej piersi. Koniecznym było również zoperowanie drugiej piersi kilka miesięcy później z powodu licznych komórek rakowych w jej organizmie; lekarze dali jej cztery miesiące życia. W Mediolanie ktoś powiedział nam o o.Pio i jego cudach; natychmiast pojechałem do San Giovanni i po dotarciu udałem się do spowiedzi u o.Pio. Poprosiłem go o pomoc dla mojej teściowej i jej uzdrowienie.Zakonnik głęboko westchnął i powiedział: Musimy się modlić, każdy musi się modlić. Ona wyzdrowieje! I tak się stało; teściowa po operacji wyzdrowiała i żyła jeszcze 19 lat zamiast zapowiedzianych 4 miesięcy!”.

Kolejny cud jest bardzo znaczący i trzeba przedstawić go dokładniej; dotyczy on mężczyzny, który o sobie powiedział: „Jestem żyjącym wyzwaniem dla nauki!”. A oto jego historia. Mieszkał niedaleko Sieny, żonaty, jeden syn; pracował na kolei dozorując instalacje elektryczne. Wczesnym rankiem 21 maja, jadąc do pracy motocyklem uległ wypadkowi; zabrano go do szpitala, gdzie po badaniach stwierdzono pęknięcie czaszki, pęknięcie błony bębenkowej w lewym uchu, złamane żebra i 5 złamań lewej nogi. W kilka dni po wypadku, lekarze wciąż nie byli pewni czy przeżyje. Przeżył; rekonwalescencja przebiegała dobrze, ale z nogą wciąż były kłopoty, lekarze nie potrafili jej wyleczyć. W Szpitalu Ortopedycznym w Sienie był rok, potem skierowa -no go do Bolonii. Po kilku operacjach stan nogi się poprawił, ale nadal była sztywna; lekarze stwierdzili włókniste zesztywnienie w stawie kolanowym, wobec którego byli bezradni. Ponadto rany pooperacyjne się nie goiły. Podejmowano kilka prób zespolenia nogi ale bez sukcesu, a nawet po kolejnej operacji złamano kość udową, w wyniku czego 2 miesiące leżał z nogą w gipsie. Na początku ‘48r. został wypisany ze szpitala jako przypadek nieuleczalny.

Liczył się z faktem, że może do końca życia mieć sztywną nogę. Jednak w wieku 35 lat nie chciał się poddawać, decydując się szukać szansy na wyzdrowienie u innych lekrzy. Marzył o uniknięciu kolejnej operacji, bo był zmęczony i przygnębio ny z powodu złego stanu zdrowia. Całą złość wyładowywał na żonie, która go mimo to wspierała; w chwilach desperacji nie chciał widzieć nikogo, nie chcąc dłużej żyć. Używał kul przy chodzeniu, ale robił tak zaledwie kilka kroków; w końcu obie nogi mu zesztywniały i pokryły się bolącymi ranami. Usiłował często robić coś samodzielnie, lecz zwykle mu się to nieudawało; płakał, przeklinał, bluźnił Bogu i ludziom. Gdy żona chodziła do kościoła, złośliwie ją obrażał doprowadzając do płaczu. Pewnego razu do jego parafi przybył zakonnik z wykładami i dowiedział się o nim i jego tragicznej sytuacji. Zakonnik chciał się spotkać z nim i żoną dla dodania otuchy; po spotkaniu powiedział jej: „Dlaczego nie zabierzesz męża do San Giovanni, do o.Pio, zakonnika czyniącego cuda?”. Kiedy żona powtórzyła mu słowa kapłana, mąż zaczął się ironicznie śmiać i znieważać o.Pio. Żona nie chciała jednak starcić szansy i zaczęła pisać listy do o.Pio; pozostały bez odpowiedzi. 

Potem zaczęła nakłaniać chorego męża by spełnił jej prośbę i udał się do San Giovanni. Jego kondycja była coraz gorsza; uświadomił sobie, że może zbliża się do końca życia. Zdecydował się pojechać a podróż pociągiem była bardzo uciążliwa. Następny etap podróży odbyli autobusem, który zatrzymał się 2 km od niewielkiego kościółka, bo dalej droga nie była asfaltowana. Jak tylko tam dotarł, usiadł trochę wyczerpany, zastanawiając się jak w ogóle mógł bez problemu dojść do kościoła. W kościele było wielu zakonników a on nigdy nie widział zdjęcia o.Pio. W pewnym momencie zobaczył jednego będącego najbliżej, który spowiadał jakąś kobietę; zasłona ukrywająca księdza była odsłonięta. Zakonnik patrzył w dół, a jego ręce były ukryte w rękawach habitu. Gdy podniósł rękę by pobłogosławić kobietę, mężczyzna zobaczył, że ksiądz nosił rękawiczki odsłaniające tylko palce. W tej chwili o.Pio dostrzegł go i popatrzył na niego przez kilka sekund; pod wpływem tego spojrzenia, ciało mężczyzny zaczęło się trząść, jak przy porażeniu prądem. Jeszcze tego samego dnia, po południu mężczyzna z żoną i synem wrócił do kościoła. Syn wprowadził go, kiedy o.Pio zaczął spowiadać, ale musiał poczekać trochę na swoją kolej.

Kiedy zbliżył się do konfesjonału i zaczął mówić, o.Pio mu przerwał i sam przytoczył jego życie, mówiąc o trudnym charakterze i postępowaniu. Gdy o.Pio podniósł rękę do błogosławiństwa, mężczyzna poczuł ten sam wstrząs, jak kilka godzin wcześniej. Bez zwracania uwagi na chore nogi, uklęknął i przeżegnał się; później wstał, wziął kule w ręce i odszedł od konfesjonału bez problemu. Żona dostrzegła natychmiast jego odmienioną, promieniującą twarz, zatrzymali się na chwilę, razem się modląc. Dopiero gdy wychodzili z kościoła dotarło do niej co się stało, zwracając się do męża: „Józefie, ty chodzisz!”. Mężczyzna zatrzymał się i spojrzał na trzymane w rękach kule, szedł o własnych siłach nie czując bólu. Potem zobaczył swoje nogi, poznikały z nich rany zostawiając pamiątkę w postaci suchych blizn; był uzdrowiony. W miejscu gdzie stał, wybuchnął wiel -kim płaczem. Jego droga do domu była długa, bo gdziekolwiek się zatrzymał opowiadał o swoim cudownym uzdrowieniu. Udał się również do szpitala w Sienie by pokazać się lekarzom. Byli wstrząśnięci, nie mogli uwierzyć, że to ten sam przypadek. Ponadto prześwietlenie wykazało, że stan nogi jest taki jak przed uzdrowie -niem czyli z medycznego punktu widzenia nadal nie powinien chodzić. Zesztywnienie włókniste występowa -ło nadal i teoretycznie nie powinien chodzić, a jednak… Jego przypadek został szeroko opisany i był pokazywa -ny na konferencji medycznej w Rzymie. Odwiedzali go liczni naukowcy z całego, zdumieni i zadziwieni tym cudem o.Pio.

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Leave a Reply

Your email address will not be published.